Plagi były ciągiem fenomenów pogodowych, które rozpoczęły się od nagłego osuszenia klimatu. Rosnąca temperatura zmieniła Nil w błotnisty strumyk, co umożliwiło rozwój słodkowodnych alg Oscillatoria rubescens, które obumierając barwiły wodę na czerwono. To z kolei miało wywołać stres u kijanek, które zaczęły w przyspieszonym tempie dojrzewać, przekształcając się w żaby i wylegać na ląd.

Gdy żaby zaczęły zdychać, zabrakło naturalnego wroga dla much i komarów, co oznaczało pojawienie się kolejnej plagi. - Wiemy, że insekty przenoszą choroby, takie jak malaria, więc następnym etapem reakcji łańcuchowej byłby wybuch epidemii – twierdzi prof. Werner Kloas, biolog z Instytutu Leibniza.

Z kolei grad, szarańcza i ciemność miał wywołać jeden z największych wybuchów wulkanu w historii. Wulkan na śródziemnomorskiej wyspie Thera wyrzucił 3 tysiące lat temu do atmosfery miliardy ton pyłu, który w zderzeniu z burzowymi chmurami nad Egiptem wywołał ogromne opady gradu. Pojawienie się szarańczy spowodować miał nawrót wilgotnego klimatu.

A śmierć pierworodnych? To proste – synowie pierworodni jako pierwsi zbierali ziarno, w którym zalęgły się toksyczne grzyby. Jednak zdaniem dr Roberta Millera z Katolickiego Uniwersytetu Ameryki te domysły nie mają większej wartości duchowej. - Problem z naturalistycznymi tłumaczeniami jest taki, że tracimy cały sens. A sens jest taki, że wyszliśmy z Egiptu nie dzięki katastrofom naturalnym, ale dzięki interwencji Boga – twierdzi naukowiec.

 

sks/Gazeta.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »