„Hobbit: Spustoszenie Tolkiena”  - zdjęcie
27.12.13, 07:16Kadr z filmu "Hobbit: Niezwykła podróż" • Materiały prasowe Forum Film Poland

„Hobbit: Spustoszenie Tolkiena”

33

Portal Fronda.pl jako pierwszy publikuje recenzję filmu "Hobbit: Pustkowie Smauga” piórem Natalii i Mikołaja Dueholm prosto z USA.

Ach, te fantastyczne bitwy i popisy elfów w walce wręcz! A do tego niesamowity smok Smaug, w locie strzepujący płynne złoto ze swoich skrzydeł! I muzyka symfoniczna Howarda Shore! Najnowszy film Petera Jacksona ogląda się świetnie. Jednak ze wszystkich poprzednich części jest on najbardziej oddalony od powieści genialnego J. R. R.Tolkiena.

Czy to bardzo źle, niech każdy sam oceni. Tytuł filmu „The Hobbit: The Desolation of Smaug”, został w polskim przykładzie oddany jako „Hobbit: Pustkowie Smauga”. Jednak chyba lepszym tłumaczeniem byłoby „Spustoszenie Smauga”, bo zarazem można by je odnieść do tego, co reżyser zrobił z wersją Tolkiena. Zmiótł tekst pieczołowicie wypracowany przez brytyjskiego pisarza niczym Smaug swoim długim ogonem. Albo żarłocznie go pożarł. Film zarobił na tym posunięciu ponad 400 mln. dol.

Za mało Tolkiena w „Hobbicie”

W produkcji tej liczba modyfikacji jest naprawdę porażająca. Zaskakująco pojawia się lekko pucołowaty Legolas oraz postać, której u Tolkiena w ogóle nie ma. I nie jest to bynajmniej bohater drugorzędny, ale pierwszoplanowy, a do tego uwikłany w miłosny trójkąt. Rola kolejnej postaci została zminimalizowana i przez to spłycona  (chodzi o Barda, który w książce jest kapitanem łuczników). Zapewne zostanie to nadrobione w kolejnej części filmu. Ale to nie wszystko. Podobnie wymyślone zostały przynajmniej dwie bitwy. Wprowadzono również zbyt nowoczesne dialogi (w zamierzeniu humorystyczne), łącznie z żartem z podtekstem seksualnym.

Jackson nie tylko Tolkiena poprawił, ale aż tyle dodał od siebie, że z wielkiego pisarza niewiele zostało. Perfekcjonista Tolkien, który pieczołowicie swoje dzieła poprawiał, nie byłby z tego zadowolony. On wiedział, że każda postać została dopracowana do końca, a każde słowo miało swoje dokładne znaczenie i miejsce. Jako filolog i poliglota, opracował wszystko- nawet jak wymawiać poszczególne słowa.

Słowo stało się obrazem

Potrafił pracować słowem, ale głównie pisanym. I w słowach potrafił zamknąć ohydę ciemniej strony, tak, aby zawsze pozostała odrażająca aż do odczuwanego i paraliżującego fizycznego bólu. Zło miało być przerażające aż do skurczów w żołądku i odrzucające aż do bólu w uszach. A w filmie bywa czasem niebezpiecznie pociągające. To chyba najbardziej poważny zarzut dla ekranizacji tych książek. I w ogóle do ukazywania tego typu zła na ekranie. Bo Tolkien jako przykładny katolik wiedział, że się nim nie bawi. Z nim nie ma żartów. Najlepiej zamknąć je w słowie pisanym i w ten sposób trzymać pod pewną kontrolą.

 

W oryginale ujmuje to na przykład w opisie oblężenia Minas Tirith, podczas którego nawet najbardziej odważnym żołnierzom Gondoru miecze wypadały z rąk, bo nie byli w stanie myśleć o walce. Gondorczycy musieli przykrywać uszy upadając na ziemię, chcąc chronić się przed zabójczym wrzaskiem, gdy nad miastem przelatywały Nazgûle. Zło było wszechogarniające, a w umysłach żołnierzy panowała ciemność:

“Out of sight and shot they flew, and yet were ever present, and their deadly voices rent the airMore unbearable they became, not less, at each new cry.  At length even the stout hearted would fling themselves to the ground as the hidden menace passed over them, or they would stand, letting their weapons fall from nerveless hands while into their minds a blackness came, and they thought no more of war; but only of hiding, and of crawling, and of death.”  (“Return of the King”)

Zło, o którym lepiej tylko czytać

Gdy czyta się takie opisy w książkach Tolkiena nieprzypadkowo na myśl przychodzą skojarzenia z atakiem diabolicznym za pomocą dźwięku, opisywanym w publikacjach na temat egzorcyzmów. Taki obraz może przywołać również scena z „Pustkowia Smauga”, której zresztą w powieści nie ma, kiedy to Gandalf samotnie walczy z Sauronem. Kto jednak chciałby naprawdę dogłębnie doświadczyć takich scen, jakie opisuje Tolkien w „Powrocie króla”? Kto chciałby myśleć o śmierci i o tym, żeby się gdzieś ukryć ze strachu i doznawać wrażeń wszechogarniającego zła siedząc w sali kinowej jedząc popcorn?

Elf, czyli superman

Film trwający ponad 2 godziny i 40 minut ani przez chwilę się nie dłuży. Akcja goni akcję. Przygoda przegania przygodę. Efekty specjalne są naprawdę niesamowite, elfy zostały przedstawione jako prawdziwi supermani, choć krasnoludy wcale nie zostają w tyle. Sceneria jest naprawdę często po prostu przecudna, a Beorn- człowiek przybierający postać niedźwiedzia- naprawdę robi wrażenie. Wszystko to warto zobaczyć na dużym ekranie. Ale to również zdecydowanie film nowoczesny i przeznaczony dla masowego widza. Pewnie takiego, który jeszcze bardziej od filmów woli gry video oparte na powieściach Tolkiena. I dlatego jest chyba całkiem możliwe, że mistrz słowa na filmy Jacksona mógłby w ogóle nie pójść. A gdyby to zrobił, mógłby być na reżysera wściekły. Tylko czy to przeszkadza fanom „Hobbita” i „Władcy pierścieni”?

Tolkien wiecznie żywy

Na szczęście z adaptacjami twórczości Tolkiena nie jest wcale źle. Praktycznie wszystko, co się z nimi wiąże, ciągle wzbudza zainteresowanie. U nas w domu jest one nawet powyżej przeciętnej. Wszystkie dotychczasowe ekranizacje Jacksona są wielokrotnie oglądane (zwłaszcza „Powrót króla”). Muzyka Shore’a grana jest na pianinie i słuchana w filharmonii. Uwielbiane są powieści w wersji audio, zwłaszcza te czytane z podziałem na rolę. Oglądana jest nawet animowana wersja „Hobbita” z 1977 r., przeznaczona raczej dla małych dzieci. Na adaptacje teatralne w lokalnych teatrach (w tym w teatrze katolickim), nawet te grane przez dzieci, zawsze kupujemy bilety. Bo Tolkien jest tak dobry, że można go wciąż przeżywać na nowo i trudno go naprawdę zepsuć do końca.

Tolkien nieidealny

A jednak nawet sam Tolkien raz siebie trochę sknocił, nagrywając w 1952 r. wraz ze swoim synem, Christopherem, fragmenty swoich dzieł. Głos mistrza jest w nich monotonny, słowa zdławione, a tekst czytany zbyt szybko. Podobnie było z dykcją i niedbałym sposobem mówienia Tolkiena za czasów jego pracy na Oksfordzie. Na fatalny przekaz słowny narzekali wtedy jego studenci. Wygląda na to, że sławnemu autorowi nie zależało, aby jego dzieła doczekały się dobrej oprawy audio czy video. Sam do tego ręki przyłożyć nie umiał.

Nie można być więc aż tak surowym w stosunku do roboty Jacksona. W jego filmach chętnie się słucha postaci posługujących się językiem elfów, choć w „Pustkowiu Smauga” mogłoby go być jeszcze więcej. I powinna ona przysłonić w filmie Czarną Mowę Saurona i orków.

„A Elbereth Gilthoniel
o menel palan-díriel,
le nallon sí di'-nguruthos!
A tíro nin, Fanuilos!” 

(hymn elfów z „Dwie wieże:  księga czwarta, rozdział 10. „Wybór Sama”)

Filmem warto się delektować i oglądać go czujnie, poszukując w nim „ukrytego” reżysera. A potem pozostanie czekać. Choć ostatnia część trylogii Jacksona „Hobbit: Tam i z powrotem” miała pojawić się już w marcu 2014, wygląda na to, że nie obejrzymy jej jeszcze przez 12 miesięcy. Dość czasu, aby przeczytać te fantastyczne powieści, oczywiście najlepiej w oryginale.

Natalia Dueholm

Mikołaj Dueholm

Zdjęcia: Kadr z filmu "Hobbit: Niezwykła podróż" • Materiały prasowe Forum Film Poland

Komentarze (33):

anonim2013.12.27 8:35
@Zanarkand: eee, nie przesadzaj. Nagłówek na głównej faktycznie straszy, ale recenzja całkiem rzeczowa.
anonim2013.12.27 9:07
Słaba ta recenzja. Za mało konkretów na temat filmu, za dużo rozważań natury ogólnej, czy to na temat popularności spuścizny Tolkiena, sposobów pracy autora czy "sknocenia" przez niego nagrania. BTW REDAKCJO! Może już ktoś o tym pisał, nie wiem, ale okno do wpisywania komentarzy jest stanowczo za małe. Bardzo to niewygodne.
anonim2013.12.27 9:09
Harry Potter to dla mnie sieczka posklejana z różnych bajek.
anonim2013.12.27 9:15
O, przepraszam. Właśnie odkryłam, że okno da się powiększać :)
anonim2013.12.27 10:52
@arbiter - nie wypowiadaj się na tym, na czym się nie znasz. A może się mylę? Może przeczytałeś i Harrego Pottera i Tolkiena? Ale nawet jak, to i tak nie potrafisz na to spojrzeć z katolickiego punktu widzenia. Dla nas jest różnica. A dla mnie, oprócz różnicy doktrynalnej, jest inna, jeszcze istotniejsza - estetyczna. Potrafisz ją dostrzec, o arbiter elegantiorum?
anonim2013.12.27 11:44
nie oglądałem jeszcze Hobbita, i chyba poczekam do przyszłego roku jak wyjdą 3 części wtedy obejrzę.
anonim2013.12.27 12:09
Chyba jestem zbyt mało uduchowiony, bo nigdy nie skojarzyłem krzyku Nazguli we Władcy Pierścieni z atakiem diabolicznym. Generalnie to mierzi mnie to całe interpretowanie książek przez pryzmat światopoglądów. Książa to książka, nie mniej nie więcej. Tolkien, którego całą twórczość przeczytałem w orginale napisał wielkie dzieło fantastyki. Zachwycanie się nim tylko dlatego, że jest odbiciem wierzeń autora a nie dlatego, że jest to dzieło kunsztowne, solidne i przemyślane jest spłycaniem całej pracy Tolkiena.
anonim2013.12.27 13:24
Tandetna produkcja jak i cała seria kretyńskich opowiastek tolkiena nasycona okultystycznymi praktykami i nędznymi przewidywalnymi zdarzeniami z cała pewnością czas poświęcony na film lub czytanie grafomanii tolkiena jest bezpowrotnie stracony.
anonim2013.12.27 14:39
"Gdy czyta się takie opisy w książkach Tolkiena nieprzypadkowo na myśl przychodzą skojarzenia z atakiem diabolicznym za pomocą dźwięku, opisywanym w publikacjach na temat egzorcyzmów." Ahahahaha, ahahahahah serio? ahahaha... ahaha.. no dobra ahahaha starczy już tych żartów ^^ Równie dobrze walkę z dementorami w HP można uznać za przykład walki ze złem wcielonym ;) Taka interpretacja pasuje do wszystkich książek fantasy, w których podział pomiędzy dobrem, a złem jest wyraźnie zarysowany ;) I magia we władcy naprawdę niczym nie różni się od magii w HP, dorabianie jakiejkolwiek ideologii do książek fantasy jest zwyczajnie śmieszne i obraźliwe w stosunku do autorów. Świat Tolkiena przepełniony jest zwyczajną magią, nie jest ona biała, ani czarna, posiada pełne spektrum "barw", z moralnego punktu widzenia jest tak samo zła (dla katolików oczywiście) jak magia opisana w HP czy jakiejkolwiek innej książce fantasy.
anonim2013.12.27 14:46
@Majestic - możesz nie lubić twórczości Tolkiena lub nawet jego osobiście :-). Ale nie nazywaj go grafomanem, bo się ośmieszasz. To tylko wybrane fragmenty jego biografii, poniżej link: "W październiku 1911 roku Tolkien podjął studia na Exeter College w Oksfordzie, początkowo w zakresie języków klasycznych – łaciny i greki – oraz ich literatury, ale wkrótce się tym znudził[25]. Jego zainteresowanie budziło jedynie językoznawstwo porównawcze. Pod okiem profesora tego przedmiotu, Josepa Wrighta, Tolkien zyskał możliwość zajmowania się językiem walijskim, czemu z zachwytem się poświęcił[26]." "Za namową swojego kolegium, gdzie zauważono jego zainteresowanie językami germańskimi, zmienił dotychczasowy fakultet na studia w Instytucie Języka i Literatury Angielskiej. W ramach wymagającego staroangielskiego kanonu literackiego przeczytał tam zbiór literatury religijnej pt. Crist anglosaskiego pisarza Cynewulfa (wczesny wiek VIII)" "W tekstach tych Tolkien po raz pierwszy użył stworzonych przez siebie języków, szczególnie quenya, bazującego na języku fińskim, oraz sindarinu, opartego na języku walijskim. Oba języki osadzone zostały w Śródziemiu jako mowa Elfów." http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Ronald_Reuel_Tolkien Grafoman?
