W poniedziałek, 12 maja, w "Wiadomościach" przedstawiono historię ciężko doświadczonej przez los rodziny pana Daniela Andrzejaka ze Strzelec Krajeńskich. Jego żona, Barbara, zmarła tuż po urodzeniu dziecka. Mężczyzna został sam z piątką małych dzieci. Okazało się, że nie może on skorzystać z urlopu rodzicielskiego ponieważ... jego żona nie pracowała. Jak miała pracować zawodowo mając czwórkę małych dzieci?
Reportaż przedstawiony w "Wiadomościach" jak i rozmowę z Krzysztofa Ziemca z Danielem Andrzejakiem ("Dziś wieczorem") ostro skrytykowała Dorota Zawadzka, znana jako "superniania", obecnie doradczyni społeczna rzecznika praw dziecka. Na swoim blogu Zawadzka osądowi poddała niemal każdą sekundę materiału.
Swoją wypowiedź Zawadzka rozpoczęła jednak od scharakteryzowania rodziny oraz otoczenia w jakim ona żyje. Opis ten był niezwykle szczegółowy. Niestety kobieta, będąca medialnym autorytetem w kwestii wychowania dzieci, we wpisie bardzo pogardliwie wyraziła się o rodzinie: "Pani Basia w ciąży. To już piąty raz, nic nowego. Wszystko będzie dobrze".
Historia państwa Andrzejaków poruszyła widzów oraz skłoniła do refleksji rządzących. Pojawiła się nawet obietnica zmiany przepisów. Powiało optymizmem. Dalszy ciąg historii rodziny ze Strzelec Krajeńskich - przedstawiony kolejnego dnia - pokazał, że nawet z najtrudniejszej sytuacji można znaleźć wyjście.
- Rodzina pana Daniela Andrzejaka jest pierwszym takim nagłośnionym przypadkiem. Bardzo możliwe, że gdzieś w Polsce są tego typu sytuacje, o których nikt się nie dowiedział - powiedziała w "Wiadomościach" Joanna Olejniczak, asystent rodziny. -Szkoda, że w rozwiązywaniu takich spraw muszą pomagać media, a nie są ci którzy do tego tego powołani np. pracownicy rzecznika praw dziecka- dodano "ze studia". Czy rzecznik praw dziecka nie wiedział o sprawie? Wypowiadający się w programie Daniel Andrzejak przyznał: - Tak byli u mnie w niedzielę i mówiła mi, że nie wiem, że nic to mi nie da, żeby tą sprawę nagłośnić, żeby iść do telewizji, że to trzeba załatwić jakoś inaczej... A więc kto był?
Szukając odpowiedzi na to pytanie redakcja portalu Fronda.pl zwróciła się do M-G OPS w Strzelcach Krajeńskich z pytaniem czy w sprawie rozwiania trudnej sytuacji rodziny zwracano się do rzecznika praw dziecka oraz czy Dorota Zawadzka znała sprawę wcześniej? Kierownik M-G OPS w Strzelcach Krajeńskich, Marian Ambrożuk, poinformował nas, że z tego co mu wiadomo "Pani Dorota Zawadzka z własnej inicjatywy odwiedziła Pana Daniela w niedzielę 11 maja 2014 roku w jego mieszkaniu". O wizycie "superniania" w blogowym wpisie pt. "Dziennikarz nieprofesjonalny" nie wspomniała. Jak udało nam się dowiedzieć padła także sugestia, by sprawy nie nagłaśniać bo to i tak nic nie da.
13 maja w sprawie głos zabrał rzecznik praw dziecka, Marek Michalak. Na portalu społecznościowym Facebook napisał: "Samotny ojciec, wdowiec z piątką dzieci. Rodzinie trzeba pomóc (to nie ulega wątpliwości), ale nie wolno straszyć. Od rana przychodzą do mnie maile z prośbą, żeby ratować tę rodzinę, bo bezduszni urzędnicy chcą zabrać dzieci do domu dziecka. Wyjaśniam-monitorując sytuację rodzinną Pana Daniela i jego dzieci (mam bieżące informacje z OPS-u, w niedzielę dom odwiedziła moja społeczna doradczyni, Pani Dorota Zawadzka) stwierdzam, że nikt nie sugerował nawet, że temu ojcu należy odebrać dzieci. Wręcz przeciwnie, wszyscy się dwoją i troją, żeby pomoc była konkretna i skuteczna. Pospolite ruszenie prywatnych osób, liczne instytucjonalne działania, zapowiedź zmiany przepisów (już o to wnioskowałem, dzisiaj przekaz wzmacniam). Jestem też po rozmowie z Ministrem Pracy i Polityki Społecznej, Panem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, który obiecał osobistą interwencję w tej sprawie, włącznie ze zmianą przepisów".
Ciekawe: "w niedzielę dom odwiedziła moja społeczna doradczyni, Pani Dorota Zawadzka". Dlaczego nie wspomniała o tym krytykując materiał przedstawiony przez telewizję publiczną?
Dorota Zawadzka popularność zyskała dzięki programowi "Superniania", który był emitowany na antenie TVN-u w latach 2006- 2008. Nie był to jednak jej medialny debiut. Wcześniej występowała w programie "Klub Młodej Mamy" (TVN Style) jako ekspert, a w latach 1997 - 2007 prowadziła castingi do teleturnieju "Jaka to melodia?" (TVP1). W jej aktywność medialną wpisuje się także prowadzenie bloga "Moje notatki" na portalu natemat.pl. Jest psychologiem rozwojowym, współpracuje z organizacjami stojącymi na straży praw dziecka i rodziny.
Czemu służyć miała wybiórcza notatka "Dziennikarz nieprofesjonalny"? Dobru dzieci pana Andrzejaka? Według Doroty Zawadzkiej dziennikarze, którzy spotkali się z rodziną źle rozmawiali z dziećmi, bo padło pytanie o to gdzie jest ich mama. One przecież wiedzą, że ich mama nie żyje. Czy według "superniani" powinny być, do czasu uzyskania pełnoletności, oszukiwane, że ich mama jest na wakacjach? Może społeczna doradczyni rzecznika praw dziecka lepiej skupiłaby się na zrelacjonowaniu własnej wizyty w domu państwa Andrzejaków. Dlaczego tego nie zrobiła? ...bo na plecach ciężko doświadczonej przez los rodziny nie zdołała podbić słupków własnej popularności?
Co stanowi cel nadrzędny społecznej działalności medialnych autorytetów? Dobro zwykłych ludzi, bezinteresowna walka o nie... A może ten altruizm nie jest zawsze do końca szczery? Choć nie chcę w tej chwili wszystkiego sprowadzać do wspólnego mianownika nie możemy zapominać, że próżność to jedna z ludzkich cech... "Zabrakło refleksji i mam wrażenie … szczerości" - podsumowała swoją krytykę Dorota Zawadzka. Poświęćmy więc chwilę na tę właśnie refleksję i zastanówmy się komu tak naprawdę, przy rozwiązywaniu tej sprawy, zabrakło szczerości.
Agata Bruchwald
