Wedle zeznań Joanny Krasowskiej-Deptuły, w momencie katastrofy miał do niej zadzwonić mąż. W składanych przed prokuraturą zeznaniach kobieta twierdziła, że mąż nagrał się na skrzynkę pocztową jej telefonu w chwili katastrofy. - Słychać było krzyk męża: "Asia, Asia". W tle było dużo głosów, ale nie można było ich rozpoznać. Były trzaski, krzyki. Trzaski były krótkie, ostre dźwięki. Tak jakby łamał się wafel lub plastik plus dźwięk przypominający hałas wiatru w słuchawce telefonu - miała zeznać Joanna Krasowska-Deptuła.

Dziennikarze RMF FM ustalili, że takiego telefonu nie było, był natomiast inny. Po przeanalizowaniu billingów prokurator Zbigniew Rzepa potwierdził tę informację. - Wiadomość w telefonie pani Deptuły pochodzi od osoby, która dzwoniła z terytorium Polski - powiedział. Reporterom RMF FM udało się dotrzeć do informacji, że na telefon Joanny Krasowskiej-Deptuły ponad godzinę po tragedii nagrał się znajomy jej męża.

Dziennikarzom śledczym i powtarzającym dzisiaj ich odkrycia mediom trudno nie zadać kilku pytań. Czy żona nie jest w stanie rozpoznać głosu męża? Czy z Polski można nagrać odgłosy paniki, krzyków wielu ludzi i rozpadającego się samolotu? Czy dziennikarze twierdzą, że żona posła Deptuły wymyśliła sobie całą tę sytuację? Czy też może „Wprost” wymyślił jej zeznania?

A może -  to też wygląda bardzo wiarygodnie – okazało się, że dorzucone dla podkręcenia materiału zeznania, które miały osłodzić zrzucenie całej winy na stronę Polskę – za bardzo przyciągnęły uwagę dziennikarzy i zwróciły uwagę na niewygodne fakty, i dlatego trzeba je błyskawicznie i wbrew zdrowemu rozsądkowi, prostować?

TPT/RMF FM

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »