Czy jedno dziecko to grzech? - zdjęcie
07.08.12, 13:28

Czy jedno dziecko to grzech?

50

 

Marta Brzezińska: Znowu posypią się na mnie gromy, ale co tam – niech będzie trochę prowokacyjnie na początek – czy posiadanie jednego dziecka to grzech?

 

Marcin Radomski OFM Cap: O nie, Ty znowu z tymi grzechami (śmiech). Posiadanie dziecka w ogóle nie jest grzechem, także spokojnie.

 

Ale tylko jednego?

 

Posiadanie dziecka nie jest grzechem, natomiast jeżeli ograniczasz się do tylko jednego dziecka to pojawia się pytanie, co się dzieje z twoim małżeństwem. Pojawia się także pytanie o antykoncepcję, której stosowanie jest wystąpieniem przeciw czystości w małżeństwie. Trzeba przyjrzeć się różnym przyczynom, dla których ktoś decyduje się na jedno dziecko. Kiedy popatrzeć na różne historie, poczytać Biblię to wniosek jest jeden: Pan Bóg jest Miłośnikiem życia. A jeżeli jest Miłośnikiem życia, to zawsze się o nie zatroszczy.

 

Trzeba także wejść w teologię małżeństwa. Wiadomo, że sakrament małżeństwa jest celebracją miłości, ale miłości, której owocem jest nowe życie. Teraz pojawia się pytanie o jakość tej miłości, i o to, czy małżeństwo jest celebracją miłości w tym wymiarze, który daje życie. Jeżeli para decyduje się tylko na jedno dziecko i nic więcej, to pytanie pierwsze: dlaczego decyduje się tylko na jedno dziecko, i pytanie drugie: w jaki sposób wygląda celebracja ich miłości? W tym momencie pojawia się niebezpieczeństwo, że jest to tylko celebracja małżeństwa, a miłość w tym małżeństwie jest ograniczona pewnymi elementami, takimi jak np. przyczyny ekonomiczne. Miłość ograniczona przestaje być celebracją. Używam świadomie słowa „celebracja”, ponieważ małżeństwo jest sakramentem. Tak samo, jak celebrujemy Eucharystię, tak samo powinno być celebrowane małżeństwo. To nie jest wydarzenie o charakterze jednej godziny, kiedy małżonkowie zawierają sakrament, ale ono trwa, to celebracja, która się odbywa w codziennym życiu. Jej owocem jest nowe życie.

 

Pamiętam taką rodzinę ze wspólnoty neokatechumenalnej w Londynie, która miała 11 dzieci. Jedenaste urodziło się z zespołem Downa. Wiesz co ci rodzice powiedzieli? Że wreszcie zobaczyli, jak wielkim zaufaniem obdarzył ich Bóg, jak bardzo im zaufał, że dał im takie dziecko. To dla nich znaczyło tyle, że ich miłość jest już na takim poziomie, że faktycznie są w stanie przyjąć chore dziecko i obdarzyć je miłością. Byli wzruszeni tym, że Pan Bóg im tak zaufał. Odpowiedź faktograficzna na pytanie, czy jedno dziecko jest grzechem.

 

Ależ ja cały czas byłam daleka od takiego twierdzenia (śmiech). A już na poważnie, to przecież czasem jedno dziecko jest cudem dla par, które nie mogą mieć dzieci. Ale z drugiej strony, powiedział brat o różnych powodach, dla których małżeństwa decydują się tylko na jedno dziecko, m.in. ekonomicznych. Przyznam szczerze, że osobiście bardzo denerwuje mnie powtarzanie takich frazesów, że jak Bóg da dziecko, to da i na dziecko. Do licha, załóżmy, że mówimy o parze studentów, którzy dopiero co skończyli się uczyć, biorą ślub, szukają pracy, mają jedno dziecko. Pytam, jak mają pozwolić sobie na więcej? Przynajmniej na razie. Jedno dziecko może być szczytem możliwości w takiej sytuacji.

 

Tak, ale zobacz, że wychodzimy spoza wymiaru sakramentalnego i wchodzimy w typowo ludzki. Czy dziecko jest przedmiotem?

 

Absolutnie, nie jest. Trzeba jednak liczyć siły na zamiary.

 

Tu trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć sobie, że jeśli ktoś decyduje się na jedno dziecko to rozumiem, że też nie ma współżycia, antykoncepcji...

 

Jest współżycie! W dni niepłodne! Ale bez antykoncepcji.

 

Zgodne z naturą – ok. Ale pamiętaj, że to także jest niebezpieczne. To jednak ograniczanie pewnej rzeczywistości. Natura ludzka jest tak stworzona, że pełna celebracja odbędzie się dopiero wtedy, kiedy wszystko jest nastawione na tę celebrację. Inaczej to będzie zawsze celebracja z większym zaangażowaniem tylko jednej osoby, a nie dwóch. Teraz pytanie, czy żyjemy zgodnie z naturą, z tym, co dał nam Pan Bóg, czy żyjemy z naszym ekonomicznym zamysłem. Ja wiem, że zaraz ktoś powie, że mi to łatwo powiedzieć, bo jestem księdzem i nie mam takich problemów... Ale przecież ktoś decydując się na życie w małżeństwie, na sakrament, decyduje się także na nowe życie. Jest pytanie: czy decydujecie się na potomstwo i wychowanie go w wierze katolickiej? I wszyscy mówią: tak. A co się potem okazuje?

 

Tak, ale jedno dziecko to też potomstwo.

 

W porządku, ale w pytanie nie brzmi: czy decydujecie się na potomstwo, kiedy będzie was na nie stać, tylko: czy decyduje się na przyjęcie potomstwa. I tyle.

 

Racja, ale nigdzie nie ma powiedziane, że potomstwo to więcej niż jedno, niż troje, niż dziesięcioro dzieci...

 

Jasne, ale nie ma też interpretacji, że to ty o tym decydujesz. A z tego, co mówisz, to wynika, że to ty będziesz decydować o tym, jak liczne będzie twoje potomstwo.

 

Ależ kto ma o tym decydować? Przecież to ja będę te dzieci rodzić, a potem to ja będę musiała je wychować, utrzymać, etc.

 

No tak, masz rację. Ale podkreślam, jeśli wszystko jest zgodne z funkcjonowaniem natury, to w porządku. Jeśli nie jest tylko zamknięciem się na życie z przyczyn egoistycznych, to w porządku.

 

Podkreśla brat kilkakrotnie kwestię zgodności z naturą. Może być tak, że naturalne metody planowania rodziny (które przecież aprobuje Kościół) stają się pobożną wersją antykoncepcji?

 

To dość proste – nie chcę nazwać tego grzeszeniem w majestacie prawa, ale po części coś w tym jest. To staje się mentalnością antykoncepcyjną.

 

Dla jasności, źle się dzieje, kiedy naturalne metody planowania rodziny zamykają małżeństwo na potomstwo?

