Terlikowska: Dziękuję prezydentowi za słowa o matkach  - zdjęcie
01.01.16, 15:30

Terlikowska: Dziękuję prezydentowi za słowa o matkach

5

Słowa, wypowiedziane przez prezydenta Andrzeja Dudę w noworocznym orędziu są naprawdę ważne.  Bo w końcu dowartościowane zostały matki. Te kobiety, które w ciszy swoich domów każdego dnia podejmują wyzwanie, by dobrze wychować swoje dzieci. To narodowe bohaterki. Bez rozgłosu, często pozbawione społecznego szacunku, nierzadko pogardzane, jeśli zrezygnują z pracy zawodowej, by zajmować się gromadką dzieci. Teraz zostały zauważone:  „Chcę wyrazić szczególny szacunek i podziw dla polskich matek. To wszak na ich ramionach spoczywa największy ciężar i największa odpowiedzialność za to, jakie będą przyszłe pokolenia”. Zaraz pewnie odezwą się postępowcy, którzy zaczną  pytać, dlaczego prezydent pominął rolę ojca. Wszak też jest ona ważna. Jasne, nikt z tym nie dyskutuje. Chodzi tu bowiem o przypomnienie fundamentalnej kwestii. Jeśli kobiety nie będą chciały być matkami, po prostu wymrzemy. Dlatego tak ważne jest społeczne postrzeganie roli matki jako czegoś naturalnego, a nie kaprysu, dowartościowywanie matek,  a nie deprecjonowanie ich wyborów na każdym kroku.

Nie bójmy się więc być matkami! To nasza duma, że możemy dawać nowe życie. Prawda, bycie matką wiąże się z ogromnym wysiłkiem, który musimy włożyć, aby wychować nasze dzieci na ludzi dojrzałych, mądrych, wrażliwych, pełnych miłości i szacunku dla drugiego człowieka. Często pełnoetatowe matki frustrują się, bo choć wkładają bardzo dużo pracy i zaangażowania w opiekę nad dziećmi  efektów ich pracy zazwyczaj od razu nie widać. Tymczasem frustracje miną, jeśli uda nam się przewartościować nasze myślenie o macierzyństwie. Macierzyństwo to tworzenie domu, ale też dawanie dzieciom tego, co dziś traktowane jest jako coś deficytowego. Nie ma macierzyństwa bez czasu danego dzieciom. Dzieci naprawdę nie potrzebują całego pokoju drogich zabawek, tylko obecności rodziców.

Co takiego stało się z matkami, że stały się tak łatwym celem środowisk postępowych i feministycznych? Przekaz, jaki mają dla nas kobiet, jest delikatnie mówiąc obraźliwy i bardzo nieprawdziwy. Matka to ta gorsza. Matka to ta, która jest mało ambitna, leniwa. Jak już bardzo chce, to niech ma to dziecko (jedno, bo więcej to patologia), ale broń Boże nie może być ani widać, ani słychać, że ona to matka. Idealna figura zaraz po porodzie, żadne roztkliwianie się nad noworodkiem. Przecież nic się nie zmienia. Wszystko jest jak było. To nie matka ma się dostosować do dziecka, tylko dziecko do matki. Z jednej strony presja na szybki powrót do pracy i oddanie dziecka do żłobka, z drugiej jakieś bezsensowne gadanie o tym, że jako matki mamy sprostać jakimś wyimaginowanym ideałom. Zamiast więc słuchać matczynej intuicji, miotamy się między sprzecznymi teoriami pedagogiczno-psychologicznymi, głosami różnej maści autorytetów, rojących się w Interecie stron paretningowych. Na rozkoszowanie i rozsmakowywanie się w macierzyństwie brakuje już czasu. Pod wieloma względami jednak nasze matki i babki miały prościej.

Praca mamy to nie tylko mechaniczne wykonywanie codziennie tych samych czynności, to nie tylko szykowanie posiłków, odwożenie dzieci do szkoły czy na zajęcia pozalekcyjne. To nie tyko pranie, prasowanie, gotowanie czy sprawdzanie lekcji. Praca mamy – i nie bójmy się tego twierdzenia - to przede wszystkim powołanie, w którym niezbędne jest inwestowanie kolejnych lat swojego życia w życie innego człowieka. To powołanie, które – jak przekonuje  Jill Savage – wymaga bezwarunkowej miłości i poświęcenia.

Wartość społeczna pracy matki jest nieporównywana z żadną inną pracą. Macierzyństwo to formowanie człowieka, to wychowanie, to ogromna odpowiedzialność. Kobieta, która wybiera życie z dziećmi, traci podobno milion dolarów! To może zadajmy pytanie, ile traci społeczeństwo na tym, że dzieci nie mamy, ile tracą dzieci, których matki są w ich życiu nieobecne, bo pochłania je co innego. Nie jestem przekonana, że relacje z dziećmi można przeliczać na pieniądze. Bo nie można!

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

Komentarze (5):

anonim2016.01.1 17:31
Pani T. - ktore to feministki tak bardzo nienawidza maciezynstwa? Zna pani Agnieszke Graff i jej prace, chociazby? Feminizm nie deprecjonuje maciezynstwa, ewentualnie podkresla ze bycie kobieta to nie tylko bycie matka. Swiadomy wybor jest tutaj kluczowy. Nigdzie dotad sie nie spotkalam z teza ze bycie matka jest uwlaczajace dla kobiet, a ktorą to rzekomo feministyczną tezę wplatuje pani do kazdego swego artykulu. Mysle, ze to nie niewiedza przez pania przemawia, ale chec manipulacji i powielania stereotypow. Na Nowy Rok zycze pani, aby była Pani bardziej obiektywna i sprobowala szanowac innch ludzi, aby moc wymagac szacunku dla siebie. Pozdrawiam.
anonim2016.01.1 19:12
Czas by Pani wreszcie poczytała i dowiedziała sie czym jest feminizm i nie powtarzała wkolko tych kłamliwych teorii. Tego życzę w 2016 roku. I żeby była Pani mniej naiwna i bardziej wymagająca i nie zachwycała sie pozbawionymi treści poerdolami w orędziu prezydenckim w obliczu niszczenia demokracji.
anonim2016.01.1 23:53
zrob mu gale terlikowska pusta krypo
anonim2016.01.2 9:09
Tak wygląda pisowski ,,szacunek'' dla wielodzietnych rodzin;Mam czwórkę dzieci i nie dostane ani grosza ponieważ tylko najmłodszy dziewieciolatek spełnia kryterium wiekowe,pozostałe pomimo,że są na moim utrzymaniu bo uczą się i studiują wg pisowskiej logiki nie są moimi dziećmi.Wymieniony dziewięciolatek jest potraktowany jako nasze PIERWSZE I JEDYNE DZIECKO! IDŹCIE DO CH...RY Z TĄ WASZĄ ,,sprawiedliwościa'' Pragnę dodać,że żadnych świadczeń nigdy nie otrzymaliśmy bo pracując całe życie wspólnie z żoną systematycznie przekraczamy próg dochodowy uprawniajacy do wszelkiej maści zasiłków! Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/polska/news-co-dalej-z-programem-500-zlotych-na-dziecko,nId,1946979#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
anonim2016.01.2 9:57
P.Terlikowska bycie rodzicem to część życia , a pani pisząc te swoje teksty zachowuje się tak jakby za to że pani żyje należał się pani medal za odwagę, pracę i poświęcenie. Pisząc o matkach niech odnosi się pani tylko do ich części bo ogromna rzesza wielodzietnych rodzin funkcjonuje organizując życie tak jak im pasuje ale by było to jak najkorzystniejsze dla rodziny jako wspólnoty. Jest jednak grupa ludzi która z posiadania większej ilości dzieci robi "religię" i zachowuje się w taki sposób jakby oczekiwała od społeczeństwa ciągłego podziwiania traktując swoje macierzyństwo jak wyjątkowe bohaterstwo wymagające wysiłku, poświęcenia, wyjątkowych wyrzeczeń i nie wiadomo jeszcze czego. Człowiek ma wybór i pani go dokonała więc proszę cieszyć się tym wyborem i nie wywyższać go nad wybory innych ludzi.