Bronisław Wildstein, publicysta:
Przeniesienie krzyża odbyło się zupełnie poza opinią publiczną. Po cichutku, nagle został on przeniesiony do kaplicy. Sposób ten budzi spore wątpliwości. To działo się ukradkiem, choć całą sprawę wywołał przecież prezydent swoimi oficjalnymi wypowiedziami i wywiadami. Pokazywane jako próba załagodzenia konfliktu wmurowanie tablicy w Pałac Prezydencki wyglądało natomiast jak prowokacja.
Obecna decyzja to kolejne nieuzgodnione z nikim zachowanie. To budzi najgorsze skojarzenia. Dziwnie wygląda demokracja, w której ukrywa się decyzje przed opinią publiczną. Ludzie nie wiedzą, kto, kiedy i w jakich okolicznościach podjął decyzję. Cała sprawa budzi niesmak. Prezydent, który sprowokował całą sprawę, potem nie próbował podjąć żadnej debaty ze swoimi przeciwnikami, teraz nakazał w sposób samowładny usunięcie krzyża. Sposób jaki tego dokonano nie mieści się w standardach demokratycznych.
Zasłanianie się porozumieniem ws. krzyża jest w tej sprawie nieuprawnione. Ciągle nie ma przecież odpowiedzi na podstawowe pytanie, jak upamiętnić ofiary katastrofy smoleńskiej. Pamięć o niej władza stara się obecnie minimalizować. To wszystko sprawia, że obecny gest Kancelarii Prezydenta nie może zostać przyjęty jako koncyliacyjny. Tuż po wyborze prezydent Bronisław Komorowski powiedział, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. Jednak żeby tak było, trzeba chociaż próbować porozumiewać się ze swoimi oponentami. W tym przypadku nawet takich prób nie widzieliśmy.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

