W najbliższy czwartek, 24 listopada o godzinie 11, odbędzie się kolejna pikieta pod warszawskim Szpitalem Bielańskim. Ordynator oddziału ginekologiczo-położniczego tej placówki, Romuald Dębski otwarcie przyznał, że w szpitalu dokonuje się aborcji dzieci, u których wykryto Zespół Downa. Takich „zabiegów” często dokonuje się nawet po 20 tygodniu ciąży, kiedy maluch ma już około 30 centymetrów, słyszy i czuje ból.
Mimo że obrońcy życia spotkają się pod szpitalem już po raz trzeci, do tej pory nie spotkali się z żadną reakcją ze strony dyrekcji szpitala. Właściwie, to jakoś mocno nie dziwi – w myśl obowiązującej obecnie w Polsce ustawy można dokonać aborcji dziecka, u którego wykryto m.in. Zespół Downa.
Dla Mariusza Dzierżawskiego z Fundacji PRO nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie. - Nawet jeśli szpital robi coś zgodnego z prawem, to nie oznacza, że nie jest to działanie złe moralne. Mordowanie dzieci, nawet jeśli pozwala na to prawo, jest niedopuszczalne. Naziści też powoływali się na prawo, więc to nie jest żadne usprawiedliwienie – podkreśla w rozmowie z portalem Fronda.pl.
Szpital Bielański z pewnością nie jest jedyną placówką w Polsce, gdzie uśmierca się dzieci w z powodu wady genetycznej. Dlaczego więc manifestacje akurat tutaj? - Przez te pikiety chcemy pobudzić sumienia, zarówno lekarzy, jak i opinii publicznej. Zabijanie dzieci z Zespołem Downa to wielkie okrucieństwo, dlatego chcemy rozszerzyć tę akcję na całą Polskę – przyznaje Dzierżawski i zdradza, że w tej chwili Fundacja PRO przygotowuje długoterminową akcję zakrojoną na skalę ogólnopolską.
Jeśli zaś chodzi o sam Szpital Bielański, to tym bardziej drażliwa kwestia, że placówka od kilku lat nosi imię ks. Jerzego Popiełuszki, który przecież także angażował się w obronę życia ludzkiego od poczęcia.
Pikieta odbędzie się w czwartek, 24 listopada o godz. 11.
eMBe

