Wczorajszy program „Bliżej” był tego niezwykle wymownym potwierdzeniem. Urzędnik ministerstwa sprawiedliwości i równocześnie sędzia, a także pani mecenas, doradca rzecznika praw dziecka jasno formułowali przekaz, że za klapsa czy uznawanie go za normalną metodę wychowawczą państwo może karać rodziców, a tym, którzy nie podporządkują odbierać dzieci. Ma to być dowód na nowoczesność i europejskość.
A żeby było jeszcze bardziej drastycznie to trzeba wskazać, że specjalistom wcale nie przeszkadzało to, że wobec dzieci odebranych przemocą ze szkoły, policjanci zastosowali ewidentną przemoc, jaką jest wykręcenie rąk. W tym przypadku, gdy robi to władza jest OK, ale gdyby spróbował to zrobić ojciec, wtedy jest przestępcą, wobec którego trzeba uruchomić całą machinę państwa. Absurd? Niestety nie. To prosta konsekwencja ideologicznych założeń, jakie przyjęło także polskie państwo. Ich istotą jest uznania, że rodzice są dla dziecka zagrożeniem, a jedynym ratunkiem dla niego jest państwo, któremu może ono donosić na ojca czy matkę. A to, że nie ma dowodów na to, że państwo jest lepszym wychowawcą niż rodzice, nikomu nie przeszkadza. Nikt już nawet nie udaje, że chodzi tu o dobro dzieci, bo wszyscy wiedzą, że chodzi o zniszczenie autorytetu rodziców, odebranie im praw i przekazanie ich państwu. Tyle, że to nie jest demokracja, a zwyczajny totalitaryzm, przed którym w niezwykle prorocki sposób przestrzegał Micheal O'Brien w „Dzienniku zarazy”.
Najlepszym zaś dowodem na to, że w całej tej sprawie wcale nie chodzi o dzieci jest proste porównanie, które demaskuje bojowników z przemocą. Otóż wystarczy zadać im pytanie, co jest większą traumą dla dziecka klaps czy rozwód rodziców? Odpowiedź jest oczywista, i każdy psycholog przytoczy ją bez wahania. A jednak nie słyszałem obrońców dzieci, którzy chcieliby zakazać rozwodów... Dlaczego? Cóż, bo im nie chodzi o dzieci, a o zniszczenie rodziny. Jeśli bowiem uda się ją zniszczyć, to totalitarne państwo straci ostatniego przeciwnika, który może mu się przeciwstawić.
Tomasz P. Terlikowski
