Wielkie produkcje kinowe, które dotykały problemu wojny z terroryzmem, były do tej pory w większości przesiąknięte liberalną ideologią, która mówi, że w wojnie z terroryzmem nie można stosować tortur, a wolność jednostki jest ważniejsza od życia i zdrowia potencjalnych ofiar zamachów. Obrazy te pokazywały problem w sposób infantylny i przez to były niewiarygodne. Film „Nie do pomyślenia”, który w maju wchodzi na ekrany polskich kin, pokazuje sprawę w znacznie lepszy i bardziej złożony sposób.

W tym filmie od początku nic nie jest proste. Widz nie jest „prowadzony”, nie może utożsamiać się z żadną z pokazanych w nim stron czy postaci. Z jednej strony mamy bowiem wyrachowanego zamachowca, który zamierza wysadzić w powietrze kilka amerykańskich miast przy pomocy bomb nuklearnych. W imię ideologicznej wojny z USA, muzułmanin, były żołnierz chce powalić na kolana Stany Zjednoczone, zmusić je do wycofania się z wojny z terroryzmem, a przy tym zabić miliony ludzi. Zamachowiec w swojej walce z USA nie tylko decyduje się na podłożenie bomb, ale również sam oddaje się w ręce amerykańskiej policji, ponieważ chce cierpieć za swoją sprawę. A cierpieć będzie, ponieważ do gry wchodzi amerykańskie wojsko, które sięga po swojego speca od przesłuchań. Jednak daleko mu do bohaterów typowych dla patriotycznych amerykańskich produkcji. Bohater, grany przez Samuela L. Jacksona, to zimny drań, który torturami zamierza zmusić przesłuchiwanego do zeznań. - Każdego da się złamać - mówi . Wraz z uciekającym czasem przechodzi kolejne granice w znęcaniu się nad przesłuchiwanym. A czas leci nieubłaganie, ponieważ terrorysta wcale złamać się nie daje. On chce być torturowany...

W filmie pokazane są w bardzo ciekawy sposób postawy osób, które muszą podjąć decyzję, jak zmusić zamachowca do zeznań. Główny znęcający się, traci z czasem pewność, że uda mu się zmusić terrorystę do zeznań. Potem pada ofiarą własnej zapalczywości i wyrządzanego zła, traci zdolność racjonalnego myślenia i wszelkie zahamowania. Jednocześnie jest przekonany, że to na nim ciąży odpowiedzialność za bezpieczeństwo milionów Amerykanów. Przemianę przechodzi jedna z funkcjonariuszek FBI, która jest początkowo oburzona metodami przesłuchań, ale z czasem – widząc bezwzględność i wyrachowanie terrorysty – przechodzi na drugą stronę. Szybko jednak wraca. Pokazani są w nim zakłamani politycy i dowódcy wojskowy, którzy wydają rozkazy, a chwilę potem chowają się za plecami osób wykonujących je. I wreszcie pokazany jest terrorysta, który w imię swojej chorej idei jest w stanie poświęcić życie swoje, swojej żony i dzieci.

Zamachowiec grożący wysadzeniem w powietrze wielu milionów ludzi, którego przesłuchują amerykańscy żołnierze, jest z jednej strony skazany na ich łaskę, ale z drugiej ma nad nimi władzę. To w jego głowie tkwi bowiem wiedza, która pozwoli na zapobiegnięcie zamachowi. Film „Nie do pomyślenia” pokazuje niestety realną w dzisiejszym świecie rzeczywistość. Terroryzm jest zjawiskiem wszechobecnym, a sceny takie jak pokazane w filmie, zapewne dzieją się również na świecie. Jak zmusić terrorystę do mówienia? Jak daleko można się posunąć? Na widza nie czekają gotowe odpowiedzi. Jest tylko pytanie - co można zrobić, by zapobiec zamachowi, w którym zginą miliony rodaków? I do końca filmu widz musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie...

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »