Jeden z przedstawicieli najsłynniejszej politycznej rodziny w Stanach Zjednoczonych otwarcie twierdzi, że aborcja jest prawem kobiety i to kobieta decyduje, czy urodzić dziecko. Demokracie nie przeszkadza to w deklarowaniu, że podobnie jak wszyscy członkowie rodziny jest praktykującym katolikiem. Spór między hierarchą kościelnym, a politykiem spowodowany niezgodnością poglądów Kennedy'ego z nauką Kościoła trwa od dwóch lat. Wtedy to, bp Tobin w liście zaapelował do demokraty, by nie przyjmował komunii.

W rozmowie z dziennikiem "Providence Journal" Kennedy powiedział, że biskup nie tylko wezwał go do powstrzymania się od przyjmowania komunii. - Pouczył też księży w diecezji, by nie mi jej nie udzielali – twierdzi. Ostatnio kongresmen znów dał o sobie znać, zabierając głos w sprawie reformy opieki zdrowotnej. Kennedy skrytykował katolickich hierarchów, za krytykę i grożenie gwałtownym sprzeciwem, jeśli w ustawie nie zostaną zapisane ograniczenia dotyczące aborcji.

Na początku listopada Kennedy jako jeden z 50 katolickich kongresmenów zagłosował przeciwko wprowadzaniu poprawek, ograniczających finansowanie zabijania nienarodzonych dzieci z budżetu państwa. Za tą poprawką oficjalnie opowiedział się też amerykański episkopat.

Zdaniem bp. Tobina, sprzeciw Kenndey'ego wobec nauczania Kościoła w sprawie ochrony życia był "świadomym i uporczywym aktem woli" i nie może być złożony, jak argumentował polityk, na karb "niedoskonałej natury ludzkiej". - Pana stanowisko jest nie do przyjęcia dla Kościoła i gorszy wielu jego członków - napisał duchowny do polityka. Tymczasem kongresmen uznał, że że kwestionowanie jego katolickiej wiary z powodu stanowiska wobec aborcji jest "bardzo niepokojące". Jego zdaniem fakt, że się nie zgadza w tej sprawie z biskupami "nie czyni go mniejszym katolikiem".

 

mm/Onet.pl/CNA

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »