Okropna buddyjska mumifikacja za życia - zdjęcie
08.03.15, 17:26

Okropna buddyjska mumifikacja za życia

17

Zdaniem buddystów wielu może zostać Buddą. Jak to zrobić? Jednym ze sposobów jest rytualne samobójstwo tak zaplanowane, aby za życia rozpoczął się proces mumifikacji.

Rzeźba czy mumia?

Jak podaje portal archeowiesci.pl holenderscy muzealnicy w jednym z tysiącletnich posągów odnaleźli mumię mnicha. Siedzące w pozycji lotosu ciało, od tysiąca lat osłonięte było przez papier- mâché pokryte warstwami laki, złota i polichromii. Obiekt wyglądający z pozoru jak zwykła rzeźba w istocie jest pamiątką po zwyczaju Sokushinbutsu (jap. 即身仏 dosł.: żywy budda), będącym w istocie formą wspomaganego samobójstwa.

Pochodzenie posągu

Nie wiemy dokładnie skąd pochodzi ta rzeźba. Najprawdopodobniej została przemycona do Europy podczas chińskiej rewolucji kulturalnej. Wówczas na czarnym rynku dzieł sztuki posąg przechodził z rąk do rąk, aż trafił do Holandii. Jego kolejny właściciel w 1996 przekazał obiekt do konserwacji.

Niepodzianka

W ramach rutynowych badań posąg poddano prześwietleniu. Jakież było zaskoczenie, kiedy oczom konserwatorów ukazały się ludzkie zwłoki! Na prześwietleniu widać wyraźnie zarys pełnego szkieletu, osłoniętego jeszcze nieco tkankami. Zamiast niektórych organów, wewnątrz mumii znajdowały się skrawki papieru pokryte rytualnymi napisami. „okazało się, że w środku są częściowo zmumifikowane ludzkie szczątki. Mumia siedziała na zwiniętym dywaniku z chińskimi napisami. Datowania radiowęglowe wykazały, że zmarły żył W XI-XII w., a dywanik jest o jakieś 200 lat starszy.” (archeowiesci.pl ) Udowodniono, że mamy do czynienia z jednym z 24 udokumentowanych i zachowanych do naszych czasów reliktem obyczaju Sokushinbutsu.

Mnich

Człowiek ten żył ok. roku 1100 i nazywał się Liu Quan. Mieszkał w klasztorze, należąc do wspólnoty mnichów i najprawdopodobniej otoczony był kltem już za życia. Miał tam jednak szczególną pozycję, ponieważ uważano że zbliża się on do doskonałości i może stanie się wkrótce Buddą! Lecz jak poznać, że stał się on rzeczywiście Buddą? Budda pokonał śmierć. Zatem i Liu Quan ją pokona!

Pokonanie śmierci

Wspólnota mnichów orzekła - Pomożemy Liu Quanowi stać się Buddą. ciało nie ulegnie rozkładowi, nie ulegnie też bezwładowi. Jego proces śmierci, jak i wygląd ciała, będzie precyzyjnie zaplanowany! Wspólnota dokładnie pokieruje procesem umierania. Naturalistyczna nirwana osiąga tu swoje apogeum.

[koniec_strony]

Zachowanie ciała

Istnieją z grubsza rzecz biorąc trzy rodzaje procesu mumifikacji.

1. Mumifikacja celowa, jest najpopularniejsza, stosowana w niemal wszystkich kulturach świata. Także i dzisiaj w naszej kulturze niekiedy stosuje się specjalne zabiegi, aby zachować ciało zmarłego w możliwie nienaruszonym stanie. Domy pogrzebowe mają pewne propozycje usług w tym zakresie.

2. Drugi rodzaj procesów to samomumifikacja, mumifikacja spontaniczna. Ma miejsce, kiedy jakieś szczególne właściwości ciała lub miejsca jego przechowywania powodują jego zachowanie. Dzieje się tak jednak bez ingerencji człowieka. Takie przypadki znane są także w chrześcijaństwie, zwłaszcza prawosławni uważają zachowanie ciała, za przejaw szczególnej łaski. Takie podejście nie jest też obce katolikom, choć w zachodnim chrześcijaństwie to zachowanie ciała nie pełni aż tak dużej roli jak w chrześcijaństwie wschodnim. Jeżeli jest zachowane ciało to jest to znakiem i okolicznością do oddawania czci. Natomiast jeżeli ciało nie zostało zachowane, np. jak w przypadku św. Maksymiliana Marii Kolbego, zostało spalone na popiół i rozrzucone, również może być to budującym pobożność znakiem ostatecznego poświęcenia się!

