Niespełna tydzień po tym, jak jego partia, wprowadziła dyscyplinę w sprawie głosowania za zabijaniem dzieci niepełnosprawnych premier postanowił złożyć trybut katolikom. Nie, żeby od razu przeprosił za decyzję klubu, czy żeby zganił przeciwnych życiu posłów. Co to, to nie. Ale zamiast tego Donald Tusk udał się do kościoła, na wileńszczyźnie! I jak nietrudno się domyśleć, oddawał się tam gorliwym modlitwom, które wychwyciły czujne kamery. A z tyłu dyskretnie czuwał szef PR premiera, który być może w rękach trzymał ściągę (oby nie z wikipedii), w której zapisane było, w którym momencie – niebywały w kościele premier – ma uklęknąć (z zastrzeżeniem, że to nie przed księdzem).
Słowem kampania wyborcza w toku. I po dopieszczeniu palikocistów i innych postępowców, nadszedł czas na dopieszczanie katolików. Tylko, że im ofiarowano życie ludzkie, a nam ładne zdjęcia w kościele. Mnie zaś fascynuje jedno, jak to możliwe, że wciąż są ludzie – i to po obu stronach sporów światopoglądowych – którzy wierzą, że Donald Tusk ma jakiekolwiek poglądy. On przecież jest konstruktem. I jeśli chodzi o poglądy, to istotne jest jedynie to, jakie opinie wyrażają konstruktorzy.

