Prof. Grzegórz Górski dla Frondy: Niemcy są bliskie przejścia ,,na drugą stronę'' - zdjęcie
14.09.18, 12:15

Prof. Grzegórz Górski dla Frondy: Niemcy są bliskie przejścia ,,na drugą stronę''

,,..To już przynajmniej drugi przypadek, kiedy Niemcy w sposób cyniczny drwią sobie z reguł obowiązujących i w ramach strefy Schengen i w obrębie NATO (...) Dzisiaj sprawy poszły jeszcze dalej. No bo jeśli ABW, służba państwa sojuszniczego w NATO, nakłada taki zakaz na Kozłowską, to BND ma obowiązek dopilnować jego wykonania. I to tak naprawdę w interesie Niemiec. Jeżeli więc BND i MSZ - bo to oni decydowali w tej sprawie - uznają że w sprawie, w której polskie ABW cofnęło wizę z uwagi na polski interes narodowy, - oni wydają wizę w interesie narodowym 
Niemiec, to można to zinterpretować tylko w jeden sposób. Tłumaczy to po prostu takie sprawy jak NORDSTREAM, czy uzurpowanie sobie prawa do „odpowiedzialności za Polskę”. Nie można było wyraźniej już oświadczyć, że dla Niemiec ważniejsze od więzi z Polską w ramach UE i - zwłaszcza - w NATO, są więzi z Rosją i z jej agenturą''. - mówi w rozmowie z portalem Fronda. pl prof. Grzegorz Górski.



Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Jak ocenia Pan zaproszenie do Bundestagu Ludmiły Kozłowskiej, która przez Polskę i pozostałe kraje Unii została objęta zakazem przekraczania granic strefy UE (wpisana do systemu SIS) - a mimo to Niemcy wydali jej wizę, lekceważąc polskie i unijne zasady?

Prof. Grzegorz Górski, historyk, prawnik, były sędzia Trybunału Stanu: To już przynajmniej drugi przypadek, kiedy Niemcy w sposób cyniczny drwią sobie z reguł obowiązujących i w ramach strefy Schengen, i w obrębie NATO. Najpierw kilka miesięcy temu ostentacyjnie zaprosili do Berlina objętego podobnym zakazem szefa ukraińskiego IPN. Teraz poszli krok dalej. Ponieważ w pierwszym przypadku polski MSZ i polscy przywódcy udawali, że nic się nie stało, to dzisiaj mamy to, co mamy. Tymczasem zamiast uśmiechać się podczas oficjalnych spotkań i głosić komunały o „wzorcowej” współpracy, już wtedy trzeba było zastosować retorsje. Bo jedyny język jaki Niemcy rozumieją, to - jak mówił to min. Beck - „jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie”.

Dzisiaj sprawy poszły jeszcze dalej. No bo jeśli ABW, służba państwa sojuszniczego w NATO, nakłada taki zakaz na Kozłowską, to BND ma obowiązek dopilnować jego wykonania. I to tak naprawdę w interesie Niemiec. Jeżeli więc BND i MSZ - bo to oni decydowali - uznają, że w sprawie, w której polskie ABW cofnęło wizę z uwagi na polski interes narodowy, oni wydają wizę w interesie narodowym Niemiec, to można to zinterpretować tylko na jeden sposób. Tłumaczy to po prostu takie sprawy jak NORDSTREAM, czy uzurpowanie sobie prawa do „odpowiedzialności za Polskę”. Nie można było wyraźniej już oświadczyć, że dla Niemiec ważniejsze od więzi z Polską w ramach UE i - zwłaszcza - w NATO, są więzi z Rosją i z jej agenturą. Co w kontekście całego ciągu zdarzeń w ostatnim okresie specjalnie nie dziwi. I także w tym kontekście nie dziwi, że firmy niemieckie jakoś dziwnym trafem omijają unijne pseudo-embargo na handel z Rosją i na wyścigi chcą robić biznesy z Putinem, za nic mając więzy transatlantyckie. W mojej ocenie Niemcy są już blisko przejścia de facto na drugą stronę.