 

Oczywiście, że tak. Jeśli wykorzystuje się je na tej samej zasadzie, co antykoncepcja nienaturalna, to nie mam co do tego wątpliwości. Tu chodzi o mentalność, otwartość na życie. Jeśli NPR wykorzystuje się, aby kultywować zamknięcie się na życie, to według mnie nie ma o czym dyskutować.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska

 

Więcej na temat współczesnych grzechów zobacz "Poradnik Małego Grzesznika"

/

Komentarze (50):

anonim2012.08.8 6:41
<p>Przy takiej okazji trzeba koniecznie przypominać co o tych sprawach autentycznie naucza Kości&oacute;ł (r&oacute;wnież bratu Radomskiemu i red. Terlikowskiemu). A w konstytucji Gaudium et Spes czytamy:</p> <p>50. <em>(Płodność małżeńska)</em>. Małżeństwo i miłość małżeńska z natury swej skierowane są ku płodzeniu i wychowywaniu potomstwa. Dzieci też są najcenniejszym darem małżeństwa i rodzicom przynoszą najwięcej dobra. B&oacute;g sam to powiedział: \"Nie jest dobrze człowiekowi być samemu\" (Rdz 2, 18), i \"uczynił człowieka od początku jako mężczyznę i niewiastę\" (Mt 19, 14), chcąc dać mu pewne specjalne uczestnictwo w swoim własnym dziele stw&oacute;rczym, pobłogosławił mężczyźnie i kobiecie m&oacute;wiąc: \"bądźcie płodni i rozmnażajcie się\" (Rdz 1, 28). Dlatego prawdziwy szacunek dla miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego zmierzają do tego, żeby małżonkowie nie zapoznając pozostałych cel&oacute;w małżeństwa, skłonni byli mężnie wsp&oacute;łdziałać z miłością Stw&oacute;rcy i Zbawiciela, kt&oacute;ry przez nich wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę. Małżonkowie wiedzą, że w spełnianiu obowiązku, jakim jest przekazywanie życia i wychowywanie, obowiązku, kt&oacute;ry trzeba uważać za gł&oacute;wną ich misję, są wsp&oacute;łpracownikami miłości Boga - Stw&oacute;rcy i jakby jej wyrazicielami. Przeto mają wypełniać zadanie swoje w poczuciu ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności oraz z szacunkiem pełnym uległości wobec Boga; zgodną radą i wsp&oacute;lnym wysiłkiem wyrobią sobie słuszny pogląd w tej sprawie, uwzględniając zar&oacute;wno swoje własne dobro, jak i dobro dzieci czy to już urodzonych, czy przewidywanych i rozeznając też warunki czasu oraz sytuacji życiowej tak materialnej, jak i duchowej; a w końcu, licząc się z dobrem wsp&oacute;lnoty rodzinnej, społeczeństwa i samego Kościoła. Pogląd ten winni małżonkowie ustalać ostatecznie wobec Boga. Niech chrześcijańscy małżonkowie będą świadomi, że w swoim sposobie działania nie mogą postępować wedle własnego kaprysu, lecz że zawsze kierować się mają sumieniem, dostosowanym do prawa Bożego, posłuszni Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, kt&oacute;ry wykłada to prawo autentycznie, w świetle Ewangelii. Boskie prawo ukazuje pełne znaczenie miłości małżeńskiej, chroni ją i pobudza do prawdziwie ludzkiego jej udoskonalenia. Tak więc małżonkowie chrześcijańscy, ufając Bożej Opatrzności i wyrabiając w sobie ducha ofiary, przynoszą chwałę Stw&oacute;rcy i zdążają do doskonałości w Chrystusie, kiedy w poczuciu szlachetnej, ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności pełnią zadanie rodzenia potomstwa. Spośr&oacute;d małżonk&oacute;w, co w ten spos&oacute;b czynią zadość powierzonemu im przez Boga zadaniu, szczeg&oacute;lnie trzeba wspomnieć o tych, kt&oacute;rzy wedle roztropnego wsp&oacute;lnego zamysłu podejmują się wielkodusznie wychować należycie także liczniejsze potomstwo. Małżeństwo jednak nie jest ustanowione wyłącznie dla rodzenia potomstwa; sama bowiem natura nierozerwalnego związku między dwoma osobami oraz dobro potomstwa wymagają, aby także wzajemna miłość małżonk&oacute;w odpowiednio się wyrażała, aby się rozwijała i dojrzewała. Dlatego małżeństwo trwa jako połączenie i wsp&oacute;lnota całego życia i zachowuje wartość swoją oraz nierozerwalność nawet wtedy, gdy brakuje tak często pożądanego potomstwa.</p> <p>51. <em>(Uzgadnianie miłości małżeńskiej z poszanowaniem życia ludzkiego)</em>. Sob&oacute;r zdaje sobie sprawę z tego, że małżonkowie mogą w układaniu harmonijnie pożycia małżeńskiego doznać trudności skutkiem niekt&oacute;rych dzisiejszych warunk&oacute;w i znajdować się w takiej sytuacji, w kt&oacute;rej nie można przynajmniej do czasu, pomnażać liczby potomstwa i niełatwo jest podtrzymywać wierną miłość i pełną wsp&oacute;lnotę życia. Gdzie zrywa się intymne pożycie małżeńskie, tam nierzadko wierność może być nastawiona na pr&oacute;bę a dobro potomstwa zagrożone. Wtedy bowiem grozi niebezpieczeństwo zar&oacute;wno wychowaniu dzieci, jak i zdecydowanej woli przyjęcia dalszego potomstwa. (...)</p>
anonim2012.08.8 6:46
<p>Jan Paweł II m&oacute;wił o nowym życiu także jako o darze,kt&oacute;ry czasem trudno jest przyjąć.Nowy człowiek może być potraktowany jak intruz,kt&oacute;ry wtargnął w nasze już podobno uporządkowane życie.Dopiero p&oacute;źniej okazuje się,że bez tego \"intruza\" życie byłoby niepełne i bylejakie i nie wyobrażamy sobie go bez niego.Nasza egoistyczna natura buntuje się,choć B&oacute;g ma wobec nas swoje plany,kt&oacute;re okazują się być najlepsze z możliwych.</p>
anonim2012.08.8 6:46
<p>Wszystkim, kt&oacute;rzy uważają, że zadaniem katolickich małżonk&oacute;w jest spłodzenie maksymalnej liczby potomstwa bez oglądania się na cokolwiek innego szczerze polecam fragment : <em>Przeto mają wypełniać zadanie swoje w poczuciu ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności oraz z szacunkiem pełnym uległości wobec Boga; zgodną radą i wsp&oacute;lnym wysiłkiem wyrobią sobie słuszny pogląd w tej sprawie, uwzględniając zar&oacute;wno swoje własne dobro, jak i dobro dzieci czy to już urodzonych, czy przewidywanych i rozeznając też warunki czasu oraz sytuacji życiowej tak materialnej, jak i duchowej; a w końcu, licząc się z dobrem wsp&oacute;lnoty rodzinnej, społeczeństwa i samego Kościoła.</em></p> <p>A także (podkreślenie moje):<em>Spośr&oacute;d małżonk&oacute;w, co w ten spos&oacute;b czynią zadość powierzonemu im przez Boga zadaniu, szczeg&oacute;lnie trzeba wspomnieć o tych, kt&oacute;rzy wedle <span \"text-decoration: underline;\">roztropnego wsp&oacute;lnego zamysłu </span>podejmują się wielkodusznie wychować należycie także liczniejsze potomstwo. <span \" : mceinline;\"></span></em></p>
