15.09.16, 19:15Fot. Wikipedia

Gen. Roman Polko dla Frondy ostrzega: Na Ukrainie może się nie skończyć!

Fronda.pl: Na Ukrainie po raz kolejny ogłoszono zawieszenie broni. Czy jest jakaś realna szansa, że tym razem odniesie ono skutek i doprowadzi do deeskalacji konfliktu? Czym to zawieszenie broni różni się od poprzednich, chociażby od tego z 1 września, które łamane było regularnie?

Gen. Roman Polko: Decydujące jest to, że owo zawieszenie broni, przynajmniej według informacji, które do nas docierają, jest z inicjatywy tych, którzy sieją chaos na Ukrainie, ze strony rebeliantów. Niestety mam obawy, że cel jest zupełnie inny i nie jest to dążenie do pokoju, tylko, być może, chęć przegrupowania się, czy problemy wewnętrzne. Nie wierzę w dobre intencje tych ludzi, którzy ten chaos rozpoczęli i którzy tą taktyką terroru, wspieraną przez Rosję, powodują destabilizację regionu.

Szef MSZ Francji porównuje ten etap do stawiania fundamentu podczas budowy domu. Kolejne etapy to wycofywanie wojsk, w końcu uchwalenie ustawy o wyborach lokalnych w Donbasie i jego specjalnym statusie. Sądzi Pan, że to realne założenia?

Gdybym chciał ironizować, to powiedziałbym, że to jest stawianie domu, ale chyba na torfowisku. Myślę, że nie trzeba być wielkim strategiem czy politykiem, żeby wiedzieć, że dla utrzymania pokoju potrzebna jest strefa buforowa, strefa rozdzielenia wojsk. To, co społeczność międzynarodowa mogłaby zrobić, a czego osiągnąć się nie udaje, to sprawa dość oczywista. Chodzi o wprowadzenie na ten teren chociażby wojsk ONZ, które miałyby uszczelniać granicę oraz oddzielać strony konfliktu. Wówczas można by rzeczywiście przystąpić do takiego uczciwego wygaszania tego konfliktu, stabilizowania , odbudowy normalnej sytuacji. Tymczasem na granicy Ukrainy nie ma nawet obserwatorów OBWE. A jeśli nawet są, nie mają żadnej kontroli nad tą sytuacją. Nie ma rozdzielenia wojsk, a Rosja na bieżąco wysyła tzw. „konwoje humanitarne”, które najprawdopodobniej zamiast żywności przewożą broń, co widać po wyposażeniu separatystów. Wywożą natomiast najpewniej to, co w tym rejonie przemysłowym się produkuje, także maszyny, które funkcjonowały w zakładach przemysłowych. Następuje to, co widzimy, czyli grabież tego regionu i dozbrajanie rebeliantów. Społeczność międzynarodowa zamiast zachwycać się tymi „pokojowymi” inicjatywami rebeliantów powinna wykorzystać tę sytuację. Skoro tak bardzo chcecie pokoju – doprowadźmy tam siły międzynarodowe, które będą rzeczywiście na bieżąco sprawdzały granicę i sprawowały kontrolę nad tym regionem. Pomogą wam i przywrócimy pokój. Takie jednostronne zawieszenie walk w celu przegrupowania sił do niczego nie prowadzi.

Kilka dni temu czytaliśmy o porozumieniu amerykańsko-rosyjskim w sprawie Syrii. Czy jest szansa, że tak nagłe zawieszenie broni ze strony separatystów jest w jakiś sposób powiązane z tamtymi rozmowami na temat Syrii?

Być może Putin realizuje jakąś swoją strategię odpuszczając na jednym odcinku, aby wzmocnić się na drugim. Niby pokazuje, że stabilizuje sytuację na Ukrainie, po to, żeby uzyskać założone ustępstwa na kierunku syryjskim. O ile sensowne jest takie dogadywanie się, żeby nie było tzw. „friendly fire”, czyli strzelania do siebie nawzajem, o tyle strategiczne założenia obecności Rosji w Syrii są zdecydowanie inne niż społeczności międzynarodowej. Rosja wspiera reżim Al-Asada i chce utrzymać swoje wpływy w tamtym regionie. Czyni to jednak pod pozorem walki z tzw. państwem islamskim. Podobnie zresztą jak Turcja, która walczy z ISIS, ale dziwnym trafem uderza w ośrodki Kurdów, którzy w istocie prowadzą ofensywę lądową przeciw państwu islamskiemu, ale zamiast wsparcia często otrzymują takie właśnie ciosy w plecy.

Zakładając, że jednak owo zawieszenie broni doprowadzi do deeskalacji konfliktu, sądzi Pan, że Rosja osiągnęła już wszystkie swoje cele i będzie gotowa stosować się do porozumień mińskich? Czy też jednak najbardziej prawdopodobne jest jednak dalsze zaostrzanie konfliktu?

Właśnie z powodu zaangażowania Rosji nie wierzę za bardzo w dobre intencje tego zawieszenia broni. Rosja zaangażowała zbyt wiele swoich sił i środków w Donbasie, żeby teraz ni stąd, ni zowąd zostawić to, co się tam dzieje. Będzie ona tak długo doprowadzała do destabilizacji Ukrainy, czy to przez oskarżanie Ukrainy o terroryzm, czy też przez eskalowanie bratobójczych walk, aż dostanie się ona w strefę rosyjskich wpływów. Cel strategiczny jest jasny. Rosja nie tyle chce opanować Ukrainę, bo to mogłaby już zrobić dawno, co mieć na Ukrainie władze, które ma pod własną kontrolą i które są całkowicie od niej zależne. Stąd też ta destabilizacja regionu, a jednocześnie usta pełne frazesów, wysyłane na potrzeby przywódców europejskich po to, żeby uzyskać całkowite pozwolenie, aby z tym regionem zrobić to, na co tylko Rosja ma ochotę. To jest szalenie niebezpieczne z punktu widzenia Polski. To, co powiedział kiedyś śp. Lech Kaczyński, teraz się realizuje. Najpierw Gruzja, Ukraina, bez w zasadzie jakiejkolwiek reakcji społeczności międzynarodowej – Krym, Donbas. Potem może przyjść czas, że Rosja pójdzie „na pomoc swoim obywatelom” na Litwie, w Estonii. A stamtąd do Polski już niedaleko. Oczywiście jako żołnierz zawsze patrzę na najczarniejsze scenariusze, natomiast Putin wielokrotnie udowodnił, że jest nieobliczalny, a konwencje międzynarodowe nic dla niego nie znaczą.

Dziękuję za rozmowę.