Grzegorz Wierzchołowski, dziennikarz "Gazety Polskiej": Edmund Klich w Polsce mówi, że głównymi przyczynami katastrofy smoleńskiej były naciski na pilotów. W tym kontekście wymienia gen. Andrzeja Błasika i w domyśle Lecha Kaczyńskiego. W Rosji natomiast opowiada co innego. Jego wywiad dla rosyjskiej gazety, w którym stwierdził, że część ofiar tragedii przeżyła samą katastrofę i zmarła chwilę później, jest zdumiewający. Wcześniej ani słowem nie wspominał o takiej możliwości, ani nie komentował doniesień medialnych opisujących, że ktoś mógł przeżyć.
W całej spawie najbardziej zdumiewa fakt, że poza portalem wPolityce.pl i kilkoma niszowymi mediami nikt tematu nie podjął. A wywiad ten jest rzeczą pierwszorzędną dla śledczych i rodzin ofiar. Nikt jednak nie wyjaśnia tej sprawy, nie zaprasza się Edmunda Klicha i nie pyta się go o to.
Nie mam wglądu w akta śledztwa, ale z naszych wiadomości wynika, że to, co Klich mówił w Rosji, może być prawdą. Świadczą o tym różne godziny zgonu w aktach ofiar katastrofy, czy doniesienia o karetkach odjeżdżających na sygnale z miejsca wypadku, a nawet informacje prasowe, w których zaraz po katastrofie pojawiała się informacja o tym, że ktoś mógł przeżyć. Należy również pamiętać, że w przypadku katastrof lotniczych samo zderzenie z ziemią na ogół ktoś z pasażerów przeżywa.
Tak było w Libii, gdzie przeżyło jedno dziecko. Nawet w katastrofie nad Lockerbie kilka osób przeżyło moment uderzenia z ziemią umierając kilkadziesiąt sekund później, choć maszyna spadała z 9 kilometrów i została uszkodzona w wyniku wybuchu bomby. Dziwi więc, że Rosjanie i Polacy już na wstępie wykluczyli możliwość przeżycia przez kogokolwiek zderzenia z ziemią. Wydaje mi się, że Edmund Klich tym razem wiedział, co mówi. Razi jednak, że usłyszeliśmy te słowa w wywiadzie dla rosyjskiej gazety.
Klich ma w sprawie katastrofy smoleńskiej większą wiedzę niż polscy śledczy. Andrzej Seremet powiedział w wywiadzie dla "Gazety Polskiej", że Klich ma wgląd do dokumentów, którymi nie dysponują ani polska, ani rosyjska prokuratura. To on ma największą wiedzę na ten temat i powinien być najbardziej wiarygodny.
Rząd od dawna powinien zająć zdecydowane stanowisko ws. katastrofy smoleńskiej. Dotąd zasłaniał się tym, że nie może wpływać na działania niezależnej prokuratury. Jak pokazała jednak walka rządu z ludźmi handlującymi dopalaczami, rząd jak chce, potrafi działać, lub choćby pozorować działanie. Katastrofa smoleńska tymczasem została zepchnięta na bok, rząd nie zajmuje się nią w ogóle. Jeśli informacje Klicha potwierdziłyby się, rząd powinien rozliczyć tych, którzy mieli te informacje i je ukrywali, albo nie zrobili nic, żeby do nich dotrzeć. 10 kwietnia Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ, mówił o tym, że kilka osób przeżyło katastrofę. Prokuratura miała czas, żeby te informacje zbadać. Okazuje się jednak, że tego nie sprawdziła. Stwierdziła, że nie zajmuje się faktami medialnymi i komentowaniem informacji pojawiających się w mediach. Tej sprawy w ogóle nie badano. Andrzej Seremet powiedział, że w dokumentach śledztwa nie ma żadnego śladu, że ktoś mógł przeżyć zderzenie z ziemią. Tymczasem z notatki oficera BOR, którą ujawniliśmy, wynika, że widział on trzy karetki odjeżdżające z miejsca tragedii na sygnale. Mamy więc szereg niejasności i wątpliwości. Nie widać jednak, by rząd i śledczy zajmowali się ich wyjaśnianiem.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