anonim2012.08.8 6:49
<p>ups, nie działa formatowanie ;-) Chciałem wyżej podkreślić \"roztropnego wsp&oacute;lnego zamysłu\". Przypominam jeszcze, że powyższe fragmenty pochodzą z dokument&oacute;w kościelnych najwyższej rangi, a mianowicie z konstytucji soborowych.</p>
anonim2012.08.8 7:30
<p>\"<span \"font-size: small; color: #000000; : verdana, geneva;\">Jasne, ale nie ma też interpretacji, że to ty o tym decydujesz. A z tego, co m&oacute;wisz, to wynika, że to ty będziesz decydować o tym, jak liczne będzie twoje potomstwo.</span>\" Podły i cyniczny człowiek. Dziękuję serdecznie Frondzie, że dzięki Niej dwa lata temu zostałem ateistą. I to nie takim łagodnym, ale wściekłym i wojujacym. Pewnie i tak by się to stało, ale Fronda przyspieszyła ten proces. Bo jakże tu nie buntować się gdy taki samozwaniec chce dyktować ludziom styl życia w każdej najmniejszej dziedzinie i kwestionować ich moralność. Podlinkuję ten artykuł do wszystkich.</p>
anonim2012.08.8 7:51
<p>\"Jasne, ale nie ma też interpretacji, że to ty o tym decydujesz. A z tego, co m&oacute;wisz, to wynika, że to ty będziesz decydować o tym, jak liczne będzie twoje potomstwo\"</p> <p>&nbsp;</p> <p>A ja myślałam, że powołani zostaliśmy do wolności... Kurczę, mogła pani Marta wybrać wreszcie lepszego rozm&oacute;wcę. Gdyby ten ksiądz znał trochę lepiej i bliżej ludzi, gdyby wiedział, ile w historiach małżeństw jest poronień, długich oczekiwań, starań, leczenia się, problem&oacute;w ciążowych...to nie miałby wątpliwości, że większość rodzic&oacute;w świetnie wie, że to nie od nich wszystko zależy i że to nie oni o wszystkim decydują.</p>
anonim2012.08.8 8:41
<p>Posiadanie tylko jednego dziecka za całą pewnością NIE JEST grzechem. Bycie człowiekiem bezdzietnym - r&oacute;wnież. Decydowanie o dzietności jest tylko i wyłacznie sprawą indywidualną, czysto prywatną. Każdy sam wie najlepiej, ile dzieci w stanie jest wychować. To on podejmuje się trudu rodzicielstwa, to on zmaga się z licznymi obowiązkami wynikającymi z bycia ojcem, matką. On więc ma tylko wyłączne prawo decydowania o swym, rodzicielstwie. M&oacute;wienie o bezdzietności czy też o ograniczaniu liczby potomstwa (najczęściej motywowowane małodusznością, egoizmem) w kontekście grzechu naprawdę nie słuzy Kościołowi katolickiemu i chrześcijaństwu. Dogmat o heroicznym rodziecielstwie, gotowym na przyjęcie większej liczby dzieci jest raczej motywowany prawicowością i silnym konserwatyzmem obyczajowym, przywiązaniem do tradycji. Po raz kolejny muszę podkreślić, że ograniczanie przez małżonk&oacute;w liczby dzieci ze względ&oacute;w materialnych nie jest - jak usiłują to przedstawiać pewne środowiska - niepoważne i nielogiczne. W książeczce od nabożeństwa swojej babci, autorstwa pewnego ojca paulina,&nbsp;na stronach poświęconych rachunkowi sumienia, znalazłem fragment m&oacute;wiący o tym, iż w przypadku trudnej sytuacji materialnj obojga rodzic&oacute;w decydowanie sie na budzenie nowego życia może być rozpatrywane w kategoriach grzechu.</p>
anonim2012.08.8 9:20
<p>@ Pogromca leming&oacute;w: zgadzam się. Kolejny tekst zaczynający się od zapytania, czy coś jest grzechem. Porażka. Jeśli \"Frondę\", a szczeg&oacute;lnie te artylkuły tutaj, czytuje jakaś osoba chcąca przejść na katolicyzm, to chyba postrzega już naszą wiarę jako jakiś mroczny kodeks, przy kt&oacute;rym trzeba wciąż uważać, żeby tylko nie popełnić jakiegoś grzechu. Wsp&oacute;łczuję, naprawdę wsp&oacute;łczuję. Nie ma się potem co dziwić, że ludzie masowo mają nerwice i coraz częściej lądują na kozetkach psychoterapeut&oacute;w miast szukać spowiednika.&nbsp;</p>
anonim2012.08.8 9:26
<p>Czy jest cokolwiek w życiu, co można robić na tyle spokojnie, żeby nie bać się, iż można przy tym popełnić grzech? Czy można się bezkarnie cieszyć czymkolwiek? Czy też my katolicy już do wszystkiego wymyślilśmy odpowiednie regulacje i zastrzeżenia?&nbsp;</p>
anonim2012.08.8 9:50
<p>Ale w czym widzicie problem z tymi grzechami? To chyba naturalne, że sie nad tym zastanawiamy? To, że ludzie przyjęli swoje, wygodnickie standardy życia nie oznacza, że coś przestało być grzechem \"przez zakrzyczenie i zasiedzenie\". Zresztą zauważ, że WSZYSTKO, co jest grzechem, szkodzi człowiekowi tak czy inaczej. Obżarstwo (brak umiaru)? Brak święcenia wolnego dnia (pracoholizm)? Kradzież, zab&oacute;jstwo (kara, wyrzuty sumienia, ostracyzm społeczny)? Cudzoł&oacute;stwo (problemy emocjonalne-kac moralny, potępienie społeczne, świadomość wyrządzenia komuś krzywdy, skomplikowanie sobie relacji interpersonalnych, narażenie na zemstę, choroby weneryczne)? Tak można długo. Wszystko jest dla ludzi, tylko w odpowiednich ilościach. Także potomstwo, kt&oacute;re daje radość, powoduje przedłużenie gatunku, wspiera społeczeństwo, samo da kolejne życie.</p>
anonim2012.08.8 10:06
<p>Niedojrzałość i braki w kunszcie dziennikarskim pani Brzezińskiej staje się już przeszkadzający.</p>
anonim2012.08.8 10:39
<p> <p>@Pojmen</p> <p>A ja zwr&oacute;cę uwagę na inny fragment tego cytatu:</p> <p>&nbsp;</p> <p>\"Pogląd ten winni małżonkowie ustalać ostatecznie wobec Boga. Niech chrześcijańscy małżonkowie będą świadomi, że w swoim sposobie działania nie mogą postępować wedle własnego kaprysu, lecz że zawsze kierować się mają sumieniem, dostosowanym do prawa Bożego, posłuszni Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, kt&oacute;ry wykłada to prawo autentycznie, w świetle Ewangelii. \"</p> <p>&nbsp;</p> <p>A niekt&oacute;re małżeństwa wolą kierować się własnymi kaprysami, a nie szczerą i pokorną wobec Magisterium pr&oacute;bą rozeznania woli Bożej.</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>@frenetyczny</p> <p>Zastanawianie się nad tym czy coś jest złe czy dobre twoim zdaniem odbiera radość życia? Właśnie gdy już wiesz, że coś jest dobre wtedy możesz z czystym sumieniem to robić i być szczęśliwy. Ignorancja to nie radość.</p> </p>
anonim2012.08.8 10:52
<p>@frenetyczny poczytaj poradnik grzesznika, nad grzechami trzeba się zastanawiać, a nie uciekać</p>
anonim2012.08.8 10:56
<p>Nikomu nie wolno sądzić, to może tylko B&oacute;g. Nie budujmy antagonizm&oacute;w \"jednodzietni - wielodzietni\". Strasząc grzechem i wytykając palcami nikogo nie zachęcimy do posiadania dzieci.</p> <p>Więcej artykuł&oacute;w o pięknie macierzyństwa i ojcostwa o dzieciach o rodzinach wielodzietnych.</p> <p>A jeżeli chodzi o argument ekonomiczny, to właśnie ekonomia powinna nas przekonywać do posiadania dzieci.</p>
anonim2012.08.8 10:58
<p>@Chłopzewsi no niestety obecnie ekonomiczne wyliczenia nie przekonują do posiadania dzieci, pozostaje ino wiara</p>
anonim2012.08.8 11:11
<p>Jak ja i moja Żona dożyjemu tzw. wieku emerytalnego, to emerytur juz nie będzie.&nbsp; Mając jedno dziecko, kt&oacute;re pośłubi jedynaka, skazuję ich małżeństwo na utrzymywanie 4 staruszk&oacute;w. To ich juz na pewno nie będzie stać na własne dzieci.</p> <p>Wprowadzenie eutnazji w calej Europie to kwestia czasu. Pogardzamy ludźmi żyjącymi w przeszości, że mieli dużo dzieci, bo byli głupi. A oni najzwyczajniej w świecie inwestowali długoterminowo.</p>
anonim2012.08.8 11:14
<p>Pewnie, że wiara jest ważniejsza od ekonomii, nie \"ino wiara\", tylko Wiara jak ziarnko gorczycy, powiesz g&oacute;rze przenieś się a ona się przeniesie.</p>
anonim2012.08.8 11:31
<p>@Chłopzewsi - popieram! Nie antagonizować!</p>
anonim2012.08.8 12:21
<p>Błagam. Stek bzdur....</p> <p>Troszkę smutno, że w sytuacji, gdy wielu ludzi wiąże koniec z końcem od pierwszego do pierwszego, ludzi zapylających nadgodziny i po x fakultetach, trochę smutne, gdy księża, zamiast patrzeć się na swoje ociężałe brzuchy, wytykają komuś ile mają dzieci.</p> <p>Niestety ale wielu wierzących i to głęboko ludzi (np. moich znajomych z oaz, etc) przez takie rzeczy ODCHODZI od Kościoła widząc, w co się z nosem wtyka.</p> <p>Owszem, moralność, obrona więzi małżeńskich ok, ale to, ile kto ma dzieci ...</p> <p><strong>Najpierw nauczcie człowieka bycia dobrym, bycia człowiekiem i skierujcie jego człowieczeństwo by był zdolny do miłości, </strong>a nie - na katechezie regułki, schematy, 0 omawiania życia, katecheci to nauczyciele regułek a&nbsp; nie duchowości...</p> <p>Czego potem wymagacie? Potem chcecie tłumaczyć czy może użyć takiego środka antykoncepcyjnego, czy mieć tyle dzieci. Smutne. Kiedy Kości&oacute;ł zacznie formować człowieka w duchu Pisma Św. a przestanie tłumaczyć i wytyczać miarką jak geodeta.</p> <p>Jeśli ewangelizuję ludzi na maksa, to potem ufam im bo wiem, że zrobiłem wszystko by przekazać im swą mądrość. A jeśli nie - to do ciężkiego grzyba zmieniam metody i spos&oacute;b edukacji.</p> <p>Ale Biskupi mają \"sukces\". Bo ileś tam katechez w dziennikach szkolnych jest wpisanych. Mogą się chwalić jaki to katolicki kraj.</p> <p>A co do ograniczenia rzeczywistości - NIE LECZMY SIĘ - przecież choroba to skutek grzechu pierworodnego, więc po co się leczyć, trzeba cierpieć i jednoczyć się w cierpieniu z Chrystusem.</p> <p>Błagam.... Antykoncepcja jest tak samo wynalazkiem cywilizacji jak leki i tylko to, że jest szkodliwa sprawia, że wolę skuteczne NPR, kt&oacute;re tak samo są wynalazkiem cywilizacji i to nie antykoncepcja rodzi egoist&oacute;w, tylko <strong>egoiści stosując cokolwiek, np. antykoncepcję, </strong>dają przejaw swoim zachowaniom egoistycznym.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.08.8 12:48
<p>&nbsp;</p> <p \"margin-bottom: 0cm;\"><span \" : Times New Roman,serif;\">Po przeczytaniu wywiadu mam wrażenie, że padły bardzo mądre pytanie, ale niestety niemądre odpowiedzi.</span></p> <p \"margin-bottom: 0cm;\"><span \" : Times New Roman,serif;\">Według brata Marcina idealne zastosowanie NPR powinno polegać na tym, że wsp&oacute;łżyjemy w dni płodne i liczymy, że Pan B&oacute;g w swojej łaskawości NIE DA nam dziecka?</span></p> <p \"margin-bottom: 0cm;\"><span \" : Times New Roman,serif;\">A jak wsp&oacute;łżyjemy w dni niepłodne to mamy mentalność antykoncepcyjną???</span></p> <p \"margin-bottom: 0cm;\"><span \" : Times New Roman,serif;\">To chyba jakieś nieporozumienie! </span></p> <p \"margin-bottom: 0cm;\"><span \" : Times New Roman,serif;\">Nie na tym polega wsp&oacute;łpraca z wolą Bożą w powoływaniu na świat potomstwa, że się liczy na to, że On nam nie da dziecka, ale na tym, że świadomie planuje się wsp&oacute;łżycie dostosowując je do plan&oacute;w małżonk&oacute;w, koniecznie bez zmieniania zamiar&oacute;w Boskich, czyli bez sztucznego ubezpładniania małżonk&oacute;w. Istnieje coś bliżej natury niż NPR? Jeśli tak, to się chętnie dowiem.</span></p> <p \"margin-bottom: 0cm;\">&bdquo;<span \" : Times New Roman,serif;\">Wchodzimy w wymiar typowo ludzki&rdquo; - tak, od ludzkiego wymiaru nie spos&oacute;b nam ludziom uciec, ponieważ B&oacute;g stworzył nas ludźmi, mamy ciała! Musimy je karmić. </span></p> <p><span \"color: #000000;\"><span \" : Times New Roman,serif;\"><span \"font-size: small;\">Wypowiedź brata Marcina: &bdquo;jeśli ktoś decyduje się na jedno dziecko to rozumiem, że też nie ma wsp&oacute;łżycia&rdquo; świadczy o nie zrozumieniu tego, czym jest małżeństwo i co to znaczy, że &bdquo;stają się jednym ciałem&rdquo; - przecież to właśnie o wsp&oacute;łżycie chodzi!</span></span></span></p> <p><span \"color: #000000;\"><span \" : Times New Roman,serif;\"><span \"font-size: small;\">Lata pracy i wysiłk&oacute;w wielu zacnych nauczycieli NPR p&oacute;jdą na marne, jeśli po tym artykule ileś os&oacute;b się zniechęci... Po co stosować NPR, skoro to nas może do grzechu doprowadzić. A przecież używamy noży do krojenia chleba, choć ktoś może się skaleczyć, używamy pierwiastk&oacute;w promieniotw&oacute;rczych w medycynie choć ktoś buduje z nich bomby, czytamy Frondę w internecie, a przecież internet może uzależniać... Przykłady można by mnożyć, bo na tym świecie wszystkiego można używać w dobrych albo złych zamiarach, a nasza droga do świętości ma polegać na tym, aby wybierać dobro!</span></span></span></p> <p><span \"color: #000000;\"><span \" : Times New Roman,serif;\"><span \"font-size: small;\">Św. Ojciec Pio powiedział, że życie we wsp&oacute;lnocie klasztornej to g&oacute;ra Tabor, a w małżeństwie &ndash; Golgota. </span></span></span></p> <p><span \"color: #000000;\"><span \" : Times New Roman,serif;\"><span \"font-size: small;\">Nie ma większego szacunku dla płodności niż powstrzymanie się od wsp&oacute;łżycia podczas dni płodnych! Jest to bardzo trudne zadanie, uważam nawet, że trudniejsze niż zachowanie czystości przedmałżeńskiej czy celibatu dla os&oacute;b konsekrowanych. </span></span></span></p> <p><span \"color: #000000;\"><span \" : Times New Roman,serif;\"><span \"font-size: small;\">Ze smutkiem i b&oacute;lem stwierdzam, że wypowiedzi brata Marcina to najlepsza antyreklama NPR z jaką się spotkałam.</span></span></span></p>
anonim2012.08.8 14:00
<p>Uprzedzam z g&oacute;ry, że moje pytanie nie jest prowokacją. Pytam z czystej ciekawości i potrzeby zrozumienia czegoś, czego nie rozumiem. Ot&oacute;ż: czym naturalne planowanie rodziny r&oacute;żni się od antykoncepcji? Czemu nie jest określane jako antykoncepcja? W końcu intencja zar&oacute;wno przy używaniu prezerwatyw czy środk&oacute;w hormonalnych jak i przy planowaniu wsp&oacute;łżycia tylko w dni niepłodne jest taka sama - jak tu uprawiać seks, by nie było z tego dzieci. Skoro intencja i efekt są takie same, to czym one się r&oacute;żnią?</p>
anonim2012.08.8 17:37
Ostatnio mam wrażenie, że frukta jakie Bóg przygotował dla wybranych raczej nie są dla mnie. Ta nauka o płodności, małżeństwie, promowana przez Kościół pewnie i jest słuszna z racji strasznej zapaści demograficznej, lecz zaczyna mi być duszno w Kościele i pewnie nie rozumiem tych wszystkich stwierdzeń typu \"otwartość na życie, ukierunkowanie na płodność itp.\" Po prostu świat, jego mechanizmy, gospodarka, są zbyt okrutne, ciężkie, aby człowiek mógł się rzucić z ufnością w wielką przygodę macierzyństwa i ojcostwa. Czyli krótko mówiąc \"na spontana\". Wychodzi na to, że w Kościele jest wiele opinii na temat regulacji urodzeń i seksualności w małżeństwie. Spotkać się można ze stwierdzeniami, że bezrefleksyjne płodzenie potomków \"ile wlezie\" jest czymś nieodpowiedzialnym, nierozważnym. Inne z kolei poglądy, jak powyższego duchownego są po prostu skrajnie cięzkie i radykalne. Po prostu nie współżyć i nie korzystać z NPR aby unikać zapłodnienia. Nie mówię już tu o braku szacunku dla kobiety, która często postrzegana jest przez Kościół jako maszynka do rodzenia bez własnych potrzeb seksualnych. Zaczyna to być wszystko pomieszane. Wbrew pozorom Kościół nie ma wspólnej, jednolitej nauki o małżeństwie. W mediach co chwilę występują jacyś mnisi, kapłani, Knotze i inni, którzy przekazują przeróżne poglądy, a nie widać jasności w tej kwestii. Nie dziwię się więc, że ludzie młodzi po prostu (nie ukrywajmy) raczej nie mają zamiaru stosować się do srogich wytycznych, które i tak nie są jasne i nie uwzględniają przemian społeczno - kulturowych. Rozważając tą problematykę, mimo iż raczej nie przyjdzie mi się męczyć z małżeństwem, zauważyłem, że staje się ono czymś sztywnym, pozbawionym radości, spontaniczności. Nauka o seksualności sprawia, że ta sfera staje się dla ludzi wierzących jakimś ściśle uregulowaną, ograniczoną rutyną. Wszystko jest zaplanowane. Planowanie, planowanie i jeszcze raz planowanie... jak w utworze Republiki z lat 80 \"Będzie plan\".
anonim2012.08.8 17:50
<p>ja tylko przypomnę, że tzw \"NPR\" czyli świadome i celowe unikanie poczęcia nowego życia, do kt&oacute;rego wykorzystuje się naturalne cykle płodności, jest grzechem, także w małżeństwie. już w Starym Testamencie możemy przeczytać, by mąż nie wsp&oacute;łżył z żoną w dni niepołodne, bo jest to grzechem. nikt nie może zmienić Prawa Bożego, żaden sob&oacute;r.</p>
anonim2012.08.8 18:07
<p><strong>Jeżeli chcecie przekonać ludzi do wielodzietności, to najlepiej to zrobić ukazując konkretne przykłady. Niech się wypowiadają chrześcijańscy małżonkowie, &nbsp;kt&oacute;rzy realnie praktykują \"otwartość na dar nowego życia\", kt&oacute;rzy na codzień zmagają się z trudami takiego życia, jego blaskami i cieniami. Jeżeli zamiast tego czytam uczony wyw&oacute;d celibatariusza, to, wybaczcie, dla mnie to w og&oacute;le nie jest przekonujące !&nbsp;</strong></p>
anonim2012.08.8 19:52
<p>Naturalne <strong>Planowanie</strong>, <strong>PLANOWANIE </strong>Rodziny. Jeśli naturalne planowanie, to określanie liczby potomstwa w zgodzie z naturalnym rytmem ludzkiego ciała. Według mnie nie jest to w żadnej mierze grzechem, jeśli ktoś nie planuje mieć więcej dzieci, bo np. ma tr&oacute;jkę i widzi że już ledwie sobie radzi. Jeśli wszystko jest w zgodzie z naturą to ja nie widzę tu żadnego zła.</p> <p>Po to Pan B&oacute;g dał człowiekowi rozum i stworzył kobietę, kt&oacute;ra jest nie zawsze płodną (tak na marginesie jest więcej dni niepłodnych niż płodnych w trakcie cyklu...) aby mądrze z tego korzystać i planować wielkość rodziny z głową.</p> <p>Dla jednej pary 2 dzieci to max na co ich stać finansowo, fizycznie i psychicznie, dla drugiej 11 dzieci to nie koniec świata i dają radę... Wszystko to indywidualne możliwości każdego małżeństwa.</p> <p>Co innego gdy ktoś m&oacute;głby mieć więcej dzieci ale nie chce z czystego lenistwa i wygodnictwa.</p>
anonim2012.08.8 21:27
<p>Święta Rodzina też miała tylko jedno dziecko. Btw drodzy redaktorzy nie macie czasem wrażenia że troszkę przesadzacie?</p>
anonim2012.08.8 21:32
<p>@<a \"text-decoration: none; color: #928b6e;\" name=\"komentarz_521040\" href=\"http://www.fronda.pl/users/dane/login/pad00100\"><cite>Pad00100</cite></a> Ja osobiście nie widzę w NPR łamania prawa Bożego, i myśle że B&oacute;g miał swoje powody by nie tworzyć pary ludzkiej płodnej przez cały cykl.</p>
anonim2012.08.9 3:56
<p>Mi wypowiedź brata się podoba. Chociaż też nie widzę jakiejś kolosalnej r&oacute;żnicy moralnej między NPRem a gumianym seksem. W pierwszej jest wstrzemięźliwość, ale za to w drugim mniejsza przyjemność. NPR przypomina mi trochę żydowskie sztuczki jak ominąć zakazy szabatu,&nbsp;a naturalne planowanie&nbsp;jest trochę takim kwadratowym kołem.&nbsp;Poza tym NPR jest trochę feministyczny, to kobieta jako posiadająca wiedzę&nbsp;rozdaje karty,&nbsp;nie musi być dyspozycyjna dla mężczyzny. I&nbsp;może być dla niekt&oacute;rych pokusą, by w dni płodne zabawiać się bardziej nawet perwesyjnie niż plastikowy seks. Ale w og&oacute;le pr&oacute;ba chrzczenia rodziny nie jest łatwa. \"Przypatrzcie się liliom polnym...\" - to takie lajtowe, antyplanowe podejście, kt&oacute;re trudno dziś przyjąć.&nbsp;Jeśli dobrze rozumiem św. Pawła małżeństwo jest taką kanalizacją popęd&oacute;w płciowych. Jeżeli&nbsp;ma być tylko przykrywką dla życia jak nieżonaci, to jaki jest jego sens?&nbsp;</p>
anonim2012.08.9 4:13
<p>A dyskusja o dzietności&nbsp; i naturalności jest trochę akademicka. To tak jakbyśmy&nbsp;zastanawiali się dlaczego ludzie na ksieżycu chodzący w skafandrach nie płodzą się. Bo&nbsp;co z tego, że chcemy żyć naturalnie i po bożemu&nbsp;w małżeństwie skoro otoczenie i środowisko jest&nbsp;nienaturalne i bezbożne. To co zabija dzietność to nowoczesna cywilizacja i socjalizm. Nie przypadkowo najdzietniejszymi chrześcijanami są chyba Amisze, kt&oacute;rzy i jedno i drugie&nbsp;odrzucają. Nasze wiejskie babki też nie miały po 8-10 dzieci, dlatego, że były proliferkami, a z dzieci, macierzyństwa czy ojcostwa&nbsp;robiły&nbsp;wielkie. Nie interesowała je też liczebność Polski, ani nie były idiotkami.&nbsp;Po prostu naturalnym środowiskiem dla rodziny jest jakaś dziewiętnastowieczna wieś (u nas funkcjonująca do połowy XX w.), gdzie utrzymanie dzieci nic nie kosztuje, od wieku jakichś 7-8 lat są już one pomocą i stają się gwarancją przeżycia starości. Gdzie nie ma ZUSu, rachunk&oacute;w za energię, wodę, czynsz, ajfon&oacute;w w szkołach. Dziecko się po prostu opłaca i robić też go przyjemnie. Amisze nie są głupi dystansując się od postępu. Dlaczego B&oacute;g nie stworzył świata z samochodami, komputerami i telewizją?. Dlaczego&nbsp;w średniowieczu ludzie nie zainteresowali się się maszyną parową i musiała ona czekać kilkaset lat na realizację. &nbsp;To nie jest tak, że wszystko jest jedynie narzędziem, i można go dobrze lub źle użyć. Czy kobieta, kt&oacute;ra uczy się do 25 lat, nie ma trochę racji gdy m&oacute;wi: \"nie po to się tyle lat uczyłam, by teraz rodzić dzieci\"?</p>
anonim2012.08.9 4:54
<p>Chciałem oczywiście napisać o robieniu wielkiego \"halo\" z dzieci, macierzyństwa i ojcostwa. O swego rodzaju odbijaniu piłeczki: wy je poniżacie i zabijacie, my je niemalże ub&oacute;stwiamy. Ja bym zadał jeszcze jedno pytanie temu duchownemu: Czy w sytuacji, gdy nie wiadomo, czy&nbsp;kandydatka na&nbsp;żonę nie będzie chciała kiedyś stosować jakichś form antykoncepcji (w tym NPR, mimo zapewnienia odpowiedniego dostatku), i czy&nbsp;za parę lat będzie można w miarę po chrześcijańsku wychowywać w tym kraju potomstwo,&nbsp;warto zakładać rodzinę?</p>
anonim2012.08.9 6:30
<p>@Paweł Skiba Mogę się wypowiedzieć z pozycji dziecka z rodziny wielodzietnej. Jestem z Poznania, mam 26 lat, 5 rodzeństwa i w tym roku wziąłem ślub z najwspanialszą kobietą na ziemi. Przeczytałem ten wywiad i jakoś nie mogę się z nim nie zgodzić. Pytanie czy posiadanie tylko jednego dziecka jest grzechem jest bardzo trafne i zgadzam się br. Radomskim, że to wskazuje na problemy w małżeństwie. Jeśli kochasz swoją żonę, a ona Ciebie, to normalnym jest, że idziecie celebrujecie sakrament małżeństwa - idziecie do ł&oacute;żka i normalnym jest, że B&oacute;g możę sprawić, że pocznie się dziecko. Jakoś nie rozumiem co w tym strasznego? Wieloletnie chrześcijańskie małżeństwo (&gt;ok 8 lat) kt&oacute;re posiada tylko jedno dziecko jest dla mnie czymś nienormalnym, bo albo ma problemy z płodnością (każdemu może się zdarzyć) albo żyją od lat w skrajnej nędzy albo się po prostu na siebie zamykają. Po prostu nie ma innej możliwości. A m&oacute;wienie, że nie ma pieniędzy to w og&oacute;le do mnie nie przemawia. Tzn. co? Zarabiasz 800 i żyjesz w skrajnej nędzy, tak? M&oacute;j ojciec odkąd pamiętam nie zarabiał więcej niż 2000 zl (choć od 3 mcy dostal lepsza pracę i zarabia 2400 ^^), mama jest od początku małżeństwa na ręcie - 600 zl co daje ok 3000 na 8 os&oacute;b - 375 zl na mc. Jakoś nigdy nie spaliśmy na bruku, zawsze mieliśmy co jeść, uczymy się (ja skończyłem studia, 4 mojego rodzeństwa jeszcze studiuje, najmłodsza jest w 2 liceum) i nigdy nam niczego nie zabrakło. Jak tu nie m&oacute;wić o tym, że Pan B&oacute;g pomaga, że to On jest panem życia i śmierci? Jeśli chcesz przyjąć i po katolicku&nbsp;wychować potomstwo, kt&oacute;rym B&oacute;g Cię obdarzy, a myślisz, że B&oacute;g Ci nie pomoże? Że tak da Ci i już? Miej, troszcz się, a ja idę uprzykrzyć życie komus innemu? No to rzeczywiście... Strach mieć dzieci... Jednakże nie m&oacute;wię, że każdy musi, powinien mieć niewiadomo ile dzieci. Powiem nawet więcej: Większość może nie przekroczyć tr&oacute;jki. Jak patrzę na moich znajomych to bardzo często kończy się na tr&oacute;jce dzieci przede wszystkim z powod&oacute;w zdrowotnych. Ale to nie jest tak, że oni już nie chcą, a wręcz przeciwnie. Razem z moją żoną rozmawiamy o tym często i sami chcemy miec tyle dzieci iloma nas Pan B&oacute;g obdarzy. Niestety na to potrzeba czasu, ale mam nadzieję, że będę m&oacute;gł się cieszyć potomstwem.</p>
anonim2012.08.9 6:48
<p>@Mirmił racja, to właśnie cywilzacja pozbawia powoli, a może już nie powoli przyrost demograficzny. Trzeba jeszcze zwr&oacute;cić uwagę, że choć w 19w wsi średnio połowa dzieci wymierała to i tak było ich dużo... \"Gdzie nie ma ZUSu, rachunk&oacute;w za energię, wodę, czynsz, ajfon&oacute;w w szkołach\" tę listę można rozciągnąć do nieskończoności...</p>
anonim2012.08.9 8:46
<p>XIX wiek rządził sie innymi prawami, dzieci na wsi było dużo ale część ich wymierała, ich utrzymanie nie było drogie i dość często były potrzebną pomocą w gospodarstwie. Dzieci też pracowały.</p> <p>Rachunki za wode i czynsz? Może prądu i ajfon&oacute;w nie było ale czynsz jak najbardziej płacono. Nie było ZUSu, ale ile statystycznie ludzi dożywało emeryturalnej starości (i miało za co żyć) Wszystko pięknie i cudnie jak starszą osobę rodzina przygarnie, ale jeśli nikt z tej rodziny nie żyje? (bo wojna, zaraza itp)</p> <p>Nie gloryfikujmy tak starych czas&oacute;w, skoro nie dane nam było w nich żyć</p> <p>Niech katolickie rodziny mają tyle dzieci ile chcą i na ile pozwala im katolickie podejście do antykoncepcji i zakaz aborcji</p>
anonim2012.08.9 10:18
