Teza o tym, że Polską rządzą dwie trumny, stała się na nowo aktualna po Smoleńsku. Moim zdaniem, w środowiskach konserwatywnych coraz wyraźniej widać podział na dwa obozy, przyjmujące odmienne postawy wobec narodowej tragedii i jej konsekwencji. Mnie znacznie bliższa jest tradycja piłsudczykowska, chociaż dostrzegam też zasługi przedwojennej endecji, szczególnie związanego z nią środowiska pisma „Prosto z mostu”.

 

Szczerze mówiąc, irytuje mnie dystans, z którym część dzisiejszych spadkobierców myśli Romana Dmowskiego traktuje wspólnotę „wolnych Polaków”, zrodzoną po 10 kwietnia 2010 r., a zwłaszcza jej propisowskie sympatie. Na szczęście jest w tym obozie również wielu autentycznych patriotów, rozumiejących dramatyzm obecnej sytuacji Polski i potrafiących unieść się ponad sztywną ideologię. Przykładem takiego człowieka jest dla mnie prof. Jan Żaryn.

 

Organizatorzy Marszu Niepodległości robią błąd, starając się nadać mu wyraźnie endecki charakter, czego świadectwem są manifesty ogłaszane na internetowej stronie tego wydarzenia. Według mnie, istotą Marszu powinna być manifestacja patriotyzmu w czasach ogólnej demoralizacji, manifestacja jedności różnych nurtów niepodległościowych, a nie wracanie do kwestii przynależności Polski do Unii Europejskiej, którą jako wyzwanie konieczne dla Polaków traktował Jan Paweł II. Dziś większym zagrożeniem politycznym niż Zachód jest dla nas Rosja. Zachód to raczej teren misyjny, który powinniśmy zmieniać, wykorzystując siłę polskiej kultury i wiary.

 

W komitecie honorowym poparcia Marszu znalazłem nazwiska kilku osób, z którymi trudno byłoby mi się porozumieć, choćby Janusza Korwin-Mikkego. Jednak wobec antypatriotycznej nagonki na Marsz prawdopodobnie zdecyduję się wziąć w nim udział. Przede wszystkim po to, by bronić naszej wolności do wyrażania dumy z bycia Polakami. Taka manifestacja w Święto Niepodległości jest naturalna i bardzo potrzebna.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska