Wykład kardynała ukazuje mechanizmy braku tolerancji we współczesnym świecie i narastającej agresji wobec określonych grup społecznych. Wskazuje także na ograniczenia wolności człowieka, wynikające z doprowadzenia tego pojęcia do absurdu. Jako wstęp kardynał przytacza dwa przykłady braku tolerancji. Z jednej strony przypomina następstwa uchwalenia w Kalifornii poprawki do stanowej konstytucji - tzw. "Propozycji 8", w której małżeństwo definiuje się jako związek mężczyzny i kobiety. Agresja zwolenników "małżeństw" homoseksualnych, przejawiająca się w dewastowaniu świątyń katolickich, mormońskich i ewangelickich, pobiciach i grożeniu śmiercią osobom, które opowiadały się za tradycyjną definicją małżeństwa i inne taktyki dyskryminacji trwające od listopada ubiegłego roku praktycznie nie są relacjonowane w międzynarodowych środkach przekazu.- Niewielu aktywistów praw człowieka wyraziło sprzeciw wobec oczerniania i mowie nienawiści skierowanym przeciw zwolennikom Propozycji 8. Generalnie media wykazały śladowe zainteresowanie tej formie zorganizowanego poniżania, która rozciąga się nawet na pozbawianie ludzi możliwości znalezienia pracy, tylko dlatego, że nie zgadzają się z ideą "małżeństwa" homoseksualnego. Musielibyście długo i ciężko się naszukać, by usłyszeć historie osób, nad którymi się znęcano, lub które pobito ponieważ uważali, że małżeństwo możliwe jest tylko między mężczyzną a kobietą. Nie muszę chyba przypominać, że ten dziwaczny brak uwagi nie miałby miejsca, gdyby ofiarami szantażu i znęcania się byli zwolennicy "małżeństw" homoseksualnych.Drugim przykładem braku tolerancji przytoczonym przez mówcę był przypadek procesów przeciw krytykom Islamu. Choć w większości przypadków sądy dochodziły do konkluzji, że krytyki terroryzmu islamskiego nie można zaklasyfikować jako mowy nienawiści, koszty długotrwałych procesów idą w miliony dolarów.- Aprobuję ustawodawstwo potępiające podburzanie do przemocy i uznaję za właściwe ściśle ograniczone przepisy regulujące problem "mowy nienawiści". Jednak z tego drugiego rodzaju regulacji powinniśmy korzystać oszczędnie, inaczej zadusi zdrową, uzasadnioną krytykę, pogłębiając napięcia i rozdrażnienie, narastające w ukryciu, niebezpośrednio wzmacniając to, czemu ma aspiracje zapobiegać. - Nikt we współczesnym świecie zachodnim nie sugeruje nawet, że powinno się zdelegalizować krytykę Chrześcijaństwa. Obecny premier Australii powiedział, że gdyby katolicy mieli buntować się za każdym razem, gdy są krytykowani, mielibyśmy systematyczne rozruchy. - Ceną obrony lekkomyślnych oskarżeń o mowę nienawiści, czas im poświęcony, lęk wynikający z bycia uwikłanym w procesy sądowe żywcem wzięte z Kafki, wszystko to wpływa na klimat otwartości, dławiąc szczerą dyskusję i powodując fermentację nietolerancji w ukryciu. Od kiedy Ayatollah Khomeini skazał zaocznie na karę śmierci Salmana Rushdie (w zeszłym miesiącu minęło 20 lat), wiele osób na Zachodzie zaczęło praktykować auto-cenzurę w odniesieniu do Islamu. Tak samo wydajemy się akceptować fakt, że byli muzułmanie krytykujący Islam i ekstremizm, tacy jak Ayaan Hirsi Ali wymagają 24-godzinnej ochrony policji. - Co mówią nam te dwie historie nietolerancji? Powinniśmy odnotować jak w dziwny sposób najbardziej permisywne grupy i społeczności, np. kalifornijscy liberałowie w przypadku Propozycji 8 łatwo stają się represyjni, pomimo