- Oddzielenie prokuratury od rządu, mimo rozmaitych słabości, spowodowało, że część postępowań prokuratorskich znalazła się poza zasięgiem nieformalnych grup interesu tworzących tzw. układ. Przykłady, które nasuwają się to sprawa uruchomienia postępowania przeciwko Ryszardowi Krauzemu, która zaowocowała gorliwą zmianą przez rząd kodeksu spółek handlowych oraz sprawa przeciw gen. Czempińskiemu i związanymi z nim operacjami prywatyzacyjnymi. Sytuacja, w której część prokuratury stała się niesterowalna wzbudziła więc zaniepokojenie.

 

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wypowiedzi płk. Przybyła i gen. Parulskiego są jednobrzmiące, to wygląda, jakby płk Przybył chciał - udolnie czy mniej udolnie - wyświadczyć przysługę gen. Parulskiemu i tym środowiskom, które widzą w nim swojego reprezentanta. Włączenie prokuratury wojskowej w pion cywilny, może spowodować dalsze uniezależnienie części postępowań od nieformalnych grup interesu.

 

Na sprawę można spojrzeć pod kątem śledztwa smoleńskiego. Dziś prokurator Seremet jest w Moskwie. Bez wątpienia to, co się wydarzyło osłabia jego pozycję wobec rosyjskich partnerów. Zarówno strzał Przybyła jak i publiczne wypowiedzenie posłuszeństwa wiceprokuratora generalnego Parulskiego, odpowiedzialnego za śledztwo smoleńskie, nastąpiło krótko przed wyjazdem prokuratora generalnego Seremeta do Moskwy. Gdy on prowadzi delikatne negocjacje ze swoim tzw, rosyjskim odpowiednikiem, żeby zdobyć czy przyspieszyć przekazanie informacji, dwa dni wcześniej, osoba odpowiedzialna w Polsce za wykorzystanie tych materiałów, dezawuuje swojego przełożonego.

 

Czy ta operacja Parulskiego ma odsunąć Seremeta? Niekoniecznie, może na tyle osłabić jego pozycję, że jego autorytet będzie podważony i ograniczone przez to pole działania. Wiele wskazuje, że za Parulskim stoi prezydent Komorowski. Pamiętajmy, że stan przewlekłego napięcia jest korzystny dla nieformalnych grup interesu, które nie chcą skutecznie działającej prokuratury.

 

Wypowiedź płk. Przybyła, która miała sugerować coś innego, mogła być zasłoną dymną, bądź też wyrazem pogubienia tego człowieka – dodaje Zybertowicz.

 

Not. Jarosław Wróblewski