Przyjaźń polsko-rosyjska rozkwitła od pierwszych chwil po katastrofie. Myśmy zachwycali się nią na całego, a Rosjanie realizowali ją w praktyce. Profanowali zwłoki ofiar (zapewne z szoku, jakim był dla nich ich widok), cięli samolot na kawałki (żeby nie zatruwać nam życia dowodami w sprawie katastrofy), a nawet jak się okazuje odsłuchując informacje z telefonu naszego prezydenta. Wszystko to oczywiście z przyjaźni, którą tak mocno ogłaszaliśmy.

 

I ogłaszamy nadal. Decyzje prokuratury tylko wpisują się w ten nurt. Nasi dzielni prokuratorzy uznali, że z Rosjanami nie ma co zadzierać, że oni zawsze są niewinni jak polne lilie, a kto sądzi inaczej ten w polskiej prokuraturze i szerzej w polskim państwie kariery nie zrobi. Tu winni mogą być tylko piloci, generał Błasik i prezydent Lech Kaczyński. Rosjanie zaś mogą być tylko przyjaciółmi, którym nic zarzucać nie można.

 

Patrząc się na to ręce opadają. I to nie z powodu postawy Rosjan. Ta jest zrozumiała. Oni walczą i troszczą się o interesy swojego państwa. Można się z nimi nie zgadzać, można potępiać niemoralność tych działań, ale nie sposób odmówić im przynajmniej skuteczności. Jeśli coś naprawdę smuci to postawa polskich władz (wszystkich, także czwartej), które zachowują się jak reprezentanci zupełnie innego niż polski interesu narodowego...

 

Tomasz P. Terlikowski