rozbudowanej retoryki dotyczącej różnorodności i tolerancji. Występuje jednostronność dyskryminacji i poniżania. Opozycja wobec "małżeństw" homoseksualnych jest homofobią, zatem czymś złym; jednak chrystianofobiczne wciąganie na czarną listę i poniżanie pomija się milczeniem. Możesz zostać podany do sądu za mowę nienawiści jeśli podejmujesz dyskusję o przemocy islamskiej, jednak muzułmanie nie muszą lękać się oskarżeń o mowę nienawiści demonstrując z transparentami głoszącymi: "Hamas, Hamas, Żydzi do gazu!"- Truizmem jest stwierdzenie, że nie wszystkie religie są takie same, Może być to dla nas punktem oczywistym, jednak bardzo rozpowszechnione jest przekonanie, że wszystkie religie odnoszą się zasadniczo do tych samych zagadnień i są mniej więcej podobne z moralnego punktu widzenia, jeśli chodzi o zło i dobro które uczyniły ludzkości. A jednak między religiami, wewnątrz religii i w zakresie zasług dla kultury i społeczeństwa istnieją znaczące różnice. W demokracji wierzący i niewierzący muszą mieć wolność dyskutowania o tych różnicach, krytykowania wierzeń innych (katolicy nazywają to apologetyką) i ewangelizacji (lub propagowania swych wierzeń), respektując wolność osoby. Ważna jest tu wzajemność - to nie ulica jednokierunkowa. - Niektórzy z sekularystów wydają się lubić ulice jednokierunkowe. Ich brak tolerancji w stosunku do chrześcijaństwa powoduje, że pragną pozbyć się go nie tylko z życia publicznego, lecz też pozbawić możliwości prowadzenia edukacji, placówek zdrowotnych i opieki społecznej. Tolerancja zaczęła oznaczać dla różnych grup różne rzeczy. Jednym z preferowanych środków radzenia sobie ze spostrzeganą nietolerancją są ustawy anty-dyskryminacyjne. Jak pokazuje doświadczenie ze sfery anglojęzycznej, idea przeciwdziałania dyskryminacji ma potężny wpływ na opinię publiczną. Jest efektywnie wykorzystywana do redefinicji małżeństwa i przyzwolenia na uznanie rozmaitych rodzajów związków jako fundamentu rodziny. Prawa walczące z dyskryminacją, w parze z nowymi technologiami reprodukcji umożliwiły, aby dziecko miało troje, czworo, lub pięcioro rodziców. Przez to idea wychowania dziecka przez jego naturalną matkę i naturalnego ojca stała się tylko preferencją podzielaną przez większość dorosłych. Niewiele zważa się na prawo dziecka do bycia poczętym z miłości, do znania i bycia wychowywanym przez swych biologicznych rodziców. Agenda legislacyjna ukierunkowana jest na zaspokojenie potrzeb i ambicji dorosłych. W dalszej części wykładu kardynał podaje przykłady kolejnych aktów dyskryminacji chrześcijańskich instytucji - np. zmuszanie katolickich pracodawców do pokrywania kosztów antykoncepcji stosowanej przez ich pracowników, walkę z klauzulą sumienia pozwalającą chrześcijańskim lekarzom na odmowę zabijania pacjentów (udziału w aborcji i eutanazji) itp. - Współczesny liberalizm wykazuje silne tendencje totalitarne. Zakłada, że instytucje i stowarzyszenia mogą istnieć tylko za zgodą Państwa i aby istnieć legalnie, muszą podporządkować się poleceniom i normom Państwa. Współczesny liberalizm odszedł daleko od tradycyjnego liberalizmu, który spostrzegał osobę, rodzinę a także np. stowarzyszenie jako ważniejsze od Państwa. Państwo w ujęciu tradycyjnego liberalizmu istnieje tylko po to, by spełniać funkcje potrzebne osobom i rodzinom, jednak będące poza ich możliwościami. Tradycyjny liberalizm rozumiał, że Państwo istnieje by pomagać, wspierać ludzi, rodziny, stowarzyszenia. Ludzie, rodziny, stowarzyszenia nie istnieją po to by wspierać funkcje Państwa. Jest to w sposób jednoznaczny sformułowane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (1948), w której zapisane jest np. że "Rodzice maję prawo pierwszeństwa w wyborze rodzaju nauczania, którym objęte będą ich dzieci." (Art 26/3); a także w Międzynarodowym Pakcie Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych (1966) zapewniającym rodzicom edukację religijną i moralną zgodną z ich własnymi przekonaniami (art. 13/3).Współczesny liberalizm z kolei dąży do kompletnego wyeliminowania chrześcijaństwa i wartości chrześcijańskich ze społeczeństwa. Dlaczego? Kardynał Pell odpowiada:- Wydaje się, że tak jak wiara i przekonania religijne ludzi mają zejść do sfery prywatnej i zostać wyeliminowane z życia publicznego, tak samo posługa świadczona przez agencje kościelne na rzecz społeczeństwa musi zostać zsekularyzowana. Posługa Kościoła zawsze była źródłem jego rozwoju i siły, a kościelne instytucje zajmujące się służbą społeczną, edukacją, rodziną, zdrowiem i opieką nad osobami starszymi były świadkami wartości chrześcijańskich. Częścią logiki stojącej za atakiem na wolność Kościoła do służenia ludziom jest podważenie świadectwa jaką posługa ta daje przekonaniom chrześcijańskim. Celem jest zneutralizowanie tego świadectwa chrześcijańskiego Objawienia. Nie ma potrzeby odwodzenia Kościoła od posługi dla społeczeństwa, jeśli uda się ją zsekularyzować. Kardynał stawia na koniec wykładu pytanie o granice wolności. Czy rzeczywiście współczesny liberalizm (zwłaszcza aspekt rewolucji seksualnej) daje nieograniczoną wolność człowiekowi?- W sercu współczesnego pojmowania autonomii leży absolutna wolność seksualna. W chwili obecnej rozciąga się ona daleko poza preferencje co do praktyk seksualnych, form związków, a nawet metod i sposobów rozmnażania się, tworzenia rodziny i wykorzystywania ludzkiej reprodukcji w badaniach medycznych. Posłaniem wczesnych dni rewolucji seksualnej (ledwie maskowanym hasłem "żyj i pozwól żyć", a tworzącym przestrzeń dla "odmiennych form miłości") było założenie, że tolerowane będzie niewiele ograniczeń autonomii seksualnej. To właśnie założenie powoduje tak silne naciski by wyeliminować religię z życia publicznego. Jednak zawsze będą ograniczenia. Już w tej chwili istnieje wiele dowodów, iż autonomia człowieka jest ograniczana - gdy wolność seksualna staje się napędem konsumpcji i zasadą organizującą życie ekonomiczne. Wynikiem tego jest ponowne pojawienie się niewolnictwa, lawinowo narastająca eksploatacja człowieka w postaci pornografii i prostytucji, komercjalizacja macierzyństwa zastępczego, handlu jajeczkami, produkowanie i destrukcja ludzkich embrionów i linii komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego. Na poziomie indywidualnego człowieka, możliwości osiągnięcia szczęścia są poważnie ograniczone brakiem miłości, lękiem i desperacją, związaną z zapewnianiem sobie autonomii kosztem innych ludzi. Ograniczenia są nieodłącznym elementem bycia człowiekiem. Jedynym pytaniem jest - czy będą to ograniczenia wynikające z posługi innym, czy ograniczenia granic autonomii, a także czy dominować będzie egoizm, czy miłość drugiego człowieka.Tłum: Bogna Białecka
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
