Lech Wałęsa nie ustaje w coraz bardziej kuriozalnych próbach obrony. Teraz napisał na "Wykopie", że chociaż nie donosił, to przecież w okresie, w którym miał (rzekomo) donosić, nikomu nic się nie stało. Nikogo bowiem nie spałowali... Więc o co robić tyle szumu?!

 

"W okresie w którym jestem posądzany o współpracę z SB [ co jest kłamstwem] w moim zakładzie pracy :: 1].Nikt nie został zwolniony z pracy 2[ Nikt nie siedział w więzieniu 3] Nikt nie płacił kolegium 4[ Nikt nie został z pałowany .No jakie jeszcze są możliwe represje .Może kogoś przesłuchiwano , no ale taki trening jest potrzebny każdemu .Jakie krzywdy pozostały za które należało by przepraszać . Natomiast ja jako jedyny zostałam zwolniony po 10 latach nienagannej pracy z Mandatem delegata na zjazd ZZ i z Mandatem ZZ Inspektora Pracy BHP. Mandat ten wręcz zabraniał zwolnienia ." - napisał Wałęsa (pisowna oryginalna).

No tak - jak tak, to rzeczywiście nie ma o czym mówić... Współpraca z sowieckim okupantem a później ukrywanie tego latami przed narodem to rzeczywiście nic... Ale oczywiście, przecież Wałęsa ("[co jest kłamstwem]") w ogóle nie donosił... Wszyscy historycy, nawet tak mu przychylni jak prof. Andrzej Friszke, dziwnym trafem twierdzą co innego...

kad