Jak to możliwe, że niemiecka BND, odpowiednik polskiej ABW, instytucja rządowa - opiniuje pozytywnie osobę pani Kozłowskiej w kwestii wydania jej wizy wiedząc, że to osoba podejrzewana o niejasne powiązania z firmami zbrojeniowymi w Rosji?

Ta decyzja musiała zapaść na najwyższym szczeblu, a więc na pewno w urzędzie kanclerskim i w MSZ. Stoją za nią upadająca z dnia na dzień A. Merkel i eksponent podążającej na śmietnik historii niemieckiej socjaldemokracji, H. Mass. Mam tylko nadzieję, że przedstawiciele polskich władz, zamiast kolejnych sztucznych uśmiechów podczas spotkań z nimi, potrafią wreszcie postawić sprawy na ostrzu noża. Bo - powtarzam - Niemcy rozumieją jedynie taki język. I tu znowu kłania się sprawa reparacji. Mamy w rękach potężny oręż, który wywołał popłoch w Berlinie, a sami relatywizujemy jego znaczenie. Zamiast tego, dopraszamy tych hipokrytów i cyników na spotkania Międzymorza. Kiedy wiadomo, że jedynym celem Niemców jest sparaliżowanie tego projektu. Nie sposób zrozumieć tej polityki, pełnej wywijasów i jakichś absurdalnych oczekiwań, że Angela Merkel w końcu choć za coś nas pochwali. Silimy się na otrzymanie komplementów od kobiety, której Niemcy mają dość i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie dotrwa do końca kadencji. Po co?

Czy oficerowie ABW - służba państwa sojuszniczego NATO, mogliby mieć w sprawie wizyty w niemieckim Bundestagu pani Kozłowskiej coś do powiedzenia?

Myślę, że była to decyzja w pełni polityczna. Oficerowie służb z pewnością rozumieją, że w ich pracy najważniejsze znaczenie ma zasada wzajemnego zaufania. W tym wypadku, BND wystawiła się na kompletną kompromitację wobec ABW. Mam tylko nadzieję, że nasze ABW wykorzysta jak najszybciej pierwszą nadarzającą się okazję, aby w podobny sposób załatwić oczekiwania BND. Jeszcze raz to powtórzę - Niemcy nie rozumieją innego języka.

Jak Pan ocenia wspieranie przez Niemcy działań pani sędzi Gersdorf w Karlsruhe?

Wpisuje się to dokładnie w ten schemat. Przypomnę co już mówiłem. Niemiecki sąd który zapraszał M. Gersdorf, to to prostu grupa partyjnych funkcjonariuszy, oddelegowanych dna odcinek sędziowski wprost przez rządzące od lat główne partie - CDU i SPD. Ci ludzie wykonują polecenia swoich dysponentów politycznych, czego dowiedli posuwając się do złamania unijnego prawa w sprawie anulowania wyroku sądu polskiego w sprawie Pana Tendery. W tym kontekście jest oczywiste, że to na zlecenie rządu federalnego i kierownictwa obu partii, sfinansowano tę antypolską imprezę w Karlsruhe. I znowu brak reakcji ze strony polskich instytucji oficjalnych spowodował, że Niemcy będą za chwilę szli jeszcze dalej. Zgodnie ze swoim zwyczajem, bo przecież uważają że są „odpowiedzialni za Polskę”.

Coraz częściej pojawia się temat działań skrajnych bojówek w Niemczech - co grozi Niemcom i czy możemy się obawiać o odradzanie się u nich nazizmu i faszyzmu?

Dziwię się bierności polskich władz, a zwłaszcza polskich posłów w sytuacji, bezceremonialnych ataków oficjalnych niemieckich instytucji na nasz kraj. I to w sytuacji, gdy po drugiej stronie Odry mamy do czynienia z całym szeregiem systemowych zagrożeń demokracji i państwa prawa.

