I choć od momentu przejście Jana Pawła II do domu Ojca minęło już sześć lat, to ta myśl towarzyszy mi nieustannie: moje dzieci nie spotkają się z Ojcem świętym z Polski, nie poznają szczególnej charyzmy Jana Pawła II, dla nich on będzie tylko postacią z historii, z opowieści rodziców, którzy wspominać będą pielgrzymki, spotkania, lektury, które odmieniały ich życie.
A jednocześnie mam nadzieję, że tak nie będzie, że Jan, Mikołaj, Zofia i Maria (a jak Bóg pobłogosławi to i inne dzieciaki) otrzymają coś, choć w nieporównanie mniejszej skali, co my wszyscy otrzymaliśmy od Jana Pawła II. Tym czymś jest poczucie posiadania ojca. Dla nas Polaków, tak często pozbawionych przeżyć związanych z ojcostwem (ja mam to szczęście, że mam fantastycznego tatę) on był tym, kto był tatą nas wszystkich. Nie tylko królem, nie tylko przywódcą religijnym, nie tylko wielkim ewangelizatorem i potężnym rycerzem życia, ale ojcem, który potrafił chwalić i ganić, ostro nawoływać do nawrócenia, ale też przytulać do serca. I właśnie ten element Jego posługi chciałbym przekazać swoim dzieciom. Chciałbym – przez wzór Jana Pawła II – stawać się lepszym ojcem dla moich dzieci. Realizować figurę ojcostwa w swoim codziennym życiu. I mam nadzieję, że on – z drugiej strony – mi pomoże.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

