Benedykt XVI: Po co nam w ogóle wiara?  - zdjęcie
25.06.19, 16:30Fot. Peter Nguyen Minh Trung via Flickr, CC BY 2.0

Benedykt XVI: Po co nam w ogóle wiara?

15

Do tej pory mówiliśmy o wierze i nadziei w Nowym Testamencie i początkach chrześcijaństwa. Wciąż było jednak jasne, że nie mówimy tylko o przeszłości; cała refleksja dotyczy życia i umierania człowieka w ogóle, a zatem interesuje również nas – tu i teraz.

Niemniej musimy zapytać wprost: czy wiara chrześcijańska jest również dla nas dzisiaj nadzieją, która przemienia i podtrzymuje nasze życie? Czy jest ona dla nas «sprawcza» – czyli jest przesłaniem, które kształtuje w nowy sposób samo życie, czy też jest już tylko «informacją», którą z upływem czasu odłożyliśmy na bok i która wydaje się ustępować informacjom bardziej aktualnym? Poszukując odpowiedzi, pragnę wyjść od klasycznej formy dialogu, poprzez który obrzęd Chrztu wyrażał przyjęcie noworodka do wspólnoty wierzących i jego odrodzenie w Chrystusie.

Kapłan pytał najpierw, jakie imię rodzice wybrali dla dziecka, i kontynuował: «O co prosisz Kościół Boży?» Odpowiedź: «O wiarę». «Co daje ci wiara?» «Życie wieczne». W tym dialogu rodzice prosili dla dziecka o dostęp do wiary, wspólnotę z wierzącymi, gdyż w wierze upatrywali klucza do «życia wiecznego». Z tym bowiem, tak wczoraj, jak i dziś, mamy do czynienia w Chrzcie, poprzez który stajemy się chrześcijanami: nie tylko z włączeniem do wspólnoty, nie zwyczajnie z przyjęciem do Kościoła.

Rodzice oczekują czegoś więcej dla dziecka przyjmującego Chrzest: oczekują, że wiara, do której przynależą materialność Kościoła i jego sakramentów, da mu życie – życie wieczne. Wiara jest substancją nadziei. Tu jednak pojawia się pytanie: czy naprawdę tego chcemy – żyć wiecznie? Być może wiele osób odrzuca dziś wiarę, gdyż życie wieczne nie wydaje się im rzeczą pożądaną. Nie chcą życia wiecznego, lecz obecnego, a wiara w życie wieczne wydaje się im w tym przeszkodą. Kontynuować życie na wieczność – bez końca, jawi się bardziej jako wyrok niż dar.

Oczywiście chciałoby się odsunąć śmierć jak najdalej. Ale żyć zawsze, bez końca – to w sumie może być tylko nudne i ostatecznie nie do zniesienia. Jest to dokładnie to, o czym na przykład mówi Ojciec Kościoła Ambroży w przemówieniu z okazji pogrzebu swego brata Satyra: «To prawda, że śmierć nie należała do natury; Bóg bowiem od początku nie ustanowił śmierci, ale dał ją jako środek zaradczy [...]. Z powodu wykroczenia życie ludzkie stało się nędzne, upływało w codziennym trudzie i nieznośnym płaczu. Trzeba było położyć kres złu, aby śmierć przywróciła to, co utraciło życie. Nieśmiertelność jest raczej ciężarem niż korzyścią, jeżeli nie rozświetla jej łaska»[6]. Już wcześniej Ambroży powiedział: «Nie należy płakać nad śmiercią, gdyż prowadzi ona do zbawienia»[7].

Niezależnie od tego, co dokładnie chciał powiedzieć św. Ambroży w tych słowach – prawdą jest, że gdyby śmierć została wyeliminowana lub odsunięta w nieskończoność, ziemia i ludzkość znalazłyby się w sytuacji niemożliwej i nie przyniosłoby to korzyści również samej jednostce. Oczywiście jest pewna sprzeczność w naszym postępowaniu, która wiąże się z wewnętrzną sprzecznością naszej egzystencji.

Z jednej strony nie chcemy umierać; zwłaszcza ci, którzy nas kochają nie chcą naszej śmierci. Z drugiej jednak, nie pragniemy też istnieć w nieskończoność, a także ziemia nie została stworzona z taką perspektywą. Czego więc tak naprawdę chcemy? Ta paradoksalność naszej własnej postawy rodzi głębsze pytanie: czym w rzeczywistości jest «życie»? Co w rzeczywistości oznacza «wieczność»? Są chwile, w których niespodziewanie zaczynamy rozumieć: tak, to właśnie jest to – prawdziwe «życie» – takie powinno być.

Przeciwnie, to co na co dzień nazywamy «życiem» w rzeczywistości nim nie jest. Augustyn w swoim długim liście o modlitwie, skierowanym do Proby, bogatej wdowy rzymskiej, matki trzech konsulów, napisał kiedyś: W gruncie rzeczy pragniemy tylko jednej rzeczy – «szczęśliwego życia», życia, które po prostu jest życiem, po prostu «szczęścia». Ostatecznie w modlitwie nie prosimy o nic innego. Nie dążymy do niczego innego – tylko o to chodzi. Potem jednak Augustyn mówi: patrząc lepiej, wcale nie wiemy, czego pragniemy, czego właściwie chcemy. Nie znamy bowiem tej rzeczywistości; także w tych momentach, w których myślimy, że jej dotykamy, nie osiągamy jej naprawdę. «Nie wiemy, o co byłoby stosowne prosić», wyznaje słowami św. Pawła (por.Rz 8, 26). Wiemy jedynie, że to nie jest to. Niemniej, w naszej niewiedzy wiemy, że ta rzeczywistość musi istnieć. «Jest zatem w nas, aby tak powiedzieć, światła ignorancja (docta ignorantia)», pisze. Nie wiemy, czego prawdziwie pragnęlibyśmy; nie znamy tego «prawdziwego życia»; niemniej wiemy, że musi istnieć coś, czego nie znamy, a do czego dążymy[8].

Myślę, że Augustyn w sposób bardzo precyzyjny i zawsze aktualny opisał tu podstawową sytuację człowieka, sytuację, z której wywodzą się wszystkie jego sprzeczności i nadzieje. W jakiś sposób pragniemy życia, tego prawdziwego, którego potem śmierć nie tknie; równocześnie jednak nie znamy tego, ku czemu zmierzamy. Nie możemy zaprzestać dążenia do tego, a równocześnie wiemy, że to wszystko, czego możemy doświadczyć albo co zrealizować, nie jest tym, czego pragniemy.

Ta nieznana «rzecz» jest prawdziwą «nadzieją», która nas inspiruje, a jej niepoznawalność jest równocześnie przyczyną wszelkiej rozpaczy, jak też wszelkich pozytywnych czy destruktywnych zrywów w stronę autentycznego świata i autentycznego człowieka. Słowo «życie wieczne» usiłuje nadać imię tej nieznanej a znanej rzeczywistości. Z konieczności jest to określenie niewystarczające, które wywołuje zamieszanie.

Określenie «wieczne» budzi w nas bowiem ideę czegoś nie kończącego się, i tego się lękamy; kojarzy nam się ze znanym nam życiem, które kochamy i którego nie chcemy utracić, ale jednak równocześnie przynosi ono więcej trudu niż zaspokojenia, a zatem podczas gdy z jednej strony pragniemy go, z drugiej go nie chcemy. Możemy jedynie starać się myślą wybiec poza doczesność, w której jesteśmy uwięzieni i w jakiś sposób przeczuwać, że wieczność nie jest ciągiem następujących po sobie dni kalendarzowych, ale czymś, co przypomina moment ostatecznego zaspokojenia, w którym pełnia obejmuje nas, a my obejmujemy pełnię. Byłby to moment zanurzenia się w oceanie nieskończonej miłości, w którym czas – przed i potem – już nie istnieje.

Możemy jedynie starać się myśleć, że ten moment jest życiem w pełnym znaczeniu, wciąż nowym zanurzaniem się w głębie istnienia, podczas gdy po prostu ogarnia nas radość. Tak to wyraża Jezus w Ewangelii według św. Jana: «Znowu [...] jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać» (16, 22). Taki kierunek musimy nadać naszej myśli, jeśli chcemy zrozumieć, ku czemu dąży chrześcijańska nadzieja, czego oczekujemy od wiary, od naszego bycia z Chrystusem[9].

Z encykliki ,,Spe salvi'' Benedykta XVI

Komentarze (15):

stahu2019.06.25 23:09
Czy to ten Augustyn ...co kazał biblijny chrześcijański kościół Irlandzki tępić mordować ?
Zaciekawiony 2019.06.25 18:00
Piękne i mądre słowa Benedykta XVI.
Cogito ergo sum2019.06.25 17:45
WIARA CZŁOWIEKOWI JEST POTRZEBNA JAK RYBIE ROWER. PAMIĘTAJCIE LEWAKI.
anonim2019.06.25 17:41
Wiara służy jedynie klechom do: wyciągania pieniędzy od ludzi i gwałceniu dzieci!
abrakadabra2019.06.25 17:36
https://natemat.pl/276953,brejza-ujawnia-kolejne-liczby-pis-nie-radzi-sobie-ze-smieciami-z-niemiec
nikt2019.06.25 17:29
Wiara w rozumieniu KK nam na nic . Będąc cząstką Boga mamy ją bowiem w sobie . Od ludów pierwotnych oddajemy cześć czemuś , czego nie rozumiemy . W miarę ludzkiego rozwoju poszerzamy wiedzę w tym zakresie a ten Kościół tak zamącił ten Żywy Zdrój , który w nas płynie , że wielu uznało wodę z niego za niezdatną do picia i z niej zrezygnowało .
ebe ebe2019.06.25 17:13
Nie wiadomo po co - ale każdy ma prawo wierzyć i nie wierzyć - w co tylko zechce - a żeby było uczciwie - dla siebie i ZA SWOJE!!!
JONASIK2019.06.25 17:11
Nie chce mi się czytać, ale takie pytanie od papieża: Po co nam w ogóle wiara? jest trochę dziwne. Hmmm, to tak jakby prostytutka zapytała: Po co nam w ogóle sex?
Marcin2019.06.25 17:18
Jezus powiedział... choc byś miał wiary, jak ziarnko gorczycy, góry bedziesz przenosił ;) Jest to rodzaj przenośni, lecz mówiacy o sprawach waznych dla poszczególnych ludzi... bowiem w chwilach strasznych, nie tylko człowiek, ale i całe Narody mogą dokonywac rzeczy niemozliwych :) Wierzysz chociażby w swoją rodzinę? To już dużo, masz w nich oparcie, pociechę... w to wierz, a bedzie Ci dane :) Bym zapomniał, Bóg nie jest katolikiem... to tak miedzy nami ;P
JONASIK2019.06.25 17:34
ej, Bóg jest katolikiem i to w dodatku polskim katolikiem. Zapamiętaj to sobie raz na jutro :)
Marcin2019.06.25 17:57
Bogowie juz kiedys mieli narodowość ;P Rzymiarze swojego Jowisza a Grecy Zeusa... każdy miał swoje miejsce, oraz mozliwości lvl ;)
Zaciekawiony 2019.06.25 18:57
Szkoda ,że nie chce Ci się przeczytać .
matis892019.06.25 16:55
Benedykcie XVI, ostatni katolicki papieżu przyjeżdżaj do Polski. Więzią Cię tam w Watykanie bo masoni ustanowili oszusta Bergoglio który nie jest nawet katolikiem. Twój naród wzgardził Tobą bo Niemcy wybrały islamizację, lewakoateizm, sodomię, Rząd Światowy, Religię Światową i multikulti wracając do swoich nazistowskich korzeni przez które Europa znowu cierpi. Więc przyjeżdżają do Polski Benedykcie XVI, ostatni katolicki papieżu, to Polska przyjmie Cie z otwartymi ramionami i radością.
violencja2019.06.25 16:38
Tytan umysłu.
stahu2019.06.25 23:01
a pedałów nie rozgonił !