19.08.19, 11:40zdjęcie ilustracyjne (fot. wikipedia)

Tragedia na przejeździe kolejowym. Nie żyje kobieta i dwójka dzieci

Na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Walentynowie w województwie kujawsko  - pomorskim doszło do tragedii. Pociąg śmiertelnie potrącił kobietę i dwójkę dzieci.  Później uderzył w nich jeszcze drugi skład. O sprawie informuje RMF FM.

31-letnia kobieta jechała na rowerze z dwójką 8 - letnich dzieci. Do wypadku doszło około 7:25. Jedno z bliźniąt siedziało na bagażniku roweru mamy, a drugie jechało na własnym rowerze. Najpierw zostali potrąceni przez pociąg osobowy relacji Łódź Fabryczna - Gdynia, a potem, po odrzuceniu ich na drugi tor, skład jadący na trasie Bydgoszcz-Warszawa.

 

Ruch pociągów w miejscu wypadku jest całkowicie wstrzymany. 

gb/RMF FM

Komentarze

gosc #22019.08.19 11:46
"Pociąg śmiertelnie potrącił" Nie, to kobieta wjechała pod koła pociągów. Dwóch, bo akurat mijały się na przejeździe. Nie zauważyła żadnego z nich? Nominuję ją do nagrody Darwina.
J.P2019.08.19 12:17
Masz rację, to jej nieuwaga, pomyśl, teraz, że dzieci jej ufaly bezgranicznie co znaczy, że ją kochały i teraz wszyscy nie żyją. Pomyśl co czuje rodzina, co Ty byś czuł jako ojciec.
mmeanoma2019.08.19 12:40
W takiej sytuacji towarzyszyłoby uczucie niepowetowanej straty. Tym bardziej nominacja do nagrody Darwina powinna być potrójna.
Nowa2019.08.19 13:58
Straszna tragedia ,wyrazy współczucia dla rodziny , Za kobietę i dzieciaczki Wieczny odpoczynek racz im dać Panie .
franek2019.08.19 15:54
Jesteś kretynem i sqsynem
ZERR02019.08.19 22:21
kobieta wjechała, a pociąg potrącił masz problemy z elementarnym rozumowaniem?
violencja2019.08.20 23:52
Maszyniści trąbią, sygnalizują przed takimi przejściami dla pieszych swój przejazd, przepraszam mówię językiem nie kolejarskim. Myślę , że kobieta była zakręcona i normalnie wlazła.To nie było samobójstwo , chyba roztargnienie. Maszyniści bardzo przeżywają i samobójstwa i takie wypadki , widziałam reportaż o ich przeżyciach.Widzą na swoich maszynach rozdrobnione ludzkie tkanki , twierdzą , że taka śmierć jest bardzo bolesna , to rozrywanie w miliardach kawałeczków. Mówią , że wracają do domów po pracy i zostają z tym problemem sami , nie chcą obarczać TAKIM stresem swoich najbliższych, kobiet i dzieci . To są silni mężczyżni, wiem, jestem żoną strażaka.....Też byłam z dziećmi chroniona , dwa razy mąż nie wytrzymał i mi coś powiedział co było na akcji , a trzeci raz po latach.Więcej nic nie wiem.