Terlikowska: Roniąca kobieta potrzebuje wsparcia i empatii - zdjęcie
19.11.15, 16:19

Terlikowska: Roniąca kobieta potrzebuje wsparcia i empatii

5

Odział położniczy kojarzy się z życiem i radością. To tu dzieci są przyjmowane. Niejednej mamie czy niejednemu tacie na widok nowo narodzonego dziecka łza wzruszenia się wtedy zakręci w oku. Ale bywa, że oddział ten kojarzy się ze śmiercią, a łzy radości zastąpione zostają łzami bólu i rozpaczy. Poronienie, poród martwego dziecka, niezdolnego do życia lub obarczonego wadami letalnymi to także codzienność oddziałów położniczych. Innego podejścia i traktowania wymaga kobieta roniąca, innego – matka śmiertelnie chorego dziecka. Obie – nie ulega żadnej wątpliwości – potrzebują szczególnej uwagi, niezwykłej delikatności, szacunku i empatii. A także zrozumienia dla bólu i rozpaczy, które przeżywają. Bo oto stanęły w obliczu straty. Ich dziecko, na które czekały, nie żyje. I nie ma znaczenia czy to 8, 12 czy 38 tydzień ciąży. Na nic zdadzą się wątpliwe pocieszenia, które usłyszała niejedna roniąca kobieta, że to przecież nic takiego, że może lepiej niż gdyby miała urodzić chore dziecko, że to tylko tkanka ciążowa i nie ma nad czym płakać, że jeszcze niejedno urodzi. Postawa personelu jest kluczowa. Jeśli kobieta spotka się ze zrozumieniem i delikatnością lekarzy i położnych, o wiele łatwiej poradzić jej sobie z tym trudnym doświadczeniem. Stosunek lekceważący, obcesowe traktowanie przynoszą odwrotny skutek.

Matka wie, że traci dziecko, jest w rozpaczy i należy to uszanować, a nie dokładać jej kolejnych traum. A tych w codzienności położniczej nie brakowało. Ot choćby położenie roniącej kobiety na sali z tymi, które czekają na poród. Widok ich dużych brzuchów wywoływał jeszcze większy ból, a dźwięk bijącego serca z KTG rozdzierał ich serce. Albo, co chyba jeszcze gorsze, dzielenie sali z noworodkami, widok kobiet karmiących piersią swoje zdrowe dzieci. Do tego brak wsparcia psychologicznego, brak delikatności i wyczucia, traktowanie dziecka jak odpadu medycznego (szczególnie we wczesnej ciąży), brak informacji o możliwości pochówku. I choć, mam wrażenie, świadomość personelu oddziałów położniczych się na szczęście zmienia na lepsze, jeszcze do ideału jest daleko. Roniące kobiety zostawione same sobie, traktowane jako te gorsze, bo przecież nie rodzą, tylko ronią.

Jedną z ostatnich decyzji ustępującego ministra zdrowia była akceptacja wytycznych dotyczących standardów opieki okołoporodowej w sytuacji niepowodzeń położniczych. Znalazło się tam szereg zapisów, które mają na względzie szacunek i empatię dla kobiety roniącej lub rodzącej martwe dziecko.  I tak w standardach znalazł się zapis mówiący o tym, że kobieta, która straciła dziecko, nie powinna przebywać w sali razem z innymi ciężarnymi lub kobietami, które urodziły zdrowe dzieci. Personel powinien zadbać też o to, by nie miała z nimi kontaktu podczas pobytu na oddziale. Taka kobieta powinna być traktowana z szacunkiem, a wszelkie badania i zabiegi powinny być wykonywane w intymnej atmosferze.

Według nowych standardów po przekazaniu kobiecie informacji o śmierci lub ciężkiej chorobie dziecka lekarz powinien dać jej czas na możliwość oswojenia się z tą sytuacją, zanim wyjaśni jej szczegółowo przyczyny tego niepowodzenia i zanim podejmą decyzję o dalszym postępowaniu. Jeśli pacjentka wyraża takie życzenie, powinna zostać otoczona opieką psychologiczną i mieć wsparcie bliskich. Ma także prawo do informacji o warunkach rejestracji swojego dziecka w urzędzie stanu cywilnego.

Choć szacunek dla roniącej kobiety powinien być wartością fundamentalną, wypływającą z naszego człowieczeństwa, choć powinien wiązać się z empatią, nie zawsze tak jest. Między powinien a jest widać ogromną przepaść. I można się dziwić, że tak oczywiste rzeczy są zaniedbywane. Można się dziwić, że tak oczywiste kwestie regulować muszą stosowne przepisy. Jeśli jednak mogą one pomóc kobiecie, zagwarantować, że w tych bardzo trudnych dla niej chwilach, traktowana będzie z godnością, to niech oczywistości znajdą swoje odzwierciedlenie w odpowiednich dokumentach. Ale jeszcze ważniejsze, by zostały realizowane w codzienności położniczej. I w życiu. Bo samo ich zapisanie niewiele może zmienić.

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

Komentarze (5):

anonim2015.11.19 16:55
Ciekawe. "Postawa personelu jest kluczowa" a przecież personelem są prawie wyłącznie kobiety i przecież wiedzą co i jak. Zabawne.
anonim2015.11.19 18:54
podobywuje mnie sie bardzo.
anonim2015.11.19 21:28
@Jacza: sugerujesz, że wszystkie położne i pielęgniarki na oddziałach położniczych to zimne seksistowskie ... (niedopowiedzenie ;-)? No, no. Odważne! :-D
anonim2015.11.19 23:10
@Jacza: czyli nadal jest kłopot ze zdefiniowaniem przyczyn problemu, bo nie jest nią na pewno brak empatii. Jeżeli tak, to cały tekst autorki jest o niczym i bez sensu. Niestety :-D
anonim2015.11.20 9:36
Należy się, personel powinien, empatia, poszanowanie - to wszystko jest, położne mają tego świadomość (siostra jest położną). Ale kiedy oddziały są pełne, tak że niejednokrotnie ciężarne czekają lub leżą na korytarzach, nie sposób zagwarantować kobiecie po poronieniu tego należnego komfortu i intymności, bo nikt inny również go tam w takich momentach nie ma. To zrozumiałe, że położne oddzielają rodzące od roniących gdy jest taka możliwość. Ale gdy tej możliwości nie ma, oddział ginekologiczny zamienia się nagle w ginekologiczno - położniczo - patologiczny. I nie jest to winą położnych. Pisanie o nich tak, jakby były robotami bez żadnych uczuć i zrozumienia dla ludzkiej tragedii jest bardzo nie na miejscu.