anonim2013.12.27 15:14
Solidarny2010 - Majestic swoje wie, nie masz co mu tłumaczyć.
anonim2013.12.27 16:38
@Fascination, agarwaen22, Majestic: Postaram się wyjaśnić, czym różni się magia w przypadku Twórczości Tolkiena (na podstawie Władcy) i HP. i dlaczego jest to twórczość bliższa Chrześcijanom Po pierwsze, w HP magią posługują się ludzie. We Władcy magia jest domeną istot ponad ludzkich. Jak pewnie zauważyłeś/aś Gandalf był Majarem (po szerszą wiedzę o majarach warto sięgnąć do Silmarillionu). Podobnie, jeśli chodzi o Galadrielę i inne elfy. Magia nie jest domeną ludzi. Pierścień magiczny stanowi dla nich źródło mocy, ale pochodzi od Czarnego Pana- Saurona, a zżycie się z tą mocą kończy się potępieniem i służbą, jako upiór. Dostrzegasz chrześcijańską analogię? Po drugie, magia Gandalfa jest bardziej podobna do aktu łaski, niż "czary-mary i naczynia pozmywane". Służy zawsze jakiemuś ważnemu celowi, przybiera zazwyczaj obraz światła. Używana jest rzadko, a sam Gandalf jest dalece bardziej mędrcem, niż magikiem. Częściej, niż o magii, mówi się o woli (np. Gandalfa, Elronda, Saurona (pierścienia) lub Czarodzieja z Angmaru), podobnie jak w chrześcijaństwie złe duchy/szatan wpływa swoją wolą na człowieka i łamie jego wolę (wzbudzanie chciwości, strachu, przerażenia, terroru). Tymczasem w HP magia jest wszechobecna i użytkowa, służy dobrym lub złym celom. Jest narzędziem, a nie wydarzeniem. Występują we Władcy, jak i w HP, przedmioty magiczne. Z tym, że w większości przypadków w HP, kto je zdobędzie, ten ich używa (z wyjątkiem tiary i miecza). We Władcy artefakty są przypisane do strony dobrej lub złej- żądełka nie weźmie Ork, lina elfów pali Golluma przesiąkniętego wolą pierścienia, Blask Eärendil miał nadawać nadzieję. I w drugą stronę, pierścienie niszczyły swych posiadaczy. Saruman także utracił swą moc i swe przedmioty, gdy zaprzedał się całkowicie siłom ciemności. Istnieje więc tu podział na "relikwie" i "przedmioty przeklęte". Po czwarte, wraz z pokonaniem zła, magia znika ze Śródziemia, bo opuszczają je istoty zdolne do magii. Świat ludzi (a także Hobbitów, ale o tym za chwilę) znów jest osobny ze światem istot nieśmiertelnych i nadprzyrodzonych. To także pasuje do chrześcijańskiej wizji. Natomiast wraz z Harrym, czy Voldemortem magia nie znika i dalej jest dziedziną ludzi. Po piąte, w Tolkienowskiej twórczości bezpośrednio związanej z Władcą Pierścieni istnieje ogólny porządek świata, istnieje stwórca, istnieje dość wyraźne odniesienie do Aniołów i Szatana, nawet podobieństwa do pierwszych ludzi w raju. Jest to w dużej mierze wizja stworzona na wzór biblijny. Czy w HP (którego nie znam tak dobrze, jak dzieł Tolkiena) jest taka wizja? Czy światem rządzi po prostu magia? Mam nadzieję, że przybliżyłem troszkę, dlaczego dzieło Tolkiena jest znacznie bliższe chrześcijanom, niż cykl Pani Rowling. Należy brać tą poprawkę, że cały czas mówimy tu o CHRZEŚCIJAŃSKIM punkcie widzenia. Nie bez znaczenia jest także postawa samych autorów, Tolkien był katolikiem w protestanckiej Anglii. Z tego co wiem (nie z biografii, z wywiadu), to Pani Rowling jest osobą, która wierzy w coś wyższego, ale posiada swoją własną prywatną wizję sacrum. Tak więc, nie twierdzę, że saga o Harrym Potterze jest czymś z gruntu złym. Te książki także niosą w sobie pewne wartości, ale obok tych wartości stoją pewne zagrożenia, szczególnie dla umysłów młodych i chłonących wszystko. Także chrześcijanin nie jest zobowiązany palić te książki, ale musi być świadomy, w jaki świat jest wprowadzany i ma prawo mówić ze swojego chrześcijańskiego punktu widzenia, że ten świat wciąga i próba jego realizacji lub wiara w niego może być niebezpieczna. Dlatego że chrześcijanin wierzy w Boga, nie jako w ideologię bezobjawową, ale w realną interwencję Siły Bożej jak i w oddziaływanie Szatana.
anonim2013.12.27 17:35
@Witt Swoją przygodę z książkami rozpocząłem od Władcy Pierścieni i wracałem do Śródziemia dziesiątki razy. Zapominasz o kilku rzeczach, czarnoksiężnika z Angmaru posługiwał się magią zanim został upiorem, był magiem, zwykłym królem ;) Stąd teza, że magia jest tylko domeną istot nieludzkim może pójść do kosza ;) Jest jeszcze fakt istnienia magicznej armii ludzkich duchów, mało chrześcijańska wizja jak na mój gust. I dzielenie magii na tej pochodzenia ludzkiego i nieludzkiego w zastosowaniu do Władcy Pierścieni mija się z celem, można ją podzielić tylko na magię dobra i zła, ponieważ wszelkie rasy są tylko symbolem dobra i zła w ludziach ;) Pamiętaj, że pierścienie mimo, że same w sobie nie były złe mogły wypaczyć nawet dobre istoty odkrywając zło w nich drzemiące, same w sobie złe nie były. U krasnoludów wzmagały jedynie ich naturalne cechy, pożądanie złota i skarbów oraz chciwość. I tego typu analogię można dopasować do prawie każdej książki, ba nawet do HP dałoby radę ;) I to w jaki sposób Gandalf posługuje się magią wynika tylko i wyłącznie z jego natury, chociaż puszczanie magicznego dymu w kształcie statku nie nazwałbym ważnym celem, tylko właśnie czymś ala hokus pokus, podobnie jak czarodziejskie fajerwerki ;) HP zwyczajnie umiejscowiony jest w świecie współczesnym, czemu towarzyszył również rozwój magii, stąd również różnica w posługiwaniu się nią. I mój drogi zapominasz o palantirach? Przedmioty magiczne, których mógł używać każdy ;) I znowu Twoja teza o przedmiotach przeklętych i relikwiach jest obalona. Jeżeli istnieje odstępstwo od reguły może istnieć ich więcej. I żądełko zostało zrabowane przez złe istoty, nie używane raczej ze względu na styl walki jaki prezentują ogry niż cokolwiek innego. HP jest naszym światem współczesnym, jakoś nie zauważyłem aby autorka negowała w swojej książce istnienie jakiejkolwiek siły sprawczej jaką może być bóg, zwyczajnie o tym nie mówi ;) I równie dobrze Świat Dysku na podstawie tych analogii można porównać do wiary chrześcijańskiej ;p jest Kreator, który stworzył świat ;) Dopisywanie na siłę ideologii do książki fantasy jest smutne.
anonim2013.12.27 18:37
"Zapominasz o kilku rzeczach, czarnoksiężnika z Angmaru posługiwał się magią zanim został upiorem, był magiem, zwykłym królem ;) Stąd teza, że magia jest tylko domeną istot nieludzkim może pójść do kosza ;) " Nie uważam, żeby była do kosza. Jest to przykład jednej postaci, wywodzącej się jeszcze z drugiej ery, którą ta magia, a następnie pierścień doprowadziły do stania się upiorem. To pokazuje, że magia jednak nie była domeną ludzi. "I mój drogi zapominasz o palantirach? Przedmioty magiczne, których mógł używać każdy ;) I znowu Twoja teza o przedmiotach przeklętych i relikwiach jest obalona." Masz rację, za duży skrót zrobiłem w tej sprawie, palantirami mógł posłużyć się każdy, a każdy kto posługiwał się tą magią, źle kończył, jak Denethor, czy Saruman. Może nie przez sam fakt ich jestestwa, ale przez to, że taka magia użyta była przez czarnego władcę. Świetny przykład nawiązujący do wróżbiarstwa lub jasnowidztwa ;). Co do pierścieni, wykutych przez Saurona, to tak, były one złe. Bo nawet zakładając, że uwypuklały jedynie pewne cechy, to były to wady. A prawda jest taka, że każdy pierścień władzy zbliżał do woli Saurona. Dla samej Galadrieli stanowił silne źródło pokusy. Przeszła ona próbę, bo oparła się ona złej woli pierścieni. Tylko jak wspomniałem, była istotą wyższą, czymś innym, niż człowiek. " I żądełko zostało