Po pierwsze nie od dziś wiadomo, że główne niemieckie media są podporządkowane są albo wprost albo pośrednio władzom federalnym. Wprost, bowiem rząd niemiecki powołując się na względy bezpieczeństwa państwa stosuje cenzurę lub wymusza przemilczenia olbrzymiej ilości niewygodnych faktów i informacji. Znamy to z sytuacji słynnej nocy sylwestrowej, kiedy założono oficjalną blokadę informacyjną przez wiele dni. Ostatnio podobna sytuacja wyszła na jaw w Chemnitz, gdzie okazało się że to rzecznik rządu dyktował rzekomo wolnym niemieckim mediom, co i jak wolno im pisać. I - co ważne - tamtejsi dziennikarze uważają to za normę. Pośrednio reguluje tę kwestię działalność niemieckiego odpowiednika rady etyki mediów. To stamtąd wychodzą już wprost czysto cenzorskie dyrektywy, które zdyscyplinowani niemieccy dziennikarze, nolens volens muszą stosować.

Po drugie, mamy do czynienia w Niemczech z gigantyczną skalą antysemityzmu. Nawet kanclerz Merkel przyznała, że zjawisko to przybiera postać niespotykaną od czasów zakończenia II wojny światowej.

Po trzecie, w Niemczech na masową skalę odradza się nazizm, a wielotysięczne parady neonazistów chwalących dokonania szajki Hitlera, odbywają się pod pełną ochroną władz federalnych i krajowych.

Po czwarte, w Niemczech na masową skalę gwałcone są prawa dzieci i rodziców, którzy są przymusowo rozdzielani, do tego przy zastosowani rasistowskich kryteriów. Bo czymże innym jest odbieranie rodzicom dzieci za to, że mówią po polsku. I dokonywane jest to do tego przez instytucję, wyrastająca swoimi korzeniami ze szczytowej fazy rozwoju niemieckiego nazizmu, kiedy to realizowały właśnie taką, rasistowską politykę. Nic się tu nie zmieniło.

Po piąte, na masową skalę w Niemczech dokonywane są ataki na imigrantów. Codziennie płonną domy przybyszów z innych kontynentów, bowiem Niemcy - wbrew rozpowszechnianym cukierkowym przekazom - są bardzo źle nastawieni wobec „odmiennych”. Wyrazem tego są owe powszechne akty gwałtów

Wreszcie po szóste, Niemcy stwarzają zagrożenie dla innych państw w Unii Europejskiej, bowiem, jak przyznają oficjalnie, grubo ponad sto tysięcy nielegalnych imigrantów, „urwało się” z monitorowania przez niemiecką policję i służby. Nie trzeba dodawać jakie dziurawy niemiecki system bezpieczeństwa stwarza zagrożenie dla Europy.

Z tego, co Pan podsumował, wynika, że Polska powinna natychmiast zająć się tym, alarmować gdzie się da - bo wiemy doskonale, co oznacza niemiecki nazizm, antysemityzm - pamiętamy to z własnego doświadczenia!

To wszystko są obiektywnie występujące systemowe zagrożenia demokracji i prawdziwych wartości europejskich. To wystarczająca przesłanka, aby na początek odbyć na ten temat debatę w polskim sejmie, zaprosić na nią setki prawdziwie szykanowanych w Niemczech dziennikarzy czy przedstawicieli organizacji społecznych. W ślad za tym należałoby rozpocząć akcję w instytucjach europejskich. W drugiej połowie przyszłego roku, kiedy będzie już nowy parlament europejski i komisja europejska, z pewnością nie uda się Niemcom zakryć tego pod dywan. Pokażmy im wreszcie, że my też możemy debatować w Europie i z Europą o ich problemach. Dopiero wtedy zaczną nas traktować z należytym szacunkiem. Inaczej takie sytuacje jak z Gersdorf czy Kozłowską będą tylko eskalowane, a Niemcy coraz bardziej będą „troszczyć się” o Polskę.

Dziękuję za rozmowę.