Ojciec Cyryl. Głuchoniewidomy świadek miłości Chrystusa - zdjęcie
31.03.14, 12:06Ojciec Cyril Axelrod (fot.chuacuuthe.com)

Ojciec Cyryl. Głuchoniewidomy świadek miłości Chrystusa

3

Historia ojca Cyryla jest rzeczywiście niesamowita. Ten katolicki kapłan urodził się w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej w Republice Południowej Afryki. Urodził się jako człowiek głuchy, ale nigdy nie stanowiło to dla niego poważnej bariery. Od dziecka poważnie praktykował z rodziną judaizm, ale jednocześnie chodził do szkoły katolickiej, która była jedyną placówką dla dzieci głuchych w RPA. I właśnie tam poznał chrześcijaństwo, które stało się jego religią.

Służyć Bogu w ludziach

Podczas studiów w Stanach Zjednoczonych często uczestniczył w mszach świętych. A podczas jednej z nich zobaczył, że część z niesłyszących uczestników niczego nie rozumie ze słów księdza. - To wtedy zrozumiałem, że powinienem zostać kapłanem – podkreśla. Natychmiast więc wrócił do Pretorii i tam wstąpił dozgromadzenie ojców redemptorystów i seminarium duchownego im. Jana Marii Vianeya. Po jego ukończeniu w 1970 roku zaangażował się w służbę ludziom głuchym, organizując – co w tamtych czasach było w podzielonym apertheidem RPA niemal niemożliwe – ponadrasową szkołę dla głuchych, a także ośrodek dla bezdomnych niesłyszących. Wszystko to sprawiło, że uznano go nie tyle za dynamicznego duszpasterza, ile za przeciwnika systemu.

Zgromadzenie wysłało go też na misję do Azji, gdzie propagował on szacunek dla osób niepełnosprawnych i ukazywał, że są one darem dla Kościoła i społeczeństwa. I właśnie wtedy po dziewięciu latach służba kapłańskiej dopadła go wiadomość o tym, że cierpi na zespół Ushera, który stopniowo będzie mu odbierał wzrok. Gdy się o tym dowiedział, jego wiara, jak sam wspomina, została wystawiona na potężną próbę. Ale wówczas przypomniał sobie, jak jego ojciec zabierał go jako dziecko do ośrodka dla osób głuchoniewidomych. I właśnie to wspomnienie, świadomość konieczność miłości do osób niepełnosprawnych, jaką zaszczepił mu jego żydowski ojciec, dało młodemu zakonnikowi nowy dynamizm i nowe siły do pracy i przyjmowania z pokorą powolnej utraty wzroku.

- Jak głuchoniewidomy redemptorysta uznają, że moją misją w parafii jest otwarcie przestrzeni nadziei i wiary dla osób głuchoniewidomych, które mogą otrzymać Boży komunikat dzięki życzliwości osób widzących i słyszacych, które uczą się korzystać z daru komunikacji z nimi – podkreśla ojciec Cyryl w rozmowie z „New Statesman”. - Jako, że osoby głuchoniewidome nie mogą widzieć ani słyszeć, to wszystko zależy u nich od wiary, która przemienia to, co niewidziane i niesłyszane we wzrok i słuch poprzez życzliwość osób słyszących i słyszących – dodaje.

Odkrywać Boga w dotyku

Stopniowa utrata wzroku oznaczała jednak dla ojca Cyryla nie tylko zmianę duszpasterskiego zaangażowania (obecnie posługuje głuchoniewidomym w Wielkiej Brytanii), ale też całkowitą przemianę myślenia i doświadczania Boga. On sam wspomina, że gdy jeszcze widział niezwykłym doświadczeniem Bożej Opatrzności było podziwianie przyrody, doświadczanie piękna świata poprzez wzrok. Jednak stopniowo został tego pozbawiony i zaczął doświadczać samotności i pustki. Ale i to nie trwało długo, bowiem zaczął odbierać piękno Bożego stworzenia innymi zmysłami.

- Gdy wchodzę do ogrodu czuję rozmaitość zapachów kwiatów i ziół, a także doświadczam zmysłami słońca czy specyfiki kamienia – opowiada. A gdy pogoda jest nieodpowiednia, albo gdy sam duchowny popada w smutek i zwątpienie, wówczas staje przy ołtarzu, i dotyka podczas sprawowanej mszy świętej Ciała Jezusa Chrystusa. - To jest mój dotyk Boga w całkowitej ciemności – opowiada i dodaje, że w ten sposób Bóg, szczególnie gdy popada w smutek czy depresję, przywraca mu spokój i wiarę.

Służyć głuchym u niewidomym

Spotkanie papieża z niepełnosprawnymi, w którym uczestniczył ojciec Cyryl nie było jego pierwszym spotkaniem z papieżem. Wiele lat wcześmniej, tuż po święceniach, ojciec Cyryl spotkał się z Pawłem VI. - Papież Montini powiedział mi wówczas, że jestem pierwszym niesłyszącym księdzem jakiego kiedykolwiek spotkał i poprosił, bym podziękował swojej matce za dar jaki przekazała Kościołowi. A potem pobłogosławił mi: „idź i głoś miłość Boga głuchym”. Papieskie słowa i gesty doprowadziły mnie do łez i stały się znakiem drogi jaką prowadzi mnie Bóg jako misjonarza – opowiada ojciec Cyryl.

Obecnie jego służba obejmuje osoby niewidzące i niesłyszące na całym świecie, bowiem choć duchowny mieszka i pracuje w Wielkiej Brytanii to wciąż podróżuje po całym świecie, by głosić Ewangelię miłości Boga, i by pokazywać, że Ewangelia jest dla wszystkich. Jego starania doceniła już nawet królowa brytyjska, która odznaczyła go wysokimi odznaczeniami. Dla nas chrześcijan jego postawa jest zaś niezwykle mocnym potwierdzeniem prawdziwości słów Franciszka, który przypomina, że osoby niepełnosprawne są dla nas świadkami kultury spotkania. „Osoba chora czy niepełnosprawna, właśnie wychodząc od swojej słabości, od swoich ograniczeń, może stać się świadkiem spotkania. Chodzi o spotkanie z Jezusem, które otwiera na życie i na wiarę, oraz o spotkanie z innymi, ze wspólnotą. Istotnie bowiem tylko ten, kto uznaje swoją słabość, swoje ograniczenia, może budować braterskie i solidarne relacje w Kościele i w społeczeństwie” - mówił papież. A ojciec Cyryl jest tego najlepszym dowodem.

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze (3):

anonim2014.03.31 16:28
piękny i nadludzko silny człowiek, piękna i przerażająca historia.
anonim2014.04.1 7:59
Naprawde wzruszajace swiadectwo wiary, szkoda mi tego ojca : ( Ciezko nie stracic wiary wobec takich cierpien, ale Bog nikomu nie daje nic ponad nasze sily. Wobec cierpienia mozna sie poddac, mozna byc zlym na Boga, a mozna czynic dobro i byc swiadkiem Jezusa : ) To swiadectwo to dla mnie inspiracja, ze bedac zdrowa powinnam wykorzystywac by czynic dobro, dawac swiadetcwo o Jezusie : ) Warto widziec innych ludzi, nie tylko czubek wlasnego nosa, moze dzis jestemy zdrowi, silni.. ale jutro... nikt nie wie co stanie sie jutro, nieraz cierpienie zmienia caly swiatopoglad czlowieka, sprawia, ze zmienia sie system wartosci. Osoba w jakis sposob dotknieta przez los, zaczyna niesc pomoc innym, szukac ludzi ktorzy tak samo cierpia i starac sie im pomoc. Czesto ludzie zdrowi sa obojetni wobec chorych. Czesto nie doceniamy tego co mamy, ze mozemy widziec slyszec.. ze zamiast podziwiac piekno tego swiata wolimy patrzec na to co zle. I ze mamy dwie rece i dwie nogi, zamiast wykorzystac to do czynienia dobra, wykorzystujemy do czynienia zla : ( Prosze Cie Panie Jezu - miej Milosierdzie dla tego Ksiedza, przyjdz do niego prosze z łaską pokoju, milosci i zdrowia bo dla Cibie Jezu nie ma nic niemozliwego. Amen.
anonim2014.04.4 11:52
W Polsce też są osoby głuchoniewidome, które dokonują rzeczy - wydawałoby się niewiarygodnych. Wystarczy wspomnieć Grzegorza Kozłowskiego, przewodniczącego Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym i założyciela Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, męża i ojca czwórki dzieci... Ważniejsze jest jednak to, że między nami żyje wiele osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, które nie kojarzą tych dwóch faktów - nie mają świadomości, że są głuchoniewidome, że mogą otrzymać specjalistyczne wsparcie. Warto, żeby zastanowili się Państwo, na marginesie tego tekstu, czy nie znają nikogo takiego - a jeśli tak to warto tym osobom powiedzieć o istnieniu TPG: www.tpg.org.pl