Łukasz Warzecha, komentator dziennika „Fakt”:
Reakcja Donalda Tuska na raport MAK w zasadzie mnie nie zdziwiła. Przede wszystkim świadczy to o tym, że raport MAK musi być już poniżej wszelkiej krytyki, jeżeli premier zdecydował się na takie wystąpienie. Ja je odczytuję jednoznacznie jako próbę asekuracji. W momencie kiedy ten raport dotrze do opinii publicznej, będzie ona nim skrajnie zbulwersowana. Donald Tusk próbuje się zabezpieczyć przed rykoszetem, którym by prawdopodobnie oberwał i od razu stwierdza, że raport jest nie do zaakceptowania.
Paradoks polega na tym, że raport MAK może tak wyglądać dlatego, że Donald Tusk nie podjął decyzji o tym, by spróbować w jakiś sposób zorganizować wspólne polsko-rosyjskie i śledztwo i dochodzenie komisji. Wszystko, co obserwujemy, to wyniki zaniechań polskiego rządu. Premier uważa, że katastrofa smoleńska wciąż ma potencjał na tyle duży, że może mu zaszkodzić. Gdyby uznał ją za sprawę już przycichłą, nierezonującą, to zapewne nie usłyszelibyśmy tej wypowiedzi. Zapewne ma dostęp do badań, które wykazują, że ta sprawa jest dla Polaków bardzo ważna. Jestem absolutnie przekonany, że piar to podstawowe kryterium, na podstawie którego podejmuje swoje decyzje. Być może w trzeciej czy czwartej kolejności Donalda Tuska jako polskiego premiera oburza skandaliczny raport, ale na pewno nie jest to jego pierwszorzędna motywacja.
Jednocześnie bardzo charakterystyczne jest to, że minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller, który stoi na czele polskiej komisji, postanowił nie organizować nawet konferencji prasowej odnośnie polskich uwag na temat raportu MAK, na której choćby ramowo nakreślił, czego te uwagi dotyczą. To kompletna blokada informacyjna – na raport MAK i naszą odpowiedź wszyscy czekali. Skoro wszyscy nabrali wody w usta odnośnie polskich uwag do raportu, to najwyraźniej musi być w nim coś, co by wszystkich zaszokowało. Jeśli uwag jest rzeczywiście bardzo dużo i dotyczą kwestii fundamentalnych, to nic dziwnego – to skierowałoby ostrzę krytyki przeciwko rządowi, który tak rozporządził śledztwem i dochodzeniem komisji, że do tego doszło. To ten rząd zapewniał, że ma absolutne zaufanie do Rosjan i że nie ma powodu, by z góry zakładać, że MAK przedstawi wnioski, które będą chciały Rosjan za wszelką cenę wybielić.
Polskie uwagi muszą być w jakiejś mierze wzięte pod uwagę przez Rosjan – pytanie tylko, co to znaczy. Rząd mydli nam w tej kwestii oczy sprawami formalnymi. Jeżeli mamy raport rosyjski, który zawiera, jak sam premier powiedział, niedopuszczalne konkluzje, jeśli polskie uwagi podważają cały trend tego dokumentu, to nie możemy mówić, że Rosjanie wybiorą sobie coś z tych uwag i przedstawią nowy raport. Należy patrzeć nie na to, co formalnie słuszne, ale na to, co prawdziwe. Jeśli polskie uwagi są fundamentalne, to znaczy, że raport MAK możemy wyrzucić do kosza.
not. sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

