„Jest to oszczerstwo od dawna obecne w repertuarze anonimowych internetowych opluskwiaczy − zbyt często powtarzane w tych samych słowach, by nie podejrzewać, iż działających w sposób zorganizowany − na kolportowanie którego jednak nie odważył się dotąd nikt występujący pod własnym nazwiskiem. I, ostrzegam po dobroci, nikomu tego robić nie radzę” - wyjaśnia swoje motywy Ziemkiewicz.



„O sprawie pisałem częściej, niż by wypadało publicyście dbającemu o to, by nie zanudzać czytelników swą osobą. Z faktu, iż jestem płatnikiem KRUS, nigdy nie czyniłem tajemnicy − przeciwnie, rozgłosiłem go sam, traktując jako jeden z licznych absurdów III RP. Fakt ten wynika z narzuconego przez obowiązujące prawo przymusu tzw. powszechnego ubezpieczenia społecznego. Jako właściciel ponad dziesięciu hektarów ziemi ornej, nie zatrudniony na etacie i nie prowadzący działalności gospodarczej, jestem zobowiązany realizować ów ustawowy przymus właśnie za pośrednictwem KRUS. Gdybym tego nie robił, groziłaby mi wysoka grzywna za uchylanie się od jednego z głównych „dobrodziejstw socjalizmu” plus zapłata zaległych składek z ustawowymi odsetkami” - podkreśla publicysta i dodaje, że Machała musi o tym wiedzieć.



„Jestem zdecydowanym przeciwnikiem sądowego pieniactwa i „pyskówek”, ale w oczach przeciętnego czytelnika, widza i słuchacza osoba publiczna, która nie reaguje na oszczerstwa, uwiarygodnia je. Nie mam zatem innego wyjścia, niż bronić swego dobrego imienia, jeśli będzie to konieczne, na drodze sądowej” - dodał Ziemkiewicz i wezwał Machałę do usunięcia oszczerczych zarzutów. „Przy przeprosinach z jego strony (choć oczywiście byłby na miejscu) upierać się nie będę, bo nie są mi do niczego potrzebne. Uprzedzam jednocześnie że każdego, kto chciałby dopuszczać się kolportowania insynuacji, jakoby moje uczestnictwo w KRUS było jakimś nadużyciem, cwaniactwem czy oszustwem, będę zmuszony ścigać sądownie, domagając się nie tylko kosztownego odszczekania oszczerstw, ale również stosownego zadośćuczynienia” - dodał. I na koniec ostrzegł, że zapowiedź tę trzeba traktować absolutnie poważnie.



Machała „zastanawia się nad odpowiedzią” i prosi o pomoc czytelników portalu naTemat.pl. A także dalej atakuje Ziemkiewicza. „W felietonie nie miałem na myśli łamania prawa przez Rafała Ziemkiewicza. Przez "dymanie" rozumiałem wykorzystanie pewnej możliwości. Być może językoznawcy będą się musieli wypowiedzieć w tej sprawie. Rolnicy mają prawo korzystać w Polsce z przywileju, jakim jest KRUS. Rafała Ziemkiewicza jednak nie znałem dotąd jako rolnika. Nic nie wiem o jego sukcesach w nasadzaniu, w produkcji żywności. Bywałem z kamerą w różnych miejscach, by nagrywać jego wypowiedzi. Nigdy jednak nie rozmawialiśmy o roli, o plonach, o przetwórstwie. Zawsze rozmawialiśmy o polityce, mediach, publicznych występach pana Ziemkiewicza. Reasumując: nic nie wiem o rolniczej działalności pana Ziemkiewicza. Wiem że jest utalentowanym pisarzem, pełnym pasji polemistą, bardzo pracowitym publicystą, że prowadzi liczne autorskie spotkania” - podkreśla.



TPT/Rp.pl/naTemat.pl