Z rosnącym zażenowaniem przyglądam się tym „wynurzeniom”. I nie chodzi o to, że mam inne zdanie w sprawie pojednania (choć zdecydowanie mam), ale o to, że w ten sposób ludzie, którzy – na pewno szczerze chcą protestować przeciwko wydarzeniu, którego nie akceptują – pokazują całkowite niezrozumienie tego, czym jest Eucharystia, a także natury Kościoła. Polityczne protesty w czasie mszy świętej to przecież zwyczajne bluźnierstwo, sprowadzenie uobecnionej Ofiary Chrystusa (a tym jest w istocie Eucharystia) do poziomu zwyczajnego świeckiego wydarzenia, które może służyć do politycznych celów. Okrzyki, manifestacje pokazują, że człowiek nie rozumie, w czym uczestniczy, że dla niego msza jest swojego rodzaju wiecem, w którym uczestniczy, żeby pokazać swoje poglądy, a nie Najświętszą Ofiarą.
Groźby, że na znak protestu nie będzie się uczestniczyć w mszy świętej też dowodzą nieznajomości i niezrozumienia Kościoła. Katolik nie idąc do świątyni w niedzielę karze samego siebie a nie hierarchię, bowiem popełnia grzech ciężki. Dla człowieka wierzącego zaś to nie są przelewki, nie są żarty, bo narażają one zbawienie wieczne człowieka, w imię polityczno-partyjnych rozgrywek. Tym nie wolno się bawić, nie wolno przedkładać jakichś swoich emocji ponad wieczne zbawienie i relację z Bogiem.
I wreszcie sprawa ostatnia. Kościół i Jego hierarchia, jako żywo nie są powołane, by głosić tego, czego od nich oczekujemy, ale by głosić to, czego oczekuje od nich Pan Kościoła. Pojednanie, przebaczenie – i to niezależnie od tego, jak zachowują się inni – jest tym do czego wzywa nas Jezus Chrystus. On nie mówi, poczekaj z przebaczeniem aż Cię przeproszą, ale uczy nas modlitwy, w której mocno wiąże nasze przebaczenie, z tym czy i nam zostanie coś wybaczone. Biskupi nie mogą tego nie głosić. A my zamiast z nimi walczyć, powinniśmy zwyczajnie wsłuchać się w ten głos, bo im bardziej wierzgamy, tym bardziej pokazujemy, że i my, w naszym – często osobistym – życiu potrzebujemy przebaczenia i pojednania. A Kościół trudnym słowem nam o tym przypomina... Dla naszego dobra, a nie dla dobra Putina.

