Formalnym powodem przyjazdu Załużnego do Kijowa była sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii. „Ukraińska Prawda” napisała: „Formalny powód wezwania ambasadora Ukrainy w Londynie do Kijowa pojawił się niejako sam – premier Jego Królewskiej Mości Keir Starmer właśnie przygotowywał się do złożenia dymisji”. Pierwsza część rozmowy z Zełenskim miała dotyczyć więc relacji ukraińsko-brytyjskich.
Później prezydent Ukrainy przeszedł jednak do tematu wyborów. Według źródeł portalu Zełenski mówił, że sytuacja na froncie rozwija się korzystnie, społeczeństwo pozostaje wystarczająco zjednoczone, a więc pojawiło się „okno możliwości” do przeprowadzenia głosowania. Jednocześnie miał podkreślać, że najważniejsze jest uniknięcie nowego wewnętrznego podziału, który mogłaby wywołać rywalizacja Zełenskiego z Załużnym.
„Jeśli wybory odbędą się jesienią, czy będzie pan kandydował?” – miał zapytać Zełenski. Jak podaje „Ukraińska Prawda”, Załużny odpowiedział: „Tak. Będę”. Generał miał tłumaczyć, że nigdy nie dążył do kariery politycznej, ale wielu ludzi pokłada w nim nadzieję i nie potrafiłby im wyjaśnić, dlaczego miałby zawieść ich zaufanie.
Na tym naciski miały się nie skończyć. Podczas pobytu w Kijowie z Załużnym spotkali się także sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Rustem Umierow oraz przewodniczący frakcji Sługa Narodu Dawyd Arachamija. Mieli oni powtarzać argumenty o ryzyku podziału społeczeństwa i zbyt ostrej kampanii wyborczej. „Bracie, ale przemyśl to jeszcze raz” – mieli powiedzieć generałowi na pożegnanie.
Sprawa jest dla Zełenskiego wyjątkowo niewygodna, bo Załużny pozostaje jedną z najbardziej zaufanych postaci ukraińskiego życia publicznego. Najnowsze badanie Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii pokazuje, że ufa mu 73 proc. Ukraińców. Kyryłowi Budanowowi ufa 70 proc., a Wołodymyrowi Zełenskiemu 61 proc.
Jednocześnie ukraińskie wybory wciąż są obciążone problemem stanu wojennego. Sam Zełenski mówił wcześniej, że głosowanie powinno odbyć się dopiero po zakończeniu wojny, a nie podczas chwilowego zawieszenia broni. W praktyce oznacza to, że ewentualny jesienny termin wymagałby nie tylko decyzji politycznej, ale także rozwiązania poważnych problemów prawnych, bezpieczeństwa i organizacji głosowania dla milionów obywateli, w tym żołnierzy oraz uchodźców.
