Kiedy w Sejmie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek prezentował tzw. „ustawę praworządnościową”, a w posiedzeniu tym uczestniczyła przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka, do siedziby KRS weszli wczoraj prokuratorzy w asyście policji. Śledczy żądali wydania akt spraw prowadzonych przez rzeczników dyscyplinarnych sędziów, a kiedy te żądania nie zostały spełnione, siłą rozpruwano zamki do ich gabinetów i otwierano sejfy. Co znamienne, obaj rzecznicy przebywali w tym czasie na wyjeździe. W kraju nie było też prezydenta, który brał udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.
W czasie dzisiejszej konferencji prasowej wczorajsze wydarzenia podsumowała szefowa KRS, która zwróciła uwagę, że teraz władza wykonawcza może w podobny sposób potraktować każdy organ konstytucyjny, w tym na przykład Sąd Najwyższy.
- „Po wczorajszym dniu stwierdzam, że minister sprawiedliwości może sobie powiedzieć o każdym ogranie konstytucyjnym, że nie jest tym organem, bo on tak twierdzi. Tak było z rzecznikami dyscyplinarnymi sędziów sądów powszechnych, tak jest także z KRS”
- powiedziała.
- „Pan minister nie uznaje mnie jako legalnej przewodniczącej. Musi tolerować, że ja występuję w Sejmie. Nie uznaje sędziów Sądu Najwyższego, wszczęte jest śledztwo za podszywanie się za funkcjonariuszy publicznych. W każdej w chwili, na tej samej zasadzie, jak to było wczoraj w siedzibie KRS, mogą wejść do Sądu Najwyższego. To jest rzecz niespotykana, nie ma takiego państwa, które mieni się państwem prawnym, żeby przedstawiciele władzy wykonawczej w stosunku do innych organów tak postępowali”
- dodała.
Wskazała na zniszczenia, które spowodowały wczorajsze działania prokuratury w siedzibie KRS.
- „Pokażę te pomieszczenia i pokażę w jakim stanie się znajdują po dokonaniu tych czynności. Był wiceprzewodniczący Zdun i adwokaci. Złożyli ponad 40 zastrzeżeń do tej czynności”
- podkreśliła.
- „Mam szereg zastrzeżeń. Nie mogłam korzystać w pełni swobodnie z obiektu, którego jesteśmy najemcami. Zostałam ograniczona w swojej wolności osobistej. Nie mogłam wychodzić tylnym wejściem, gdzie znajdują się samochody służbowe. (…) Nie mogłam wpuścić osób, które chciałam wpuścić i z którymi chciałam porozmawiać. Wyjść mogłam tylko na metr z obiektu i wrócić tylko ja, bo wiceprzewodniczący Rady także nie był wpuszczany. Sędziowie członkowie Rady nie byli wpuszczani do obiektywu, jak wyszli. Doszło do takiego zamieszania, że asystentka pana prokuratora nie została w pewnym momencie wpuszczona”
- dodała.
