- Mój projekt to odpowiedź na potrzebę kontaktu z sacrum w sytuacji, kiedy np. kościół jest zamknięty. Tak zresztą wpadłam na pomysł, kiedy podczas wizyty w Holandii widziałam świątynie przekształcone w ośrodki kultury czy dyskoteki. To taki substytut instytucji – mówi „Polsce The Times” autorka „dzieła”, Kamila Szejnoch.

I dlatego skonstruowała automat, za pośrednictwem którego, jak twierdzi, można się pomodlić bądź wyspowiadać. Urządzenie miało stanąć na Dworcu Centralnym w Warszawie i po 4 marca zostać przeniesione do galerii Studio w Pałacu Kultury i Nauki.

Tak się jednak nie stało. – Z założenia nie angażujemy się w prezentację informacji czy sztuki dotykającej religijności – tłumaczy rzecznik PKP Michał Wrzosek. – Deklaracje, które uzyskali pomysłodawcy instalacji padły z ust osób niedecyzyjnych. Przepraszam, że wprowadziliśmy twórców w błąd - dodaje.

Na pierwszy rzut oka inicjatywa wyglądała na nieudany plagiat akcji krakowskiego księdza Jacka Stryczka, który w grudniu 2008 roku postawił przed Galerią Krakowską konfesjonał i zapraszał do sakramentu pojednania. Cel był konkretny - wezwanie do osób, które w okresie przedświątecznym nie znajdują czasu na kontakt z Bogiem. Szejnoch ma jednak inną koncepcję. Niestety, trudno się zorientować, jaką dokładnie.

 

sks/Polska The Times/Życie Warszawy

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »