Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński i Feliks Kohn zarekwirowali wiele lat temu plebani w Wyszkowie, by z niej obserwować, jak sowieckie wojska zdobywają Warszawę, a później całą Polską. I nikt nie ma dzisiaj wątpliwości, że panowie rezydujący w Wyszkowie byli zdrajcami. Nie tylko dlatego, że wyznawali głupią i zbrodniczą ideologię, ale dlatego, że do jej wcielania w życie posługiwali się obcymi siłami. I podobnie trzeba ocenić „Krytykę Polityczną”. Jej ideolodzy i działacze, byle tylko zatrzymać Marsz Niepodległości (z częścią organizatorów którego zdecydowanie się nie utożsamiam) sięgnęły po bojówkarzy z Niemiec, na pięściach których neomarksiści chcą zdobyć władzę dusz.

 

Zastrzegam: nie odbieram lewicy prawa do manifestowania swoich poglądów, do walki z tym, co uznaje ona za zagrożenie (pytanie tylko, czy koniecznie trzeba to robić prowokując do agresji i walki, czy odbierając prawa do demonstrowania innym); nie uważam – inaczej niż Rafał Ziemkiewicz – że należy bronić za wszelką cenę radykalnie narodowych zadymiarzy czy chuliganów i nie specjalnie wierzę w to, że owi chuligani to wyłącznie prowokatorzy; ale uważam, że polskie dyskusje, spory czy nawet bójki toczyć powinniśmy w polskim gronie. Sięganie w nich po niemieckich (pomijam już kontekst sytuacyjny, w którym Niemcy znów uznają, że mogą nas uczyć cywilizacji, zapominając, że akurat oni jako ostatni mają do tego prawo) zadymiarzy kojarzy się wyłącznie ze zdradą. A ze zdrajcami nie ma co rozmawiać. Im nie zależy bowiem na Polsce, a jedynie na ideologii, którą chcą tu wprowadzać także na obcych bagnetach. Dokładnie tak samo, jak na Polsce nie zależało Julianowi Marchlewskiemu, Feliksowi Dzierżyńskiemu i Feliksowi Kohnowi.

 

Tomasz P. Terlikowski