Automumifikacja

W przypadku mnicha którego ciało odnaleziono w rzeźbie, najprawdopodobniej mamy odczynienia z tym trzecim rodzajem mumifikacji - automumifikacją. Ten człowiek, już za życia dążył do zachowania swojego ciała! Automumifikacja Sokushinbutsu Jest to dawna praktyka buddyjska, niegdyś dość popularna, ale obecnie już nie stosowana. Historycy twierdzą, że praktyka ta powstała wśród chińskich buddystów, ale najbardziej przyjęła się w północnej Japonii. Została zakazana w XIX w.  przez władze japońskie, jako rodzaj wspomaganego samobójstwa.

Buddyjska pochwała samobójstwa

Wielu przedstawia nam buddyzm jako religię radości. Śmiejący się Budda to jednak tylko jedno z obliczy tego bóstwa. Chociaż rożne odłamy buddyzmu potępiają ascezę, to są i takie, które bardzo podkreślają samodyscyplinę. Szczytem tej dyscypliny jest pokonanie własnej śmierci. Nie następuje ona przypadkowo, bez zachowania świadomości, lecz ma być celowym przejściem. Dla tego niezwykle ważne jest, aby była zachowana świadomość, możliwość koncentracji, recytacji mantr itp.,. Stąd występująca w niektórych sektach praktyka popełniania rytualnych samobójstw, co ma buddyście umożliwić osiągnięcie nirwany. Zmumifikowanych mnichów uważano za w dalszym ciągu żyjących, nie ogłaszano ich śmierci.

Procedura samobójstwa

Sokushinbutsu rozpoczynano od ogłoszenia, że otoczony opinią świętości mnich wchodzi na ostatni etap swojej drogi. Nie działo się to bez przyzwolenia społeczności. Ważne, że jego decyzja następowała w kwiecie sił. Nie mogła być podyktowana złym stanem zdrowia fizycznego czy psychicznego. Byli to mnisi w zaawansowanym wieku, ale nie starcy. Pierwszy etap obejmował specjalną dietę i ćwiczenia fizyczne. Ich celem było spalenie całej tkanki tłuszczowej. Następnie ukierunkowano dietę na sterylizację ciała, czego dokonywano przez dietę składającą się z orzechów o cechach bakteriobójczych. W dalszych etapach jedzono tylko korę i korzenie drzew iglastych oraz pito toksyczny napar, sporządzony z drzewa lakowego. Na końcu przeczyszczano przewód pokarmowy, aby usunąć gnijące substancje i maksymalnie pozbyć się wody z organizmu.

Koniec

We właściwym czasie po ok. 2000 dni procedur przygotowawczych mnicha zamykano w ciasnym  grobie, obudowując ścianami jego siedzące w pozycji lotosu ciao. Tak oczekiwał na śmierć. Oddychał przez rutkę, doprowadzającą powietrze i co jakiś czas dzwonił dzwonkiem, powiadamiając że jeszcze jest przytomny. Kiedy dzwonek zamilkł, wyjmowano rurkę i pieczętowano grób. Po odczekaniu kolejnych wielu dni grób otwierano i sprawdzano jaki jest efekt końcowy. Często, pomimo wysiłków następowały normalne procesy rozkładu. Natomiast jeżeli ciało wyglądało zgodnie z oczekiwaniami to znaczy że osoba była Buddą !

W chrześcijaństwie jest inaczej

Warto tu może zauważyć, że z pewnością nie znamy w chrześcijaństwie praktyki stosowania specjalnych zabiegów w celu zachowania ciała. W chrześcijaństwie asceza nigdy nie ma wymiaru materialnego. Post czy umartwienia nigdy nie miały na celu uchronienia przed rozpadem ciała. Gdyby chrześcijanin posiadający opinię świętości, robił za życia jakieś specjalne zabiegi z ciałem, aby ono się nie rozpadło, byłby uznany za człowieka pysznego i straciłby opinię świętości !

Maria Patynowska

Film na kanale PatrynWorldLatestNew:

Komentarze (17):

anonim2015.03.8 18:29
//Okropna buddyjska mumifikacja za życia// Nie grzesz. Stryj mojego męża byl rekluzem w zakonie, a Jezus zgodził się na śmierć męczeńską. Dla buddystów, z ich punktu widzenia to też moze być okropne. Nie obrażamy ludzi którzy nie mają naszego rozumienia wiary, bo to nic nie da tylko ich sprowokuje do tego samego.
anonim2015.03.8 19:10
@beneq5 nie przejmuj się modusem, przecież to jeden z lewych przygłupów opisujących swoje urojenia i tyle... @...eee Nikt nie obraża buddystów, ale mamy prawo krytyki dla nagannych praktyk w religii czczącej demony, a taką religią jest buddyzm - jeszcze raz jasno i wyraźnie: buddyści oddają cześć demonom. Idąc Twoim tokiem myślenia - czy na każda krytykę praktyk, bluźnierstw itp satanistycznych wołasz, aby nie obrażać satanistów?
anonim2015.03.8 19:32
@modus, piszesz o Ojcu Pio, ale Św. Ojcec Pio nie popełnił samobójstwa. Nic też za życia specjalnego nie robił, aby się zmumifikować. Nie został też świętym z powodu zachowania ciała ...
anonim2015.03.8 21:20
Nabi //- jeszcze raz jasno i wyraźnie: buddyści oddają cześć demonom// Nie wszyscy. Oni są po prostu niepoinformowani, lub żle poinformowani. Należy ich informować uprzejmie, bo nici wyjdą z nawracania. Wiem coś o tym, mam koleżankę buddystkę i widzę jak się kończy metoda siłowa. Dwóch buddystów (jednego niedoszłego) natomiast nawróciłam po dobroci, zapoznając się uprzednio z buddyzmem. Dziś są z tego wielkie owoce.
anonim2015.03.8 21:22
Skąd M. Patynowska wzięła taką doktrynę: " Natomiast jeżeli ciało nie zostało zachowane, np. jak w przypadku św. Maksymiliana Marii Kolbego, zostało spalone na popiół i rozrzucone, również może być to budującym pobożność znakiem ostatecznego poświęcenia się!" Po pierwsze: Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych (kanon 1176); Po drugie: z chrześcijańskiego punktu widzenia rozsypanie ludzkich prochów jest równoznaczne ze zbezczeszczeniem ludzkich szczątków, a żadnym "budującym pobożność znakiem ostatecznego poświęcenia się" (co za bełkot!) Znane mi przypadki takiego "pogrzebu" wynikały raczej z utraty wiary w życie wieczne i z rozpaczy niż z "poświęcenia się". Po trzecie: św. M. Kolbe nie decydował o tym, że zostanie spalony i rozsypany. Zdecydowali o tym esesmani, którzy go zamordowali. Jego poświęcenie nie na tym polegało!
anonim2015.03.8 21:45
takie rzeczy nadal się praktykuje oglądałem reportaż, nie pamiętam z jakiego kraju (może Tybet), gdzie buddyjscy mnisi tradycyjnie tak kończą żywot pod koniec, tak jak w tekście, głodzą się totalnie i piją jakieś trujące i konserwujące żywice itp. w końcu umierają, ale tak sa przesiąknięci trucizną, że ciało mumifikuje się proces jest raczej bolesny tylko tam chyba nie było takich statuł, po prostu leżeli jak wszyscy zmarli oglądanie tego reportażu było traumatyczne, a sama praktyka obrzydliwa
anonim2015.03.8 21:55
@ Józwa, „Ja chciałbym być starty na proch dla sprawy Niepokalanej i aby ten proch rozwiał wiatr na Polskę i cały świat”. Są to słowa Ojca Kolbego.
anonim2015.03.8 23:57
A o zamurowaniu żywcem nie słyszeliście? sprawdźcie sobie która wasza świętą tak zamurowali i ile żyła po tym - co to jak nie samobójstwo? Umartwianie też się wywodzi od czegoś co nie?
anonim2015.03.9 0:13
Sądzi Pan, że te piękne zresztą słowa o. Maksymiliana można interpretować dosłownie jako wyrażenie woli co do formy pogrzebu?? Naprawdę?
anonim2015.03.9 1:01
@Józwa, oczywiście że nie uważam aby św Maksymilian wyraził tu wolę co do rodzaju pogrzebu.
anonim2015.03.9 8:34
Skoro Pani sama przyznaje, że nie można tych słów traktować dosłownie, to użycie ich jako argumentu w dyskusji o formie pogrzebu było chyba nadużyciem, nie sądzi Pani?
anonim2015.03.9 10:22
@...eee przeczytaj czasem co piszesz: "...Dwóch buddystów (jednego niedoszłego) natomiast nawróciłam po dobroci,..." jak niedoszły to nie buddysta - prawda? i co to znaczy "nawróciłam"? Rozumiem, że : nie byli ochrzczeni, przygotowali się do chrztu dorosłych, złożyli wyznanie wiary, zostali ochrzczeni w Kościele Katolickim i są praktykującymi Katolikami w pełnym tego słowa znaczeniu - tak? Bo tylko tak można rozumieć nawrócenie, jeśli brakuje choćby jednego elementu z wymienionych (albo innych,których nie wymieniłem) lub jest niespełniony - to bzdurą jest gadanie o nawróceniu, bo w takiej sytuacji NIE MA (nie było) ŻADNEGO nawrócenia i tyle.
anonim2015.03.9 16:07
To, że czegoś nie rozumiesz, nie znaczy, że coś jest złe. Znaczy, tyle, że tego nie rozumiesz. My czcimy "przedstawienie człowieka umęczonego w niewolniczy sposób na jednym z najbardziej wymyślnych narzędzi egzekucyjnych jaki powstał w tym rejonie świata". Skoro wyznajemy, że istotą naszej wiary jest Zmartwychwstanie, to dlaczego w kościołach nie ma figur zmartwychwstałego? Dlaczego w średniowieczu zastąpiono na krzyżach "Jezusa zmartwychwstałego" na "Jezusa ukatrupionego", epatującego cierpieniem? Dlaczego wiara głosząca radość życia wiecznego, przebywania w chwale nieba, oglądaniem Boga, tak silnie akcentuje post, (do niedawna) umartwienia cielesne, wymaga spowiedzi z grzechów, "straszy" potępieniem, zagląda ludziom do sypialni? No proszę przedłożyć hindusowi, że to nie są brednie? Ależ oczywiście. "my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą i mądrością Bożą." Tyle, że inni mogą powiedzieć to samo o sobie i swojej "drodze do prawdy".
anonim2015.03.9 22:00
A co z tymi wszystkimi średniowiecznymi ascetami? Żyli w dziurach, na słupach, zaniedbywali się straszliwie...
anonim2015.03.10 0:08
Nabi. Jeden był niebierzmowany, zgłosił się do mnie w necie bo na stronie miałam cytat buddyjski, a on szukał buddystów by zostać buddystą. Wyjaśniłam mu o co chodzi w buddyzmie, a potem o co chodzi w chrześcijaństwie. Zostałam potem jego świadkiem na bierzmowaniu. Teraz prowadzi wspólnotę chrześcijańską i nawraca innych. Drugi 20 lat uprawiał buddyzm i zył w związku niesakramentalnym. Teraz jest wyspowiadany, związek zerwał, jeździ na rekolekcje. Jest to nawrócenie, czy nie?
anonim2015.03.13 6:35
@...eee przecież - jak wynika z Twojego opisu, jeden i drugi był ochrzczony, to żaden nie był buddystą tylko każdy chrześcijaninem w wyznaniu w jakim był ochrzczony- a ze zdradzili... wycofanie się ze zdrady to jeszcze nie nawrócenie (no, chyba, że dosłownie potraktujemy słowo "nawrócenie" jako zawrócenie lub powrót). Jak żona zdradzi męża i pójdzie na jakiś czas mieszkać z kochankiem - to przestała być jego zoną? Stała się przez to żoną kochanka? No przecież nie. A potem jak wróci do męża to co? wyszła za maż? No nie - po prostu zdradziła, a potem zrezygnowała ze zdrady i kontynuuje to w czym była już wcześniej - małżeństwo - rozumiesz różnicę w postawie i zachowaniu, którą chcę Ci pokazać?
anonim2015.03.15 6:26
@Józwa Szanowny Panie, w co Pan brnie w tej dyskusji. Poświęcenie Św. Maksymiliana nie polegało na rozsypaniu prochów po śmierci, tylko na ofiarowaniu życia za współwięźnia, czy to rzeczywiście jest takie trudne? A jego słowa o starciu na proch można traktować jako proroctwo.