zrabowane przez złe istoty, nie używane raczej ze względu na styl walki jaki prezentują ogry niż cokolwiek innego." Bzdura, orkowie i gobliny bały się wytworów stworzonych przez elfy, jako piękne i dobre, w przeciwieństwie do ich świata i wyrobów. Co do Gandalfa, oprócz tego, że był istotą nadludzką, to został do Śródziemia posłany z misją sprzeciwienia się Sauronowi. Cała więc jego działalność jest, jakby to powiedzieć, misyjna. Faktycznie, puszczanie statków z dymu, nie było sprawą wielkiej wagi, ale zajrzyj do tych fragmentów, to może brzmi głupio, ale tego typu pokaz budował jego autorytet, a nie był próżniaczym żartem, jak dorobienie komuś świńskich uszu, co w HP jest chlebem powszednim. "HP jest naszym światem współczesnym, jakoś nie zauważyłem aby autorka negowała w swojej książce istnienie jakiejkolwiek siły sprawczej jaką może być bóg, zwyczajnie o tym nie mówi ;)" A może po prostu ta sfera w tym świecie nie istnieje? Nie jestem wielkim znawcą HP, ale jeśli przez x tomów opisujących praktycznie każdy aspekt życia bohatera nie ma mowy o Bogu lub innej sile sprawczej, to pytanie, czy ona tam w ogóle jest? Czy wszystko jest magią? Temat duchów we Władcy Pierścieni to też ciekawa kwestia. Otóż byli to potępieńcy, którzy nie mogli zaznać spokoju, bo nie dotrzymali przyrzeczenia. Odeszli w pokoju, gdy dokonali ekspiacji. Czy to nie takie czyśćcowe? Pozdrawiam
anonim2013.12.27 19:17
Witt słusznie prawi, mam te same odczucia kiedy czytam Tolkiena. Niestety takie szczegóły mogą umknąć w przypadku ekranizacji, albo są całkiem wypaczane w grach takich jak LOTR Online, gdzie każdy człowiek może zostać magiem (ok, nazywają to Lore Masterem, ale co za różnica). Jackson też coś tam miesza, dodaje (np. nowe postacie, żarty z podtekstem, pełno obciętych głów), które trochę zmieniają klimat, ale póki co moim zdaniem Hobbit wciąż jest Hobbitem, a sam film bardzo przyjemnie się ogląda. Trochę bardziej podobała mi się pierwsza część, ale może dlatego że drugą oglądałem w 3D 48fps i przez co obraz wydawał się nieco chaotyczny ;)
anonim2013.12.27 19:42
Witt - posługujący się Palantirami kończyli źle, ponieważ jeden z Palantirów znajdował się w posiadaniu Saurona. Jeśli Sauron nie posiadałby żadnego z Palantirów to korzystanie z Palantirów byłoby bezpieczne dla wszystkich korzystających. Więc jeśli rozpatrujemy Palantiry jako narzędzie magiczne to jest ono całkowicie neutralne, a dobre lub złe jest to jak tego narzędzia się używa.
anonim2013.12.27 22:46
Nie przepadam za takimi filmami
anonim2013.12.28 0:22
Witt - w HP jest Bóg, Potter jest nawet ochrzczony.
anonim2013.12.28 0:36
@AirWolf, Odsyłam Cię do Silmarilliou. @Krzysiekj, Jak pisałem, nie jestem specjalistą, od Harreego, bo przeczytałem tylko 4 tomy, reszta pobieżnie. A jaki jest stosunek Harrego do tego Boga?
anonim2013.12.28 1:18
Taki jak Frodo:P HP jest książką która nawiązuje do dzieł Lewisa czy Tolkiena. http://domnaskrajulata.blogspot.com/2007/01/dziedzic-gryffindora.html Przeczytaj powyższy link, wyrób sobie zdanie. Ja uważam, że HP jest dobrą opowieścią przesyconą wątkami chrześcijańskimi, niestety osoby pokroju Kuby zgromiły książkę jeszcze przed jej ukończeniem i teraz wielu księży powiela jej błąd.
anonim2013.12.28 15:46
@Szarlej – dokładnie, Palantirami, „kamieniami widzenia” stworzonymi przez Feanora, posługiwano się w drugiej erze w królestwie Numenoru jako swego rodzaju „środkiem komunikacji – a wszakże numenorejczycy byli ludźmi (co prawda długowiecznymi). „Złe” stały się dopiero po tym, gdy wpadły w ręce Saurona. Na początek jednak kłaniam się, bowiem to mój pierwszy post tutaj. Frondę niemniej śledzę od dłuższego już czasu i muszę przyznać, że nieco irytuje mnie owe zawłaszczanie Tolkiena i jego twórczości. W sensie, eksponuje się na tymże portalu zawarte w jego dziełach wątki chrześcijańskie, zupełnie jakby ignorując nawiązania do pogaństwa, które