W ramach legnickiego Festiwalu Srebra zaprezentowana została wystawa "There will be blood". Jej elementem są zdjęcia Arvidy Bystrom, która fotografowała plamy krwi na majtkach kobiet w rożnych sytuacjach. "To zdjęcie było motorem wystawy" - wyjaśnia Monika Szpatowicz, kuratorka całego festiwalu w rozmowie z "Wyborczą". I tłumaczy: "Modelka oddaje się lekturze, nie bacząc na plamę, która pojawiła się na jej majtkach. Serię takich jej fotografii publikowały światowe magazyny modowe, by zwrócić uwagę na naturalność zjawiska, a nie temat wstydliwy. W książce wpisów, która towarzyszy naszej wystawie, nie znalazło się choćby jedno zdanie potępiające zamysł kuratora czy pomysły artystów. Jednak niektórzy nawet w XXI wieku mają zabobonny stosunek do fizjologii, która ich zdaniem godzi w uczucia religijne i symbole, których przecież na wystawie nie ma".
Właśnie o obrazę uczuć religijnych a także naruszenie godności kobiety organizatorów wystawy oskarżyli radny z Legnicy, ksiądz oraz część mieszkańców. Rzecznik prasowy diecezji legnickiej, ks. Waldemar Wesołowski uważa, że wystawa to prowokacja. I przypomina, że już w 2006 roku organizatorzy festiwalu postawili na szokowanie. Pokazali wtedy koloratkę z naszytymi insygniami SS oraz monstrancję z prezerwatywą. Protesty przeciwko oburzającej wystawie zainicjował Adam Wierzbicki, były radny PiS.
Także teraz Wierzbicki jest liderem oburzonych mieszkańców Legnicy. Podczas legnickiej rady miejskiej odczytał podpisany przez legniczan apel w sprawie wystawy. "To nie jest sztuka, to tabu, przecież nawet przed mężem żona zachowuje swoją intymność. A na wystawie święty Józef patrzy na rozkraczone nogi menstruującej kobiety. Pokazane są tu jakieś sprężynki do usuwania ciąży i inne bezeceństwa" – wyjaśnia w rozmowie z "Wyborczą".
Kurator wystawy Piotr Rybaczek w odpowiedzi na protesty podkreśla "sakralny charakter krwi, dzięki której życie jest możliwe i bezcenne". Tłumaczeń nie przyjmują jednak oburzeni mieszkańcy Legnicy, którzy złożyli w sprawie wystawy doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Rzeczniczka prokuratury mówi, że skoro doniesienie o obrazie uczuć religijnych zostało złożone, to musi zostać sprawdzone. Jeśli prokuratura przyzna rację protestującym, organizatorom wystawy grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia na dwa lata.
Beb/Wyborcza.pl
