Sprawa mordercy z Norwegii jednoznacznie przypomina nam wszystkim, że jako Europejczycy grzeszymy wszyscy przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu: „nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. I właśnie ten grzech leży u podstaw (zarówno społecznych jak i jednostkowych) zbrodni Breivika. Odrzucając Jedynego Boga zawsze popadamy w kult fałszywych bożków, a one nieodmiennie prowadzą nas ku zbrodni.
Tak też było w tym przypadku. Breivik nie potrafił sobie poradzić ze światem, w którym zniszczono wszelkie prawdy i uznano, że nie ma już wartości, korzeni, fundamentów. Jedynym bóstwem stał się Relatywizm i Tolerancja (które zastąpiły w panteonie postoświeceniowych bogów Rozum), które uniemożliwiają nie tylko stworzenie zwartego, dynamicznego społeczeństwa, ale nawet obronę sprawiedliwości, normalności i zdrowego rozsądku. Przeciwko takiemu społeczeństwu protestował Breivik. Tyle, że popadł z jednego fałszywego kultu bożków w drugi jeszcze gorszy. Kult Relatywizmu zastąpił kultem Narodu, Cywilizacji, Krwi. I uznał, że w imię owych „silnych” (w odróżnieniu od „słabych” liberalnych) bóstw może zabijać, niszczyć, mordować.
Oba wymienione kulty – to trzeba powiedzieć zupełnie otwarcie – są fałszywe, oba uniemożliwiają Europie przetrwanie. Chrześcijanin nie może opowiedzieć się w tym sporze po żadnej ze stron (co nie oznacza, że popiera morderstwo, to ostatnie powinno zostać surowo ukarane) sporu dwóch nihilizmów. Naszym wyjściem jest mocne, kontrkulturowe trwanie przy Chrystusie i świadczenie o tym, że jest tylko Jeden Bóg, któremu warto poddać swoje życie. „Silne” czy „słabe” wartości, liberalizm czy rasizm i skrajny nacjonalizm (koniecznie trzeba go odróżniać od patriotyzmu) są tylko fałszywymi bóstwami, którym nie możemy jako idący ku Bogu, się kłaniać.
Nie jest to droga prosta, bo oznacza ona, że w każdym mamy widzieć brata, że naród czy cywilizacja, a nawet wyznanie religijne nie może przesłaniać człowieczeństwa i godności naszych przeciwników, że wciąż musimy nie tylko się za innych modlić, ale także pamiętać o tym, że do troski o przybyszów wzywa nas sam Bóg. Tylko jednak tę wąską dróżką możemy dojść do Pana i próbować zbudować nieco lepszą rzeczywistość społeczną, w błyskawicznie zmieniającej się sytuacji demograficznej, społecznej i politycznej. Wiara, że uda nam się zachować Europę i Polską taką, jaka jest obecnie, jest fikcją. Musimy więc walczyć o to, by pozostała ona chrześcijańska. Kolorowa, różnobarwna, ale głęboko wierząca...