wszakże jest „zagrożeniem duchowym”, a których moim zdaniem na kartach książek Tolkiena jest znacznie więcej. Owszem sama kreacja świata i jego stworzenie (słowa „Na początku był Eru, na obszarze Ardy zwany Iluvatarem…”; zresztą sam Silmarilion nazywany jest „Biblią Śródziemia”), walka Eru – Iluvatara ze zbuntowanym Valarem Morgothem – Melkorem (nawiązanie do upadłego anioła) czy nawiązania do wywodzącego się z chrześcijańskiego kręgu kulturowego etosu średniowiecznego rycerza (śmierć Boromira z rogiem w ręku jak żywo przypominająca śmierć Rolanda z rąk Saracenów) czy króla (postać Aragorna z jego prawem krwi do tronu Gondoru) jasno pokazują skąd Tolkien częściowo czerpał swoje inspiracje. Lecz to tylko część przebogatego świata który stworzył. Nawiązania do kultur i mitologii pogańskich bowiem aż nadto przebija się z jego dzieł. O ile na początku Valarów można rzeczywiście porównać do aniołów, o tyle z czasem zaczynają oni bardziej przypominać panteon olimpijski (Manwe, jako najważniejszy z Valarów przypomina Zeusa, Ulmo, król morza – Neptuna, Melkor, który swoją siedzibę miał pod ziemią to nawiązanie do Hadesa, czy Aule który nawiązuje do boga – kowala Hefajstosa). Do mitologii greckiej odnosi się też jedna z najważniejszych i najpiękniejszych historii zawartych w Silmarilionie – mowa o Berenie i Luthien, która jest wyraźnym odniesieniem do mitu o Orfeuszu i Eurydyce (zejście w czeluście Angbandu niczym zejście do podziemi Hadesu). Elfowie zaś, które wszakże są istotami dobrymi, wywodzą się bezpośrednio z mitologii celtyckiej i germańskiej, która to zdaje się wieść prym w dziełach mistrza. Sam Tolkien zresztą niezwykle zafascynowany był kulturą germańską. Z niej to bowiem wywodzą się m. in. krasnoludowie wraz ze swoim zamiłowaniem do klejnotów, złota i innych błyskotek czy też trolle. W Smaugu natomiast można dostrzec odpowiednik Fafnira pokonanego przez Sigurda w Pieśni o Nibelungach. Wreszcie Gandalfa, którego zwano „Szarym Pielgrzymem” można porównać w duże mierze do najważniejszego boga nordyckiego pateonu – Odyna, który w jednej z sag chodził przyodziany w długą niebieską opończę, w innej zwany jest „Harbardem” – szarobrodym, w kolejnej zaś nazwany został „Gondlir” t.j. „ten z magiczną laską”. Tego typu nawiązań można wymieniać naprawdę wiele, niemniej nie miejsce na to tutaj. Zresztą odsyłam wszystkich zainteresowanych do książki Davida Day’a Pierścień Tolkiena. Autor ów, któren rozkłada tamże na czynniki pierwsze dzieła Tolkiena szukając jego fascynacji i potencjalnych inspiracji przy pisaniu książek, chrześcijaństwu poświęca jeno jeden rozdział. Tolkien był bowiem erudytą, jakiego w dzisiejszych czasach szukać ze świecą, i w swoich dziełach nie zamykał się li tylko w chrześcijaństwie, lecz sięgał dużo dalej i głębiej. Tyle ode mnie.
anonim2013.12.29 19:45
Drogi Vhaeraunie, Tylko że tu wcale nie chodzi o zawłaszczenie, ale o interpretację. Nikt rozsądny nie twierdzi, że Tolkien swe inspiracje czerpał jedynie z Biblii i chrześcijaństwa. Natomiast jego związek z nim i konstrukcja świata są jasno dostrzegalne, dlatego też stawia się tezę, że literatura ta niesie dobre wartości, bo w większości aspektów spólne naszej chrześcijańskiej kulturze. Valarowie faktycznie przypominają trochę Greckich Bogów, z wyjęciem tego aspektu Mody na Sukces z greckiej mitologii. Słowem są o wiele bardziej piastunami z woli Eru, niż egocentrycznymi bytami. Wszystkie postaci pozytywne trudno jest porównywać do Bogów, ponieważ każde z nich uznaje porządek świata, jakim go stworzył Ilúvatar, czyli przyjmuje, że jest jego częścią, w przeciwieństwie do Melkora, a później Saurona (choć nie wiem, czy on do końca służy Morgothowi, czy raczej pozostałości jego woli). Agarwaen22 pisała wcześniej, że smutne jest dorabianie ideologii do książek. Ja tu jedynie widzę spór o interpretację, co uważam że jest bardzo ciekawe i ja nie po to czytam książki, żeby zamknąć się z nimi w sobie, ale także by móc o nich porozmawiać.
anonim2013.12.29 20:40
Dwa dodatki do Tolkiena są nieudane. Dodatkowa elfica i problemy miłosne z tym związane to wtręt z drugorzędnego Hollywood. Bijatyki krasnali ze Smaugiem pod górą to jakby Indiana Jones. Przekształcenie postaci Barda niczemu nie służy. Natomiast rozwinięcie wątku przygód Gandalfa się udało. A na temat inspiracji chrześcijańskich: taki był zamysł Tolkiena, ale wyszedł mu raczej dualizm dobra i zła. Symbolika Lewisa jest bardziej chrześcijańska.
anonim2013.12.29 21:44
Opuściłem kino zniesmaczony. Rozumiem, że film nie może być dokładna kopią książki, ale tutaj zdecydowanie przegięli. A dyskusje krasnoluda ze smokiem były wręcz nudne.
anonim2013.12.30 16:30
Słaby - byłem przed chwilą
anonim2013.12.31 19:38
Podobno w trzeciej części Hobbita ma się pojawić Gandalf Tęczowy...
anonim2014.01.3 8:22
Tęczowy to był Saruman.
anonim2014.01.6 22:55
Jeśli ktoś ma wątpliwości co do chrześcijańskiego charakteru dzieł i twórczości J.R.R. Tolkiena, to zapraszam do mnie. Choć wydaje mi się, że na Frondzie nie trzeba już nikomu tego powtarzać i powtarzać ;)
anonim2014.01.10 19:56
Książka jest bardzo ciekawa i dobrze się ją czyta. Zdziwiło mnie natomiast podzielenie "Hobbita" na 3 części. Książka wydawała mi się materiałem na jeden długi dobrze zrobiony film. Takie porcjowanie przyczynia się do dodawania wielu zmyślonych kwestii do treści, by film był odpowiednio długi i ciekawił. Wiadomo, że chodzi tutaj wyłącznie o jedno - pieniądze, wiąże się to z ogromnymi zyskami i dlatego tak jest. Jako bardziej uzasadnione widziałbym rozszerzenie poszczególnych części Władcy Pierścieni, tak by każda część miała przynajmniej 2 odcinki (jest tam wystarczająco dużo treści) już bez uproszczeń i zmian, takich jak np. śmierć Sarumana w Isengardzie, a nie tak jak w książce w Shire pod koniec powieści.
anonim2014.01.17 12:16
Pomijając ów nieszczęsny miłosny trójkąt to obecność Legolasa jest jak najbardziej logiczna. Legolas to syn Thranduila, króla elfów Mirkwoodu, którego poznajemy w Hobbicie. Logiczne, że Legolas jako dziedzic tronu przebywa na dworze ojca i pełni tam znaczącą rolę. Fakt, że Hobbit napisany mocno skrótowo o elfach się w ogóle specjalnie nie rozpisuje nie zmienia faktu, że jednakowoż Thranduila i jego dwór należało przedstawić. A w filmie bywa czasem niebezpiecznie pociągające. To chyba najbardziej poważny zarzut dla ekranizacji tych książek. I w ogóle do ukazywania tego typu zła na ekranie. Bo Tolkien jako przykładny katolik wiedział, że się nim nie bawi. Z nim nie ma żartów. Najlepiej zamknąć je w słowie pisanym i w ten sposób trzymać pod pewną kontrolą. --------------------------------- Tzn. które? Chyba nie obrzydliwi orkowie. Smaug owszem, ale Smaug był jak na standardy hobbita całkiem interesującą postacią. Trudno było go uczynić jakimś odrażającym robaczkiem
anonim2014.01.17 12:25
Z tego co wiem (nie z biografii, z wywiadu), to Pani Rowling jest osobą, która wierzy w coś wyższego, ale posiada swoją własną prywatną wizję sacrum. --------------------------------- Pani Rowling jest prezbiterianką.
anonim2014.01.18 10:13
Moja recenzja o dziesięć dni starsza od recenzji Dueholmów: http://www.fronda.pl/blogi/mis-korbiniana/hobbit-smocze-pogorzelisko,36777.html
anonim2014.01.18 10:22
Dajcie spokój - wątki dodatkowe w "Hobbicie" są zaczerpnięte z aneksów do "Władcy Pierścieni" i "Silmarillionu" więc z wyjątkiem Tauriel Jackson nie dołożył nic od siebie. Jakież to nowoczesne dialogi się tam pojawiają? Pytanie Krasnoluda o frytki? Każda z krain żyje własnym tempem - scenerie Shire to koniec XVIII w., Gondor to XIV w., Rohan XI w., Esgaroth jest we wczesnym wieku XVII. Dlaczego Krasnolud ma nie znać frytek? :-) Jeśli się Państwu nie podoba film to zawsze można obejrzeć "Hobbita" sowieckiego: http://www.youtube.com/watch?v=6m0l3Yr1B50