<p>@<em>MKasperowicz, </em>odnośnie do antykoncepcji - jest zła, ponieważ albo ingeruje w ciało kobiety i m&oacute;wiąc kolokwialnie \"psuje jej płodność\", albo w sam stosunek (akt małżeński), kt&oacute;ry staje się wtedy podobny do piwa bezalkoholowego, deseru ze słodzikiem czy zachowań bulimicznych (wywoływanie wymiot&oacute;w, żeby nie przytyć po zjedzonym posiłku). Natomiast ocena moralna NPR zalezy od intencji. I tu trzeba zacząć od istoty małżeństwa, kt&oacute;re ma wiele cel&oacute;w, a wśr&oacute;d nich - dzieci. Bezwzględnym warunkiem ważności małżeństwa jest zgoda na posiadanie dzieci. Może do niego ostatecznie nie dojść z najr&oacute;żniejszych powod&oacute;w, ale zgoda obojga małżonk&oacute;w musi być. Co więcej musi być trwała - tzn. postanowienie \"nigdy (więcej) dziecka\" p&oacute;źniej nie spowoduje nieważnosci małżeństwa, ale grzechem będzie&nbsp;&nbsp;postanowienie - w sensie AKTU WOLI: NIE CHCĘ. Nie chodzi tu o obiektywne okoliczności (choroba, trudna sytuacja), ale właśnie o \"chcenie\" albo jego brak. O to, czy generalnie chcę mieć dzieci , ale sytuacja uzasadnia odłożenie poczęcia na p&oacute;źniej (może nawet na tzw. święty nigdy), czy też nie chcę mieć dzieci, a &nbsp;okoliczności są wygodnym usprawiedliwieniem. &nbsp;Jeśli nie chcę dzieci - to grzech \"dzieje się\" w tym akcie woli oraz w wykorzystaniu NPR w tej złej intencji. Jeżeli chcę, ale nie mogę &nbsp;- to mogę &nbsp;wykorzystać NPR jako dopuszczalną metodę.&nbsp;</p>
anonim2012.08.9 14:56
<p>Dobrobyt hamuje przyrost naturalny. Jeśli \'instynkt\' widzi że w warunkach kt&oacute;rych żyjemy z całą pewnością nasze potomstwo przeżyje to po co płodzić ich więcej? Im cięższe warunki tym więcej \'nasion\' trzeba sadzić aby zwiększyć szanse na przetrwanie gatunku. Nie ma tu żadnej głębokiej(pozornie) filozofii ani drugiego dna...&nbsp; </p>
anonim2012.08.9 18:53
<p>Nigdy nie rozumiałem topornej nauki KK w kwestii dzieci. Przecież gdy B&oacute;g kazał się ludziom rozmnażać, sytuacja była inna: Ziemia była niezaludniona. Sztywne odnoszenie się do tego wersetu jest więc nadużyciem. Czy Kościołowi nie chodzi po prostu o to, aby w rodzinach katolickich rodziło się jak najwięcej wiernych, kt&oacute;rzy potem ten Kości&oacute;ł utrzymają? Natomiast zupełnie kuriozalna jest teoria o celowości małżeństwa. Wg Kościoła małżeństwo służy przede wszystkim prokreacji. To niedopuszczalne. Małżeństwo jest po to, aby ludzie byli szczęśliwi, nie żyli w samotności. Sporowadzenie zadań małżeństwa do rozmnażania się stawia nas w roli... zwierząt. Czy ksiądz udzielający sakramentu małżeństwa już myśli o tym, ilu potomk&oacute;w będą mieli małżonkowie? Czy oni sami też o tym myślą? A co z ludźmi, kt&oacute;rzy nie chcą mieć dzieci? Przyczyny mogą być r&oacute;żne. Żyję w bezdzietnym małżeństwie prawie 20 lat. Żona jest wierząca, ja jestem agnostykiem - ale oboje nie planowaliśmy dzieci i stosowaliśmy tylko naturalną antykoncepcję (szanuję uczucia religijne żony). Jednocześnie ustaliliśmy, że oczywiście przyjęlibyśmy dziecko, gdyby się pojawiło. Nie pojawiło się. Powtarzam więc pytanie: co z ludźmi, kt&oacute;rzy nie chcą mieć dzieci? Mają byc skazani na życie w samotności? Nie mają prawa do szczęścia, do bliskiej osoby? Do najbliższej osoby, kt&oacute;rą może być tylko wsp&oacute;łmałżonek? Przyczyny nieposiadania dziecka są przecież r&oacute;żne. To nie musi być wcale egoizm czy pęd do kariery. Żona i ja żadnej kariery nie rozwijamy, lubimy ciszę, spok&oacute;j, kameralne życie. Czujemy się w świecie niepewni, jesteśmy skryci. Na kształt naszej psychiki duży wpływ ma dzieciństwo. Zar&oacute;wno żona jak i ja od dziecka wiedzieliśmy, że nie będziemy chcieli mieć dzieci. Nie wiemy, skąd się to wzięło, ale przecież to nie jest jakaś choroba psychiczna. Po prostu są ludzie, kt&oacute;rzy pragną sie rozmnażać, a są tacy, kt&oacute;rzy tego nie chcą. Nie odczuwam potrzeby przedłużenia swoich gen&oacute;w. Żona też nie.&nbsp; Czy jestem z tego powodu kimś gorszym? Nie jestem egoistą, pomogliśmy wielu ludziom, w tym katolikom, kt&oacute;rym nie chcieli pom&oacute;c wsp&oacute;łbracia z grupy religijnej (bodajże był to trzeci zakon, ale nie jestem pewien). Nie czujemy się lepsi od innych, ale nie chcemy być r&oacute;wnież napiętnowani.&nbsp;</p>
anonim2012.08.9 20:53
<p><strong></strong><strong> </strong>Jeżeli ktoś nie rozumie na czym polega wsp&oacute;łczesny kryzys rodziny, to tu ma najlepszy przykład <strong>Nigdy nie rozumiałem topornej nauki KK w kwestii dzieci. Przecież gdy B&oacute;g kazał się ludziom rozmnażać, sytuacja była inna: Ziemia była niezaludniona </strong>Wtedy nie była zaludniona i nikt tego nie zapewni że nieazludniona już nikgdy nie będzie, dlatego więc boża wola jest wciąż aktualna, ale nie o tym. <strong>Wg Kościoła małżeństwo służy przede wszystkim prokreacji. To niedopuszczalne. Małżeństwo jest po to, aby ludzie byli szczęśliwi, nie żyli w samotności Sporowadzenie zadań małżeństwa do rozmnażania się stawia nas w roli... zwierząt. </strong>No c&oacute;ż według biologii zwierzętami jesteśmy, i tak jak one mamy instynkt posiadania potomstwa, ale też nie o tym, gdyż to nie jest ważne i to nie jest istotą problemu. Od zawsze wiedziałem, że nauczanie Kościoła nigdy nie będzie zrozumiałem dla wszystkich, ale chyba dosc jasne jest to, że dla Kościoła małżeństwo jest r&oacute;wnoznaczne z założeniem nowej RODZINY nuklearnej. Kości&oacute;ł ma przewage nad przeciętnym \"wykształciuchem\" w tej mierze, że rozumie słowo \"kochać\" w spos&oacute;b właściwy, i słusznie uczy kochać tylu ludzi ile to tylko możliwe, a nie jak to się myśli wsp&oacute;łcześnie partnera czy partnerki (TFU! Zawsze pytam czy do tańca czy do interes&oacute;w?). W rodzinie wszyscy są razem, nie podlega ona żadnym podział&oacute;w na relacje mąż-żona czy mąż-dziecki, żona-dzieci, a jak najkr&oacute;cej ją zdefiniować? Wsp&oacute;lnota kochających się ludzi. Każdy ma prawo do własnego zdania, ale przyznam że przeraża mnie gdy czytam, że człowiek nie mający męża/żony jest.... samotny. Moja ciotka przez kilkadziesiąt lat opiekowała się starszą i schorowaną mamą (nie miała męża, a co za tym idzie dzieci, żadna ekskomunika, żadne napiętnowanie ze strony KK jej nie spotkało), co sprawiało jej tylko radość. Czy była samotna? W życiu? Czy była szczęśliwa? Jak cholera. Moja kumpela zaopiekoiwała się c&oacute;rką zmarłej koleżanki. Czy była szczęśliwa? Jak cholera. Dzieci to wielkie szczęście, kt&oacute;re poszerzają wsp&oacute;lnotę kochających się ludzi, dzięki czemu cementują małżeństwo. Nie bez powodu małżeństwa bezdzietne rozpadają się częściej, gdyż prostu tego \"czegoś\" im brakuje, przez co kompletnie tracą sw&oacute;j sens. Takie moje osobiste zdanie, jak już pisałem Ty też masz prawo do własnego, tak samo możesz ułożyć sobie życie po swojemu - co tez jest darem bożym i Tw&oacute;j wyb&oacute;r nikogo obchodzić nie powinien - tylko błagam nie r&oacute;b z siebie ofiary, gdyż Tw&oacute;j problem nie polega na tym, że ktoś Cie piętnuje (Kości&oacute;ł nikogo nie piętnuje, ani nikogo nie odrzuca) tylko Ty pewnych rzeczy jeszcze nie zrozumiałeś, ale po prostu zrozumieć nie miałeś zamiaru. <strong> Powtarzam więc pytanie: co z ludźmi, kt&oacute;rzy nie chcą mieć dzieci? Mają byc skazani na życie w samotności? Nie mają prawa do szczęścia, do bliskiej osoby? Do najbliższej osoby, kt&oacute;rą może być tylko wsp&oacute;łmałżonek?</strong>&nbsp; Odopowadam więc raz jeszcze, dop&oacute;ki ci ludzie co nie chcą mieć dzieci nie podzialą losu Maciusia Pierwszego i nie trafią na bezludną wyspę, życie w samotności im nigdy grozić nie będzie. A jeżeli ktoś uważa że osobą najbliższą może być tylko wsp&oacute;łmałzonek, w dodatku używa liczby pojedyńczej a nie mnogiej to jego kondycja duchowa i sfera uczuciowa potrzebują rehabilitacji tudzież redefinicji, ale za niego nikt już tego nie zrozbi. Dobranoc&nbsp;</p>
anonim2012.08.9 21:17
<p>Hej! Jednak nie jestem sam w moim przekonaniu, że NPR może stanowić pewien rodzaj nazwijmy to ekologicznej antykoncepcji. Wiele razy o tym m&oacute;wiłem na r&oacute;żnych spotkaniach i wydawało mi się, że nikt nie podziela mojej opinii, a jednak coś jest na rzeczy. Mamy 7-mioro dzieci i jestem pewien, że B&oacute;g jest Miłośnikiem życia, chociaż czasami się z nim spieram. Nie mamy luksus&oacute;w, wręcz przeciwnie, ale jest coś co nazwę PEŁNIĄ ŻYCIA, a takiej żaden luksus dać nie może.&nbsp;</p>
anonim2012.08.9 21:32
<p>Tyle że NPR nie jest stosowany jedynie w celach \"antykoncepcyjnych\" (choć w żaden spos&oacute;b nie ingeruje w płodność człowieka), świetnie służy także parze kt&oacute;ra pragnie dziecka, gdyż dostarcza wiedzy kiedy jest na to największa szansa. Poza tym wmacnia małżeństwa, ponieważ wymaga od wsp&oacute;łmałzonk&oacute;w ścisłej wspołpracy. O tym też pamiętajcie:)</p>
anonim2012.08.10 8:23
<p>Tytuł jest kompletną porażką i z g&oacute;ry przekreśla wszystkie tezy przedstawione w tym artykule.</p> <p>O ile takie w og&oacute;le są - nie wiem, bo zniechęca on także do czytania zawartości.</p>
anonim2012.08.10 8:34
<p>Owoce prac twoich będziesz spożywał, szczęśliwy jesteś i dobrze ci będzie (Ps 127, 2); i Apostoł: Kto nie chce pracować, niech nie je (por. 2 Tes 3, 10); oraz: niech każdy pozostaje w takim zawodzie i obowiązku, w jakim został powołany (por. 1 Kor 7, 24). &nbsp;Czy tego nie można por&oacute;wnać do macierzyństwa? Ad 1. Dzieci, owoc Miłości dwojga kochających się Prawdziwie Ad 2. Kto nie chce dziecka, niech też nie poddaje się seksualnej pożądliwości zmysłowej ciała Ad 3. Małżeństwo - nasz wolny wyb&oacute;r.</p>
anonim2012.08.10 8:39
<p>&nbsp;</p> <p>Błogosławiony Jana Pawła II:&nbsp; Jeśli tego brak (duchowego nastawienia \"mogę być ojcem\", \"mogę być matką\"), to mężczyzna i kobieta powinni zrezygnować ze wsp&oacute;łżycia. Tak, więc należy zrezygnować z niego, gdy \"nie mogą\" czy też \"nie chcą\", gdy \"nie powinni\" być ojcem i matką. NPR jest DUCHOWĄ ANTYKONCEPCJĄ.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.08.10 9:26
<p>Wyraźnie cierpicie na jakiś \'b&oacute;l dupy\' w tym temacie...&nbsp;</p>
anonim2012.08.10 9:31
<p>Psalm 128</p> <p><strong class=\"T12\"><tt class=\"T10\"> <pre><tt class=\"T8\">Szczęśliwy każdy, kto boi się Pana, kt&oacute;ry chodzi Jego drogami ! Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał, będziesz szczęśliwy i dobrze ci będzie. Małżonka twoja jak płodny szczep winny we wnętrzu twojego domu. Synowie twoi jak sadzonki oliwki dookoła twojego stołu. Oto takie błogosławieństwo dla męża, kt&oacute;ry boi się Pana. Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu, oglądaj pomyślność Jeruzalem przez całe swe życie. Oglądaj dzieci twoich syn&oacute;w. Pok&oacute;j nad Izraelem ! </tt></pre> </tt></strong></p>
anonim2012.08.10 11:25
<p>Ktoś tu madrze napisał. Nic bez przyczyny się nie stało. Kobieta ma okres płodny i niepłodny i o czymś to świadczy. Kobieta nie ma okresu rui. Mamy to szczęście, że można zostać matką/ojcem o każdej porze roku. I to też coś nam m&oacute;wi. Jeżeli egoizm nas do tego nie popycha, to mamy prawo przełożyć decyzję o dziecku. Ale zawierając związek małżeński musimy pamiętać, że bez myśli spełnienia się jako rodzic nie może być mowy o żadnym sakramencie. My płodzimy potomk&oacute;w nie na akord, ale z własnego wyczucia. To wyczucie bez modliwy się nie pojawi. A wiemy jak dzisiaj jest z modlitwą.</p>
anonim2012.08.10 12:30
<p>@Chłopzewsi - piękne jest słowo Boga. Prawie się popłakałem.</p>
anonim2012.08.10 12:34
<p>święty J&oacute;zef i święta Maria mieli jedno dziecko, i jakoś się ich nikt nie czepia; zostawcie swoje mądrości na temat liczebności potomstwa własnemu przypadkowi</p>
anonim2012.08.10 13:20
<p>@Kaktus</p> <p>Prawda, że piękne?!</p> <p>NIc się nie zmieniło w tej kwestii od czas&oacute;w Dawida.</p> <p><strong></strong></p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.08.10 18:23
<p>Niewłaściwie jest ukierunkowana odpowiedzialność. Co boskie Bogu co cesarskie cesarzowi. Przecież to nie zwykli ludzie są odpowiedzialni za to, że w Polsce rządzący politycy stworzyli system demograficzny tak skuteczny jak polityka jednego dziecka w Chinach. W Chinach jest terror urzędniczo-fizyczny a w Polsce urzędniczo-ekonomiczny. Czekam, aż wysocy przedstawiciele kościoła wstawią się wreszcie za prawami rodziny w Polsce i dzieci zamiast zjamowac się przede wszystkim państowym funduszem kościelnym jakby samemu dając przykład, że to sprawy materialne są najważniejsze.</p>
anonim2012.08.12 8:38
<p>Kolejni skrupulanci...Pytania o grzech co grzechem nie jest pokazuje fałsz pseudokatolik&oacute;w. Czytać Biblię!!!!</p>