- Nie potrafię do końca określić, które media są dziś platformerskie, które lewicowe czy salonowe. Te trzy grupy łączy jednak jedno: „antypisizm”. Wielu jednak dziennikarzy zaklasyfikowanych jako bardzo pisowskich ma duży dystans do tej formacji. Oni po prostu nie są w obozie politycznej poprawności. A temu obozowi chodzi o to, aby już niczego poza nim nie było. To jest jak mainstream kontra reszta świata. Reszcie trzeba odebrać głos. „Rzeczpospolita” będzie teraz przechodzić na taką stronę. Oczywiście przy zachowaniu pewnych dekoracyjnych ról, jak pozostawienie kilku publicystów.
Czy to przypomina mroczny czas komunizmu? Charakter represji jest bardziej miękki, ale to nie znaczy, że mniej dotkliwy. Nikogo inaczej myślącego nie zamyka się do więzień, nie funkcjonuje oficjalny okólnik kogo nie publikować, chociaż wiadomo kogo. W stanie wojennym bojkotowano oficjalne media, a teraz mamy opiniotwórcze media prywatne, gdzie jeden właściciel ma po kilka tytułów, które jednak nie wiele się między sobą różnią.
Będzie teraz pokusa sprowadzenia sytuacji z lat 90., gdzie salon będzie chciał zdominować całość medialnego tortu. Na marginesie tego będzie Fronda.pl czy „Gazeta Polska”, ale bez realnego wpływu na świadomość Polaków. Będzie się chciało zmonopolizować opinię społeczną, choć nigdy do końca nie może się to udać. Będzie nam się chciało pokazać w pluralizmie różni się ze sobą Paradowska z Żakowskim czy Olejnik z Lisem.
Może chłopaki z „Uważam Rze” założą własne czasopismo? Trzyma się wydawana niezależnie „Gazeta Polska”. Może jakiś kapitalista zdecyduje się inwestować w media konserwatywne, które są przeznaczone w końcu dla 30 proc. społeczeństwa. Przecież koszule produkuje się w różnych rozmiarach i wszystkie się sprzedają – dodaje Wolski.
Not. Jarosław Wróblewski

