Organizatorzy pielgrzymki do Smoleńska postawili pod ścianą większość rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Pod płaszczykiem stosowania demokratycznych rozwiązań chcą oni przeforsować zgodę na wywiezienie z Polski krzyża, który stał do niedawna przed Pałacem Prezydenckim. Jeśli im się to uda, krzyż do Polski może już nigdy nie wrócić. Choć organizatorzy zapewniają, że przyjedzie on razem z nimi z powrotem, na miejscu część z rodzin "nieinspirowana" przez nikogo może zmienić zdanie. Usłyszymy wtedy, że rodziny prosiły, by krzyż pozostał na miejscu katastrofy smoleńskiej, więc wszyscy się zgodzili. Gdy okaże się później, że nie rodziny, tylko jedna z rodzin, i nie prosiła, tylko została poproszona, będzie już za późno...
Wygląda na to, że zapowiadane spotkanie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w Kancelarii Prezydenta jest kolejną odsłoną akcji marginalizowania pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Usunięcie krzyża sprzed Pałacu spowodowało, że z przestrzeni publicznej zniknęła nagle kwestia katastrofy. Informacje o niej pojawiają się tylko, gdy media odkryją nowe wątki w spawie. Wywiezienie krzyża z Polski może być dokończeniem dzieła stłumienia pamięci o katastrofie smoleńskiej i jej ofiarach rozpoczętego kilka godzin po tragicznym wypadku.
Sprawa udziału krzyża w pielgrzymce do Smoleńska od początku budziła niesmak. Oczywiste było, że jest to próba usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego przykryta szczytnym celem wyjazdu modlitewnego na miejsce katastrofy smoleńskiej. Obecnie, by krzyż sprzed Pałacu już nigdy nikomu nie przeszkadzał, postanowiono zdaje się wywieźć go do Smoleńska na stałe. Tylko tam nie będzie bódł w oczy osób politycznie odpowiedzialnych za katastrofę. Z kościoła świętej Anny zawsze może go ktoś przecież wynieść.
Zgodę na zesłanie krzyża mają wydać rodziny ofiar - tak będzie przedstawiany wynik demokratycznego głosowania ws. krzyża. Postawiono więc rodziny ofiar katastrofy przed wyborem: iść do Kancelarii Prezydenta, czy zgodzić się mimowolnie na wywiezienie krzyża. A ten wybór jest haniebny, ponieważ w związku ze skandalicznymi zaniedbaniami m.in. prezydenta Komorowskiego i rozpętaniem przez niego burzy wokół krzyża wiele rodzin do Kancelarii Prezydenta wcale przyjść nie będzie chciało. Im kazano decydować, czy iść na spotkanie, które sprawi im ból, czy nie iść i zgodzić się na wywózkę polskiego krzyża do Rosji. A to jak wybór między pobiciem bliskiej osoby a zgodą na jej zsyłkę na Sybir. Zdawać by się jednak mogło, że czas takich wyborów już się skończył...
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

