Już sam jego opis brzmi humorystycznie (i gdyby nie to, że sprawa jest tak poważna, można by rzeczywiście się pośmiać). Otóż nowy zapis to czwarte odczytanie dziewiątej kopii przekazanej nam przez Rosjan. Po pięciu latach mamy już dziewięć kopii (różniących się choćby długością) i cztery różne ich odczytania. Sprzeczne w wielu miejscach. Nie mamy natomiast czarnej skrzynki, bo Rosjanie nam jej nie wydali, i mogą sobie z nią zrobić co chcą, dogrywać, odgrywać, przegrywać.
Nie zdziwiłbym się, gdyby przed dziesiątą rocznicą na jakiejś piętnastej kopii i w dziesiątej wersji odczytania ktoś odkrył zapis telefonu Jarosława Kaczyńskiego do Lecha z poleceniem, by za wszelką cenę wylądowali. A, żeby było ciekawiej odgłos wznoszonych toastów (najlepiej rzekomym głosem generała Błasika). Niemożliwe? A możliwe jest to, że dziewiąta wersja czwarty odczyt zaprzecza poprzednim odczytom, a także analizie ułożenia ciał? Fakty w tej sprawie nie mają znaczenia. Tu przecież nie chodzi o to, byśmy dowiedzieli się czegoś, ale by chronić mocodawców, także tych z Polski (o którym jasno wspomina Jürgen Roth). Jego nazwisko to skarb dla wszelkich służb, a jego powiązanie to grób – kto wie, czy nie w znaczeniu dosłownym – dla wielu polskich polityków. Nie można więc dopuścić do tego, by ktokolwiek zajmował się tym nazwiskiem, szukał odpowiedzi na fundamentalne pytania. Lepiej szkalować zmarłych, niż zmierzyć się z żywymi.
Ale skoro jesteśmy już przy nagraniach, to naprawdę ciekawa byłaby nie czwarty odczyt dziewiątej wersji czarnej skrzynki, ale… zapis rozmowy, jak Donald Tusk toczył na molo z Władimirem Putinem. To, że zapis taki istnieje nie ulega dla mnie wątpliwości, a zachowania Donalda sugerują, że bardzo obawia się on, że kiedykolwiek może on zostać ujawniony. Scenogram tej rozmowy niewątpliwie sporo by wyjaśnił. I żeby nie było wątpliwości nie chodzi mi o zlecenie, a o wiedzę, kiedy zdecydowano się na wspólną z Rosjanami akcję (przynajmniej) dyskredytowania polskiego prezydenta? I dlaczego podjęto takie a nie inne decyzje w sprawie wizyty prezydenta i premiera w Smoleńsku. Te taśmy byłyby dopiero hitem, ale obawiam się, że dopóki nie zmieni się władza w Rosji, nie będziemy mieli szansy ich usłyszeć. A i później będą one tak ważne w uprawianiu polityki, że mogą nie znaleźć się chętni do ich ujawniania. Nie zawsze można liczyć na kolejną smutę w Rosji.
Tomasz P. Terlikowski
