Jak „Wyborcza” pisze o Kościele? Jak jej wygodnie. Łaskawym okiem patrzy na „postępowych” księży, którzy od czasu do czasu chlapną coś pozytywnego na temat związków partnerskich, zniesienia celibatu czy kapłaństwa kobiet. Szczególną estymą jej redaktorzy dażą eksów – księży, którzy rzucają sutannę w kąt... i chodzą od TVN24, przez Tomasza Lisa do „Wyborczej”, plując na Kościół jak potłuczeni. Z maniakalnym uporem tropią każdą, nawet najmniejszą, bolączkę Kościoła, by podnieść ją do rangi potężnego problemu, który przeważa przysłowiową czarę goryczy. Cel jest zawsze ten sam – jak najbardziej obrzydzić nie tylko samą instytucję jako taką, ale także osoby wierzące.

 

My to wiemy nie od dziś, ale coraz mocniej zdają sobie z tego sprawę... sami czytelnicy „Gazety”. A co więcej – zaczynają mieć tego zwyczajnie dość, czego dają wyraz na przykład w listach do redakcji. Niedawno czytałam na przykład (szczególnie mocno eksponowany!) list ojca, oburzonego stanowiskiem Episkopatu ws. in vitro. Biedny, tak się rozemocjnował, że nie zauważył nawet fundamentalnego faktu – Kościół nigdy nie potępiał samych dzieci poczętych tą metodą, które oczywiście uważa za tak samo wspaniałe i dobre, jak te poczęte naturalnie. Ale sztuczne zapłodnienie uznaje za metodę niegodziwą, bo podczas tego procederu giną setki zarodków. Już nie mówiąc o tym, że jeśli chodzi o leczenie niepłodności to jest ona w 100 proc. nieskuteczna, bo jak nazywać leczeniem działanie ukierunkowane jedynie na efekt – danie rodzicom upragnionego potomka?

 

W ostatnim czasie w „Dużym Formacie” (czwartkowym dodatku „Gazety”) pojawiły się dwa wyjątkowo odrażające reportaże o księżach. Ostatni pt. „Smutno mi ekscelencjo” Adama Szarego był szeroko komentowany na Fronda.pl. I to właśnie ten tekst, traktujacy o pięciu powodach, dla których księża zrzucają sutanny i jednym, dla których tego nie robią, wywołał sprzeciw jednej ze stałych czytelniczek „Wyborczej”. - Nie mam mentalności wyznawcy spiskowych teorii, nakazów płynących z "ośrodków". Ten ostatni artykuł jest jednak tak prymitywnie propagandowy, że nikt w latach 1970-1995 by go nie wydrukował. Czy wtedy nie można byłoby znaleźć podobnych proboszczów, jak opisani? Nie było chciwości, pożądania, zakłamania, żądzy władzy i nienawiści wśród księży? Wszystko było, tylko media PRL-u wiedziały, że taki artykuł powiększyłby tylko nienawiść ludzi do władzy, a po 1989 r. mogłoby wydrukować taki artykuł tylko NIE Urbana, ale nie "Gazeta Wyborcza" – pisze kobieta, której list znajdziemy na stronie „Gazety” (swoją drogą szacun dla redakcji, że zdecydowała się go opublikować, to warto zanotować, bo nie zdarza się często).

 

- Teraz najważniejsze jest to, co dziennikarze uznają, że jest "na czasie", co lud kupi, a więc zapłaci. Dlatego na pierwszej stronie DF-u jest tytuł: "Nie pójdę w pościel. Młodzi księża mówią, że mają pięć powodów, by zrzucić sutannę". Ten artykuł został napisany pod ten sam trend, na który postawił/wykreował Palikot zakładając swoją partię. Czysty cynizm – ocenia surowo czytelniczka.


Zwraca także uwagę na reportaż Adama Czerwińskiego „Portfel księdza”, który tak szpetnie eksponował „kawałki” sugerujące, jakoby bohater tekstu zarabiał krocie, że trzeba było niezwykle uważnie czytać artykuł, by się przekonać, że nie do końca tak jest. Co więcej, wizja o rzekomo ciężkich księżowskich trzosach została zbudowana na kanwie rozmowy z jednym (sic!) proboszczem. - Naprawdę uważacie Państwo, że to się wam i życiu społecznemu opłaci? Czy tylko opłaci się bieżąco sukcesem typu tabloidowego? - pyta czytelniczka.

 

Być może o to właśnie chodzi, bo z różnych medialnych doniesień wynika, że sprzedaż „Wyborczej” spada na łeb, na szyję. A jak wiadomo, elektoratu wychowanego na piersi tandemu Urban-Palikot nie brak. Z niecierpliwością czekam na „faktowe” tytuły na okładach, typu „Biskup pijał rozbił auto” czy „Ksiądz pedofil każe zlizywać śmietanę z kolan”...

 

Marta Brzezińska