28.01.15, 20:01Aleksandr Litwinienko (fot.Wikipedia)

Sekcję zwłok robili w kombinezonach!

Po 8 latach od śmierci Litwinienki w Londynie toczy się publiczne dochodzenie w tej sprawie.

Zwłoki Litwinienki były tak napromieniowane, że doktor Nathaniel Cary określił autopsję byłego agenta rosyjskiego jako przypuszczalnie "najbardziej niebezpieczną w historii zachodniej medycyny sądowej".

On i jego koledzy mieli na sobie w czasie autopsji rękawice, specjalne kaptury i kombinezony ochronne wypełnione pompowanym z zewnątrz, filtrowanym powietrzem.

Jak powiedział przedstawiciel oddziału antyterrorystycznego, Scotland Yard nadal ściga dwóch rosyjskich agentów (Andrieja Ługawoja i Dimitrija Kowtuna,) którym zarzuca otrucie Litwinienki podczas spotkania na herbacie w londyńskim hotelu. 

Wdowa po Litwinience, Marina zeznała wczoraj, że jej mąż na łożu śmierci odpowiedzialnością za zbrodnię  obarczył Władymira Putina. W toku dochodzenia sędzia Robert Owen ma wydać opinię, czy brytyjski wywiad zapewnił Litwinience należytą ochronę. 

Sab/IAR

Komentarze

anonim2015.01.28 21:16
Hmn, w sumie sensowne. Litwinienko zatruty był polonem 210, który emituje cząstki alfa. Zasięg tych cząstek w powietrzu to 8cm. Groźny jest bezpośredni kontakt z polonem210, a podczas autopsji krew potrafi siknąć, więc założenie napompowanego (aby zwiększyć odległość między nim a ciałem) kombinezonu wydaje się rozsądne.
anonim2015.01.28 21:34
Brytyjscy patolodzy trochę przesadzili. Jeśli mnie pamięć nie myli to okres połowicznego rozpadu polonu 210 wynosi jakieś 2,5 dnia. To mam w takim razie pytanie: Ile tego polonu nażarł się ten Litwinienko skoro po ośmiu latach sekcja zwłok była tak niebezpieczna, że patolodzy musieli ubrać specjalne kombinezony?
anonim2015.01.29 12:10
ruskich trzeba nienawidzić