W stenogramie rozmów z kokpitu prezydenckiego Tu-154M brak komendy wieży kontrolnej, jakoby załoga miała zejść do 50 m. To, jak pisze „Nasz Dziennik”, nasuwa poważne wątpliwości co do autentyczności stenogramu. Eksperci MAK zaznaczyli w stenogramie jako niemożliwe do odczytania prawie 20 proc. nagrania, tłumacząc to zbytnim zaszumieniem. W momencie, w którym taka komenda mogła paść, w stenogramie brak 1,5 minuty nagrania zaznaczonego jako nieodczytane.

- Kopiowanie taśm analogowych, a na takich pracowały czarne skrzynki w prezydenckim tupolewie, może spowodować ich zaszumienie. A to z kolei może być środkiem do ukrycia śladów montażu. Nie każda kopia wiernie odzwierciedla zapis oryginalny - twierdzą biegli od zapisów fonoskopijnych, m.in. Jacek Rzeszotarski, ekspert Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Maria Kała, dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, gdzie badane są kopie rejestratorów, w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poinformowała, że sporządzanie ekspertyzy dotyczącej zapisów na VCR z tupolewa potrwa jeszcze kilka miesięcy. Drugą kopię rejestratorów badają eksperci policyjni.

MJ/Naszdziennik.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »