Mówiono nam że zawinili piloci, że były trudne warunki pogodowe podczas lądowania, natomiast od dłuższego czasu wiedzieliśmy od naukowców, że jeśli włoży się do komputerów dane matematyczne i fizyczne opublikowane przez MAK i Raport Millera, to ich wyniki czy symulacje komputerowe nie będą się zgadzać z prawdą. One po prostu pokazują, że przebieg katastrofy smoleńskiej był inny.
Od jakiegoś czasu eksperci tzw. Zespołu Macierewicza wskazywali, że mogło dojść do ingerencji tzw. osób trzecich, że mogły zostać podłożone ładunku wybuchowe, które eksplodowały. Swoje spekulacje opierali oni na zdjęciach, badaniach, obliczeniach. Informacja podana dziś przez „Rzeczpospolitą” wydaje się dostarczać kolejnego dowodu.
Ślady materiałów wybuchowych zostały znalezione wewnątrz samolotu, a nie na jego poszyciu. To wywraca dotychczasowe myślenie i odpowiedzi premiera. On stare myślenie gwarantował własną wiarygodnością polityczną. Bronił dotychczasowych ustaleń. Ciekawe więc, w którą stronę będzie podążać teraz śledztwo, jakie zajmie stanowisko.
Najprościej jest zwalić wszystko na prokuraturę, żeby ona się tłumaczyła. Ale sprawa ma charakter międzynarodowy, może mieć reperkusje geopolityczne. Informacja o znalezieniu trotylu wywróci myślenie strony rządowej. Dotychczas karmili nas oni iluzją. Mam nadzieję, że teraz odpowiedzą za błędy, które popełnili.
Not. Jarosław Wróblewski
