- Polski dystrybutor zatytułował bowiem film "Szwindel. Anatomia kryzysu". Może i efektownie, ale od czapy, bo akurat nie o anatomię światowego załamania finansowego najbardziej tu chodzi, choć, przyznajmy, film wyjaśnia i tę kwestię w sposób zrozumiały dla laika – czytamy w felietonie Ziemkiewicza.

Na kanwie filmu publicysta pisze o „śmierci systemu, do którego przyzwyczailiśmy się tam bardzo, że niczego innego sobie nie wyobrażamy” i nawiązuje do tego, co Jarosław Kaczyński nazwał „układem”. - Przeżuwacze, uwarunkowani przez media jak przysłowiowe psy Pawłowa, na samo to słowo reagują rechotem albo agresją, ale tylko ono jest tu stosowne. Tak jest, "Branża" pokazuje, że nawet Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej rządzi tak naprawdę Układ (to jest właśnie ta tytułowa "Job") – ocenia Ziemkiewicz.

Publicysta podkreśla, że obywatel w sumie może wybrać kogo chce, ale i tak wybierze „ludzi z Branży”. - I nie ma w tym wcale, wbrew polskiemu tytułowi, żadnego szwindlu, jeśli rozumieć pod tym słowem łamanie prawa. Nie może zresztą być, skoro to "Branża" trzyma nad stanowieniem prawa kontrolę. Nie ma też niczego demonicznego, nie bardziej, w każdym razie, niż walec drogowy rozgniatający co mu leży na drodze. Po prostu - tak umiera demokracja, gdy traci korzenie – konstatuje Ziemkiewicz.

Redaktor Ziemkiewicz ocenia, że skoro nie ma klasy średniej, to nie ma i demosu. Zatem, nie ma także kontroli nad oligarchią. Jego zdaniem, powtarza się więc historia ze starożytnego Rzymu. - Problem nie w tym, żeby usunąć triumwirów, bo znajdą się następni, albo tylko pomoże się jednemu z nich w pozbyciu się konkurentów i sięgnięciu po dyktaturę. Jedyną radą może być odbudowanie demosu, odbudowanie klasy średniej, czy, jak kto woli, społeczeństwa obywatelskiego – uważa publicysta.

Zdaniem Ziemkiewicza, „tam, gdzie nie ma społeczeństwa, a są tylko zatomizowane, porozbijane jednostki, gromada singli goniących każdy za swoją marchewką, którą mu ktoś wymachuje na kiju przed nosem - tam natychmiast władzę przejmuje jakaś "branża".

- Tak właśnie, jak się to stało w Polsce po długo oczekiwanym, ale niestety przespanym przez naród upadku komunizmu w jego sowieckiej wersji. Teraz, gdy szykuje się równie efektowny upadek eurosocjalizmu w jego wersji brukselskiej, tym bardziej trzeba się starać, aby Polacy znowu nie zaspali i nie obudzili się dopiero wśród zgliszczy i długów – konstatuje publicysta.

Całość felietonu na portalu Interia.pl.

eMBe