Grzegorz Górski dla Frondy: Niemcy wkraczają wielkimi krokami w fazę chaosu - zdjęcie
16.10.18, 12:45

Grzegorz Górski dla Frondy: Niemcy wkraczają wielkimi krokami w fazę chaosu

- Europejczycy na razie intuicyjnie zaczęli wyczuwać tę w istocie ordynarną grę i powoli powstają z kolan. To trochę potrwa, ale los trockistowskiej bolszewii jest już przesądzony - mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl prof. Grzegorz Górski

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Czy 14 października doszło do politycznego trzęsienia ziemi w Europie? Chodzi tu oczywiście o wynik wyborów w Bawarii. Czy można powiedzieć, że rozpoczął się nie tylko proces demontażu władzy Angeli Merkel, ale szerzej - demontażu dotychczasowego porządku europejskiego?

Prof. Grzegorz Górski, historyk, prawnik, wykładowca akademicki, b. sędzia Trybunału Stanu: Wybory w Bawarii są rzeczywiście wielkim trzęsieniem ziemi. Utrata samodzielnej zdolności do stworzenia rządu regionalnego przez bawarską część jej obozu oznacza klęskę Angeli Merkel w tym bastionie chadeków. Nie wiadomo z kim będą oni chcieli formować koalicję, ale jedno nie ulega wątpliwości. Jeżeli CSU zdecyduje się na izolację AFD, podobnie jak to usiłuje robić Merkel do spółki z całym lewackim mainstreamem na szczeblu federalnym, jedyną tego konsekwencją będzie coraz bardziej dynamiczny wzrost notowań tej formacji. Z drugiej zaś strony spróchniała i trzeszcząca w szwach, ale też doszczętnie skompromitowana „wielka koalicja”, doprowadzi do radykalnego wzrostu ugrupowań skrajnych. Na prawicy jest to AFD, na lewicy rosnący w siłę postkomuniści z Linke oraz trockiści z Zielonych. W mojej ocenie Niemcy wkraczają już teraz wielkimi krokami w fazę chaosu. Ale to nie tylko zjawisko niemieckie.

To nie jest wyjątkowa sytuacja w krajach Unii Europejskiej…

Oczywiście, chociaż wiadomo że sytuacja w Niemczech będzie miała olbrzymie znaczenie dla rozwoju wydarzeń w ramach Unii Europejskiej. Ale w Europie mamy naprawdę ciekawą sytuację. Niemcy są bliskie chaosu.

We Francji narcystyczny prezydent traci poparcie z prędkością nieznaną w historii V Republiki. Scena polityczna jest tam skrajnie podzielona, a najsilniejsze ugrupowania nie docierają do 20 proc. poparcia sondażowego.

W Hiszpanii trzy lewackie formacje połączyły siły, by odsunąć od władzy pseudo chadeków, ale teraz rzucili się sobie wzajemnie do gardeł. Żadne wybory w tym kraju w najbliższych latach nie są w stanie wyłonić stabilnej władzy.

W Belgii, kiedy dojdzie do wyborów, to negocjacje w celu wyłonienia rządu będą znowu trwały ze dwa lata.

W Holandii w skrajnie podzielonym parlamencie kleci się z coraz większym trudem większościowy gabinet.

W Szwecji trwa powyborczy paraliż, bowiem dwie koalicje uzyskały podobne wyniki, a języczkiem u wagi są koalicjanci PiS, z którego mainstream robi czarnego luda i z którym „nie wolno” nikomu formować rządu.

Z drugiej strony atakowane są Węgry - gdzie władzę sprawuje koalicja, która spektakularnie wygrała trzecie z rzędu wybory i to większością absolutną, Polska - mająca stabilny rząd większościowy, Wielka Brytania, której rząd - wbrew oczekiwaniom i spiskom brukselskiej elity - konsekwentnie realizuje wolę narodu wyrażoną w referendum. Stabilna centroprawicowa koalicja kieruje Austrią, mimo że opiera się ona na partii antyestablishmentowej. Wreszcie we Włoszech, gdzie wróżono powyborczy chaos, koalicja Ligi i Ruchu 5 Gwiazd zapewniają nieznaną od lat wewnętrzną stabilizację. Nawet na Łotwie w ostatnich wyborach ugrupowania centroprawicowe zdobyły przygniatającą przewagę.

Co więcej, wszystkie badania opinii publicznej w owych „nieprawomyślnych krajach” dowodzą, że ich pozycja jest stabilna i rosnąca. W przeciwieństwie do partii „starego porządku” czy inaczej pokolenia 68, które wszędzie tracą pozycję. Przykładem jest tu upadająca europejska socjaldemokracja, która niemal wszędzie notuje historyczne upadki.

Wynika z tego, że ten przełom ma głębsze korzenie i wymiar ponadpaństwowy.

