Katarzyna Kolenda-Zaleska w tekście „Kościół zbyt potępia” ("Gazeta Wyborcza") raz chwali, raz znów gani Kościół za podpisany list podczas wizyty patriarchy Cyryla I w naszym kraju. Za co tak krytykuje?

 

Czytając wywód dziennikarki można odnieść mylne wrażenie, że nowe otwarcie relacji polskich katolików z prawosławiem nastąpiło z zasadniczego powodu, którym jest obawa: „To obawa przed tym, co inne, niezrozumiałe, groźne, stała się impulsem do dialogu, a w konsekwencji doprowadziła do bezprecedensowego porozumienia i podpisania dokumentu, który w istocie jest wielkim oskarżeniem liberalizmu” - pisze pani Kolenda.

 

Tak rozumując, można dojść do wniosku, że dwóch "zestrachanych" hierarchów dogadało się, bo w końcu „dialog jest lepszy od wojny”, ludzie im z kościołów odpływają, symbole święte profanują i czas przestać już się kłócić między sobą. Ale ich "problemem" jest to, że na łagodzeniu historycznych krzywd i wołaniu o wiarę czy modlitwę niestety nie poprzestali.

 

Co tak naprawdę boli komentatorkę „Wyborczej”? Wydaje się, że napisane we wspólnym liście słowa: „W imię przyszłości naszych narodów opowiadamy się za poszanowaniem i obroną życia każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Uważamy, że ciężkim grzechem przeciw życiu i hańbą współczesnej cywilizacji jest nie tylko terroryzm i konflikty zbrojne, ale także aborcja i eutanazja. Trwałą podstawę każdego społeczeństwa stanowi rodzina jako stały związek mężczyzny i kobiety.”


Jaka jest odpowiedź dziennikarki: „(...) to zaniepokojenie stanem świata i człowieka w podpisanym dokumencie ma charakter oskarżający i wykluczający. Wzywa do dobrego korzystania z danej wolności, ale piętnuje tych, którzy mają inne zdanie. Ja wiem, że Kościół chce pozostać strażnikiem moralności, chce być jak skała, fundament tradycyjnych wartości. I tak powinno być, potrzebna są instytucje, które stale i wbrew modom przypominają, co jest ważne, i ostrzegają przed przesuwaniem granic. Kościół wypełnia swoje zadanie, ale chciałoby się widzieć też Kościół rozumiejący innych, otwarty i dyskutujący, a nie wyłącznie potępiający. Wtedy jego wielkość byłaby jeszcze potężniejsza.”

 

Może Kolenda-Zaleska, ma osobisty problem z tym listem, bo jako pokorna katoliczka i członek wspólnoty Kościoła jednak powinna go zaakceptować, ale jako dziennikarka „GW” nie może już tego zrobić. Którą drogę wybiera? Najgorszą. Gani swój, jednoczący się Kościół za to, że jest po prostu konsekwentny i nie milczy w najistotniejszych cywilizacyjnach sprawach.

 

Może bym się nie czepiał, gdyby nie to, że dziennikarka - tak dziś pisząca o Kościele - relacjonowała kiedyś w mediach gorliwie papieskie pielgrzymki Jana Pawła II, napisała kilka książek poświęconych religijnej tematyce i przyznaje się publicznie do swojej religii.

 

Dziś ze smutkiem dedykuję pani Katarzynie fragment podpisanego listu przez abp. Michalika i patriarchę Cyryla I: „Nierzadko spotykamy się też z przejawami wrogości wobec Chrystusa, Jego Ewangelii i Krzyża, a także z próbami wykluczenia Kościoła z życia publicznego. Fałszywie rozumiana świeckość przybiera formę fundamentalizmu i w rzeczywistości jest jedną z odmian ateizmu”.

 

Jarosław Wróblewski