W wyniku nowej polityki każda z 15 chrześcijańskich szkół może stracić przeciętnie po 15 nauczycieli, czyli łącznie w przybliżeniu 230 z nich może stracić pracę. Według liderów i administratorów szkolnych może to przyspieszyć trwający od dłuższego czasu zanik społeczności chrześcijańskiej w Jerozolimie i Ziemi Świętej. Polityka władz Izraela bowiem poważnie zagraża kulturowej i edukacyjnej tożsamości chrześcijańskich placówek szkolnych i zakłóca ich funkcjonowanie.
Krytycy, tacy jak palestyński dziennikarz Daoud Kuttab, uważają posunięcie ministerstwa za „zbiorową karę”. Wiele z chrześcijańskich szkół zostało założonych jeszcze w XIX wieku i stały się one ważnymi centrami współistnienia wyznawców różnych religii, gdyż kształcą one zarówno uczniów chrześcijańskich, jak i muzułmańskich. Najwyższy Prezydencki Komitet ds. Kościołów w Palestynie twierdzi, że wytyczne ministerstwa to pogwałcenie międzynarodowych praw człowieka, w tym Czwartej Konwencji Genewskiej oraz Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych.
„Atakowanie szkół to atakowanie przyszłości” – stwierdził z kolei George Akroush z Łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy. Jego słowa są odzwierciedleniem obaw przedstawicieli Kościoła, że taka polityka Izraela wpłynie na samą obecność chrześcijan w Ziemi Świętej. Władze kościelne dążą obecnie do podważenia tej polityki z pomocą kanałów dyplomatycznych i prawnych, w tym poprzez odwołanie się do Stolicy Apostolskiej i partnerów międzynarodowych.
Decyzja izraelskiego ministerstwa ma swoje źródło jeszcze w ustawie Knesetu z 2025 r., której celem było uniemożliwienie pracy nauczycielom kształconym na Zachodnim Brzegu. Jako podstawę podawano to, że ich kwalifikacje nie spełniają kryteriów akademickich uznawanych przez państwo. Na początku 2026 r. doszło do krótkiego strajku, kiedy 171 nauczycielom odmówiono pozwolenia na pracę. Jednak wówczas problem tymczasowo rozwiązano.