Niewątpliwie. Próba odgórnego narzucenia przez owo pokolenie 68 porządku, opisanego w deklaracji Spinellego, czyli innymi słowy porządku marksistowsko - trockistowskiego, właśnie się wypala. Ci ludzie, właściwymi sobie bolszewickimi metodami, usiłowali przy pomocy brukselskiej Rady Komisarzy Ludowych i luksemburskiego Trybunału Ludowego, zmusić państwa i narody europejskie do przyjęcia modelu opisanego w tym bełkotliwym manifeście. Szczytowym wyrazem tej tendencji były oficjalne - w ramach instytucji UE - obchody 200-lecia urodzin Marksa. To nie było już nawet komiczne, kiedy wyjątkowo w tym momencie trzeźwy Juncker, podnosił pod niebiosa zasługi tego kreatora najbardziej zbrodniczego w dziejach systemu. A jednocześnie jego funkowie wyrzucali z pomieszczeń parlamentu wystawę o Piłsudskim. Z ich punktu widzenia było to logiczne, bo przecież to przez Piłsudskiego Trocki nie zdołał zrealizować idei światowego pochodu rewolucji.

 

Które działania ,,aktywistów '68'' wiążą się z realizacją deklaracji Spinellego?

W moim przekonaniu, to aby przyspieszyć tę bolszewicką transformację sprowokowany został kryzys migracyjny. Dzięki wytworzeniu poczucia zagrożenia, możliwe jest przecież wprowadzenie cenzury prasy, limitacja prawa do wolności zgromadzeń, atakowanie legalnych zgromadzeń przez policję, hodowanie organizacji skrajnych po to, by wprowadzać w coraz większym zakresie przymus, pod pozorem ochrony obywateli. Czy można sobie wyobrazić, że bez migrantów możliwe byłoby utrzymanie przez kilkadziesiąt miesięcy stanu wyjątkowego we Francji. Czy na zachodzie kogoś jeszcze dziwią ulice patrolowane przez uzbrojone wojsko w skali, jakiej nie było tego nawet podczas hitlerowskiej okupacji?

Europejczycy na razie intuicyjnie zaczęli wyczuwać tę w istocie ordynarną grę i powoli powstają z kolan. To trochę potrwa, ale los trockistowskiej bolszewii jest już przesądzony.

Co z tego wynika dla Polski?

Już w kilku przynajmniej wypowiedziach wskazywałem, że Polska stoi u progu historycznej szansy. Obecny kształt UE nie ma szans na przetrwanie, jeżeli nie powróci ona do fundamentów określonych przez de Gasperiego, Monneta czy Schumanna. Związku wolnych i suwerennych narodów i państw, które łączą swe wysiłki w obszarach, które wymagają szerszego współdziałania, a jest to wspólnota opierająca się na wartościach chrześcijańskich. Polska powinna być rzecznikiem takiej UE i jestem przekonany, że dla tej wizji jest w stanie dzisiaj pozyskać większość państw Unii.

 

To bardzo racjonalne podejście…

Polska nie powinna się bać „Unii dwóch prędkości”, bo ci którzy będą chcieli realizować trockistowsko - bolszewickie wizje, do tego w ramach historycznej wspólnoty karolińskiej, i tak zostaną zmieceni z powierzchni ziemi przez własne społeczeństwa. Ten projekt to jest postbolszewicka fantasmagoria i prędzej niż później upadnie.

Polska wreszcie musi skończyć ze złudzeniami, że im silniejsza Unia, tym lepiej dla nas. Silniejsza Unia, to po prostu Unia podporządkowana Niemcom i ich interesom. A te nie są zbieżne z interesami polskimi. Unia nie daje i nie da w przyszłości Polsce żadnego bezpieczeństwa przed rzeczywistymi zagrożeniami. Takie bezpieczeństwo Polska w dającej się przewidzieć przyszłości może uzyskać tylko dzięki strategicznej współpracy z USA. Niemcy zaś i trockistowskie przywództwo UE dąży w oczywisty sposób do konfrontacji z Ameryką. Tu nie można zostać w rozkroku, bo to się źle skończy. Stąd wybór jest oczywisty.

Stoimy zatem w obliczu wyboru?

Czy to się nam podoba czy nie, tak jest. Nie da się jechać na dwóch koniach na raz i do tego w dwóch przeciwległych kierunkach.

Pamiętać trzeba, że z jednej strony mamy sojusz i wsparcie ze strony ciągle jednowymiarowego światowego supermocarstwa, z drugiej zaś połajanki i pouczenia o pseudowartościach ze strony personifikowanej postacią alkoholika, komisarskiej struktury, kryjącej w istocie niemieckie dążenie do powtórki scenariusza z 1871 roku.

Do wyboru mamy zatem albo pozostanie suwerennym, strategicznym sojusznikiem Ameryki albo zaakceptowanie statusu niemieckiego protektoratu w ramach UE, a w istocie IV Rzeszy, do tego zdominowanej przez trockistowskich ideologów. Mam nadzieję, że dzięki twardej postawie polskich władz uda się uratować pierwotną wspólnotę europejską, której rzeczywistą siłą był transatlantycki sojusz. I powtórzę, że dla większości europejskich państw ta alternatywa będzie również oczywistym wyborem i w ten sposób uda się wskrzesić pierwotny kształt Wspólnoty Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę