"Gazeta”  podaje, że kpt. Arkadiusz Protasiuk nie otrzymał ani prognozy, która mówiła o podstawie chmur 60 m, czyli poniżej minimum do lądowania, ani tej która pojawiła się 21 minut przed katastrofą, a została przekazana służbom operacyjnym na Okęciu wraz z informacją o warunkach na lotniskach zapasowych. Utknęła u starszego synoptyka służby wojskowej.  Rzecznik dowództwa sił powietrznych powiedział „GW”, że "wojskowa prokuratura i komisja min. Millera badają tę sprawę” . Polscy piloci wojskowi twierdzą, że istniała techniczna możliwość połączenia się z Polski z tupolewem albo przez radiostację, albo satelitę.



- Wszyscy wiedzieliśmy, jak ważny jest ten lot. Kalkulowali pewnie, że gdyby potem okazało się, iż pogoda się poprawia, a Tu-154 poleciałby na lotnisko zapasowe, to na nich spadłaby odpowiedzialność za wielogodzinne opóźnienie uroczystości katyńskich - mówi jeden z pilotów, z którym rozmawiali dziennikarze "GW". Płk Piotr Łukaszewicz, były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa sił powietrznych, jest zaskoczony, że załoga mogła dostać "lepszą" wersję prognozy. Pułkownik nie ma wątpliwości, że zapowiedź tak złych warunków na smoleńskim lotnisku była wystarczającym powodem, by od razu startować na lotnisko zapasowe.

 

Ł.A/Gazeta Wyborcza