Gazeta Wyborcza: Pewne sprawy traktuje pan instrumentalnie. Kiedy potrzebne wam głosy lewicowych wyborców, to mówi pan, że PO nie będzie klękać przed Kościołem i obiecuje związki partnerskie. Mieliście cztery lata, żeby uchwalić ustawę o związkach.
Donald Tusk: Nie zgadzam się z tym zarzutem. Legalizacja związków partnerskich nie jest pierwszorzędnym problemem. Uważam, że radykalne środowiska są po to, żeby alarmować i naciskać na władzę. To dobrze. Ale moją rolą jest moderowanie dyskusji i uspokajanie emocji. Staram się znaleźć kompromis - chronić mniejszości seksualne przed agresją, przed brakiem tolerancji, ale też dbać o to, żeby rewolucja obyczajowa nie wywróciła naszego życia do góry nogami.
Zagraża nam rewolucja obyczajowa?
Nie. Ale zbyt radykalne zmiany mogą obrócić się przeciwko samym zainteresowanym i wywołać ostry sprzeciw. Myślę, że dość dobrze czuję tempo, w jakim w Polsce mogą spokojnie zachodzić zmiany, także te obyczajowe.
Obiecaliście, że in vitro będzie refundowane przez państwo. Nie dotrzymaliście obietnicy.
Procedura in vitro jest płatna, ale powszechnie dostępna. Refundacja wymaga znalezienia sporych pieniędzy i wprowadzenia regulacji. Im mniej ograniczeń zawierać będzie regulacja, tym większa kwota będzie potrzebna. Inaczej skończy się tylko na długich kolejkach.
Ależ pan już się opowiedział za refundacją i dla małżeństw, i dla związków nieformalnych. A minister zdrowia Ewa Kopacz to obiecała...
Dopóki nie skonstruujemy precyzyjnej regulacji, dopóki NFZ i państwo nie będą gotowe do sfinansowania tej procedury dla jak największej liczby par, jako lider Platformy gwarantuję, że procedura in vitro nie będzie zakazana i penalizowana. A przypominam, że rozmawiamy w dniu, w którym wszyscy się zastanawiają, czy wyborów nie wygrają przeciwnicy in vitro, którzy chcą za to wsadzać do więzienia.
Może ten brak decyzji w sprawie in vitro wynika z obaw przed reakcją Kościoła?
Moje rządy pokazują, że nie ulegam rozmaitym naciskom i nie obawiam się niechęci Kościoła. Tak jak nie obawiam się presji różnych innych środowisk, choćby wielkiego biznesu. Przerwałem związki biznesu z rządem, tak charakterystyczne dla rządów SLD.
eMBe/Wyborcza.pl

