Bronisław Wildstein dla Fronda.pl: Propaganda Platformy skuteczniejsza niż komunistyczna - zdjęcie
15.10.15, 15:38

Bronisław Wildstein dla Fronda.pl: Propaganda Platformy skuteczniejsza niż komunistyczna

3

- To, że Prawo i Sprawiedliwość wygra te wybory jest oczywiste. Mogę założyć się o to o dowolną sumę. Natomiast nie oznacza to, że będzie rządzić samodzielnie. Gra toczy się o to, żeby mimo wygranej, PiS nie mógł sformułować rządu. Możemy mieć do czynienia z koalicją wszystkich przeciwko partii Jarosława Kaczyńskiego. - mówi portalowi Fronda.pl Bronisław Wildstein. 

Karolina Zaremba, portal Fronda.pl: Platforma Obywatelska opublikowała dzisiaj swój najnowszy spot kampanijny, w którym znów straszy rządami Prawa i Sprawiedliwości. Odnosi się wrażenie, że im bliżej do wyborów, tym propaganda partii rządzącej dotycząca złowrogiego oblicza partii Jarosława Kaczyńskiego przybiera na sile. Czy retoryka wywołująca lęk i obawy przed PiS-em przyniesie pozytywny efekt dla Platformy?

Bronisław Wildstein: Nie wydaje mi się, żeby zwiększyło się straszenie PiS-em ze strony Platformy Obywatelskiej. Strategia partii Ewy Kopacz jest sprowadzona do groźby rządów Prawa i Sprawiedliwości. Tak dzieje się od 2007 roku. Już wtedy Platforma wygrywając wybory parlamentarne skoncetrowała się wyłącznie na straszeniu IV Rzeczpospolitą. Cały czas przez dwie kadencje podstawowy przekaz Platformy jest taki: „No, nie zawsze wszystko nam wychodzi, ale przecież ten PiS jest straszny”. Warto zwrócić uwagę na to, że wszystkie ideowe wyznaczniki tego, czym pierwotnie była Platforma – partia liberalna, która miała obniżać podatki, doprowadzić do zrównoważeniu budżetu, zmniejszyć zadłużenie – zostały radykalnie zaprzeczone. Jest to partia, która prawie dwukrotnie zwiększyła polskie zadłużenie, zwiększyła i zwiększa podatki, która miała deregulować, a reguluje. Wszystkie programowe obietnice okazay się oszustwem. Jedynie zostaje opowiadanie o tym, że PiS jest straszny. Ta nicość i nędza Platformy ujawnia się właśnie w takim przekazie.

Wyborcy widzą, że w Polsce jest źle, brakuje pracy, a w tej która jest są niskie płace, że coraz więcej rodzin jest rozdzielonych przez emigrację. Czy to, co sami Polacy mogą doświadczyć w swoim życiu nie jest bardziej przekonujące niż przekaz partii rządzącej? Czy może propaganda jest tak skuteczna, że zagryzą zęby, byle tylko nie doprowadzić do władzy partii Kaczyńskiego?

To, że Prawo i Sprawiedliwość wygra te wybory jest oczywiste. Mogę założyć się o to o dowolną sumę. Natomiast nie oznacza to, że będzie rządzić samodzielnie. Gra toczy się o to, żeby mimo wygranej, PiS nie mógł sformułować rządu. Możemy mieć do czynienia z koalicją wszystkich przeciwko partii Jarosława Kaczyńskiego. Jedynym innym elementem jest Ruch Kukiza, jednak Paweł Kukiz zrobił wszystko, żeby zmarnotrawić swoje spore poparcie prezydenckie. Natomiast wszystkie inne partie są partiami establishmentu. Wydawałoby się, że PSL, .Nowoczesna, Platforma i Lewica mogą różnić się programami, jednak paradoks polega na tym, że dla nich wszystkich podstawową sprawą jest obrona status quo – jest to element oligarchicznego porządku, który panuje w Polsce. Oligarchia są to rządy nielicznych w swoim własnym interesie. Jeśli PiS nie zdobędzie wystarczającej większości, być może z Kukizem, to te wszystkie inne partie stworzą koalicję rządzącą, która będzie kiepsko funkcjonowała – ale rządy Platformy również fatalnie funkcjonują. Tym, którzy rządzą jest dobrze, a Polakom – to już inna sprawa.

Czy ten przekaz trafia do Polaków? Oczywiście, że tak. Ludzie nie obcują bezpośrednio z całą rzeczywistością. Zasięg widzenia jest zawsze ograniczony. Zwykle dostrzegają tylko bliską sobie rzeczywistość. Wiedzę o reszcie uzyskują współcześnie za pomocą mediów. Jeżeli mamy ośrodki opiniotwórcze w Polsce, które są homogeniczne, wówczas nie są mediami, a propagandą, która dodatkowo okazuje się skuteczniejsza niż ta z czasów komunizmu. Jest równie kłamliwa, ale przynosi większe efekty.

Zespół bzdur, którymi karmi nas propaganda podskórnie trafia do ludzi. Wciąż została spora grupa wyborców Platformy. Kolejnym paradoksem jest to, że nie są to ludzie „dobrze wykształceni z wielkich miast”, ale „słabo wykształceni z małych ośrodków”. Jest to jedno z typowych oszustw III RP, która stoi na kłamstwie.

Czy przekaz medialny ulegnie zmianie jeżeli PiS wygra wybory?

Nie. Przekaz tych mediów nie może ulec zmianie, ponieważ te ośrodki nie są żadnymi mediami, tylko potężnym elementem propagandy. Ich twórcy, prowadzący, organizatorzy i właściciele mają swoją pozycję, dzięki stanowi Polski, jaki zabezpiecza aktualnie Platforma i jaki tworzy III RP. Jest to państwo słabe, na którym mogą żerować silni. To w tym modelu ukształowały się media. Ci ludzie w normalnych warunkach nie uzyskaliby tego miejsca, w którym są. Walczą więc o swoją pozycję i o swój interes.

Myślę, że PiS po zmianie władzy będzie musiał coś zrobić z mediami publicznymi, które są w katastrofalnym stanie. Możemy w całej okazałości oglądać, że niczym nie różnią się od mediów w czasach PRL – u. Należałoby odbudować media publiczne. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że zwycięstwo polityczne to nie wszystko. Zbyt łatwo wyobrażamy sobie, że zmiana stanu rzeczy to zmiana polityczna. Współcześnie władza jest rozproszona, a władza polityczna to tylko jeden z jej elementów. Poza tym mamy władzę wielkiego biznesu, silnych korporacji – głównie prawniczych, ośrodków kulturalnych, władzę mediów. Mamy tutaj układ oligarchiczny III RP, zawsze wrogi wobec tych, którzy próbują przywrócić Polsce demokrację. W związku z tym, zmiana tej sytuacji wymaga sporo czasu.

Czy ta zmiana jest możliwa?

Oczywiście, że jest realna. Wygranie wyborów tak, żeby rządzić samodzielnie przez PiS – zwłaszcza, że prezydent wychodzi spoza układu III RP – daje duże szanse. Problem III RP to jest słabe państwo, które jest utrapieniem dla zwykłych obywateli, a żerowiskiem dla silnych pasożytów. Odbudowa państwa jest możliwa, ale wymaga czasu i wysiłku.

Urodziłam się już w „wolnej Polsce”, więc nie przeżyłam na własnej skórze propagandy komunistycznej. Wydaje mi się jednak, że wówczas sytuacja była nieco bardziej krystaliczna – komuniści posiadający media, poprzez które uprawiają propagandę i ludzie, którzy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Dzisiaj obraz jest dużo bardziej skomplikowany – wolna Polska, a media już nie. Czy w pewnym sensie ludziom, którzy żyli w PRL - u było łatwiej być odpornym na to, co media próbują wtłoczyć im do głów?

W PRL – u był szczelny system informacji, totalitarny. Panował monopol przekazu. Polacy zupełnie mu nie wierzyli. Paradoks polega na tym, że po upadku komunizmu w „wolnej Polsce” stworzono system propagandowy, który okazał się dużo bardziej skuteczny. Polacy w dużej mierze wierzą w ten przekaz. Wszystko jedno czy ci ludzie głosują na Platfromę, na Petru, czy Zjednoczoną Lewicę. Głosują ci, u których ta propaganda ukształtowała obraz otoczenia. W nowej rzeczywistości propaganda okazała się sprawniejsza. Propaganda komunistyczna była mniej skuteczna.   

Komentarze (3):

anonim2015.10.15 15:56
Młodzi wyborcy mogą tego nie wiedzieć, że w peerelu również można było głosować na przedstawicieli trzech partii, tyle że umieszczeni oni byli na jednej liście tzw. Frontu Jedności Narodu. Były to: PZPR , ZSL oraz SD( zwane popularnie stronnictwem drżących) . Obecnie niby się wiele zmieniło, ale pewne mechanizmy funkcjonują nadal. Może zatem wszystko by było bardziej jasne gdyby reaktywować Front Jedności Narodu.
anonim2015.10.15 16:16
@mareknowicki. zależy, który wyborca i o czym chce pamiętać. Co zaś do Begerowej, to przecież nie kto inny tylko TVN zatrudniła ją w "reality show" mającym na celu obalenie rządu. Po której stronie znalazł się Giertych to wiadomo, w przeciwieństwie do tego dlaczego musiał umrzeć A.Lepper. Dlatego zgadzam się - koalicja w naszym ustroju nie sprawdza się.
anonim2015.10.15 16:54
Mamy w Polsce najgorszy system wyborczy jaki znam. Z konieczności i z obywatelskiego obowiązku będę głosował na PiS, ale normalnie głosowałbym na Kukiza, bo on chce rozwalić system zabetonowany zarówno przez PO jak i PiS. Do lekkiego nadkruszenia betonu należałoby, by niezależnie od sympatii politycznych głosować nie na pierwszego kandydata na liście, lecz na drugiego lub jeszcze dalszego na liście. Ci pierwsi z listy już są wybrani. To są ci, którzy niekoniecznie najbardziej zasłużyli się nie Polsce, tylko swemu bossowi, albo boss najbardziej liczy na ich bezkonfliktową współpracę.