Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował wczoraj o podtrzymaniu decyzji o zastosowaniu wobec posła Zbigniewa Ziobry środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Do decyzji tej odniósł się sam były minister sprawiedliwości, który podkreśla, że „została podjęta jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia”.

- „Postępowanie miało wyłącznie charakter fasadowy i dostarczyło konkretnych przykładów nadużyć oraz podwójnych standardów”

- stwierdził w mediach społecznościowych.

Przypomniał, że w składzie zasiadła sędzia Anna Szymacha-Zwolińska, która wcześniej uczestniczyła w sprawie aresztu wobec posła Marcina Romanowskiego. Odrzucono wniosek obrony o jej wykluczenie.

- „Zasadą rzetelnego procesu jest to, że sędzia, która wcześniej oceniała ten sam materiał dowodowy i te same zarzuty w tej samej sprawie, nie powinna ponownie jej rozpoznawać”

- przypomniał parlamentarzysta.

Wskazał, że „sąd orzekający w wadliwie i nieobiektywnie ukształtowanym składzie oddalił wszystkie wnioski obrony - zarówno dowodowe, jak i formalne”, w tym „te, które zmierzały do uzupełnienia materiału i rzetelnego wyjaśnienia sprawy”.

Wobec tego były minister nie ma wątpliwości, że „celem było osiągnięcie z góry założonego efektu politycznego”.

- „Przez dziewięć godzin obrona przedstawiała argumenty i wnioski, a sąd niemal natychmiast po zakończeniu posiedzenia wydał rozstrzygnięcie”

- zauważył.

W ten sposób, jak podkreśla, nie było możliwości uczciwego przeanalizowania sprawy.

- „To nie było rzeczywiste rozpoznanie, lecz formalne zatwierdzenie decyzji podjętej wcześniej. Nie było to rozstrzygnięcie procesowe, ale polityczna decyzja ubrana w pozór orzeczenia”

- stwierdził.

Zbigniew Ziobro oświadczył, że „domaga się jedynie prawa do uczciwego procesu przed bezstronnym sądem”. Zaznaczy przy tym, że stawiane mu zarzuty „są bezpodstawne i sfabrykowane, a cała sprawa stanowi polityczną zemstę”.